Godzina zero…

Czekam, czekam… Godzina zero właśnie wybija i mam nadzieję, że już niedługo będziemy w komplecie :) Wyprawka dla Maluszka chyba już dopięta na ostatni guzik – mówię „chyba”, bo wciąż mam nieodparte wrażenie, że o czymś zapomniałam. Dziecinny kącik został wydzielony w naszej sypialni i czeka – tak samo zresztą jak my :) Jest delikatny, sypialniany w klimacie, w bardzo łagodnych barwach. Pewnie niedługo i tak zaleje nas morze kolorowych zabawek ;) A póki co, zapraszam do rzucenia okiem. Sypialnia nie jest duża, ale za to z dużym skosem – nie ma w niej nawet kawałka „prostego” sufitu (nie licząc podciągu), a okna są tylko dwa – dachowe. Jestem zatem pozbawiona parapetów, na których mogłabym postawić zdjęcia, czy inne bibeloty, a i ustawność pozostawia wiele do życzenia. Mimo wszystko, polubiłam tą naszą przestrzeń i w niej też znalazłam miejsce na „dziecięcy  aneks” :)

Czy jest zbyt słodko i romantycznie? Hmmm, za jakieś pół roku dzieci będą już mieszkać razem w pokoju i wtedy będę się zastanawiała jak urządzić im wspólną przestrzeń. A póki co – niemowlę zamieszka w naszej sypialni, której nie chcę zmieniać na zupełny pokój dziecięcy. Stąd biel i kremowe barwy, z których za bardzo nie zrezygnowałam.

Pościel została uszyta przez moją przyjaciółkę, Olę, której bardzo dziękuję. Jestem zachwycona gwiazdkami na mięcie i kropeczkami na delikatnej szarości. Tildowy konik i ptaszki nad przewijakiem to też sprawka Oli. Choć zostały wykonane dla Michałka, w spadku przypadną teraz nowemu Maluszkowi.

A oto i grzechotka rodem z PRLu. Czy Wy też taką mieliście? Kupiłam ją w Carrefour za 1 zł! Ma przepiękny delikatny dźwięk, w sam raz dla malutkich uszek :) No i niesamowicie kojarzy mi się z własnym dzieciństwem.

Mój nowy nabytek – fasolka do karmienia. Nie miałam takowej przy Michale i postanowiłam wypróbować ją tym razem. Wiele osób jest z niej bardzo zadowolonych. Może i ja będę :)

Jednak absolutnym must have w kwestii karmienia i wypoczynku jest dla mnie mój superwygodny bujak, który udało mi się  jeszcze wcisnąć do sypialni.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was ilością zdjęć, ale nie mogłam się za bardzo zdecydować co pokazać, a co pominąć. A poza tym… nie wiem co i jak i kiedy się wydarzy w najbliższej przyszłości – może kolejny post będzie już z nowym członkiem rodziny?

Pozdrawiam,

Kasia

Getting ready: pakowanko do szpitala

Dziś rano piłam herbatkę w przemiłym towarzystwie Dorotki i Oli, no i maluchów: Jasia, Tosi i mojego Michasia. Towarzystwo młodych mam, z którymi można fajnie pogadać zawsze mnie odpręża, szczególnie gdy mogę fajne babki gościć u siebie w domu :)   Dorotka chwaliła mój brzuszek i mówiła o sobie „ja mogłabym na okrągło być w ciąży” – niektóre kobiety tak świetnie czują się w stanie błogosławionym, że dla nich mógłby trwać w nieskończoność. Ja tak raczej nie mam – nie czuję się aż tak dobrze, żeby wciąż być w skowronkach. Jest mi coraz ciężej, a od czasu upałów popuchnięte dłonie i stopy dają mi się we znaki. Ostatnio lekarz zasugerował, że usg wykazuje, iż maluchem mogłabym się cieszyć być może już za dwa tygodnie. A może i za pięć. Sama jestem ciekawa kiedy wybije GODZINA ZERO.

Na razie zajmuje mnie torba do szpitala, a właściwie zawartość dwóch toreb: na porodówkę i na pobyt na oddziale położniczym. Na naszej stronie http://mamawszpilkach.pl/?p=503 zamieściłyśmy pliki wyprawka oraz  PAKUJEMY SIĘ DO SZPITALA. Dziś poświęcę troszkę czasu temu drugiemu i przy okazji sprawdzę po raz wtóry czy wszystko spakowałam :)

MAŁA TORBA NA SALĘ PORODOWĄ:

  • koszula do porodu (jeżeli w szpitalu nie dają)
  • klapki
  • bielizna (siateczkowa jednorazowa zakupiona w aptece lub bawełniana – tania, bo żywot jej długi nie będzie: ja figi zakupiłam w Pepco za 2 zł/szt.)
  • skarpetki
  • ręcznik
  • szampon, mydło w płynie (szare)
  • pasta i szczoteczka do zębów
  • woda niegazowana – najlepiej z „dzióbkiem”
  • dokumenty:

- karta ciąży
- wyniki badań – morfologia, badanie moczu
- grupa krwi i czynnik Rh – oryginał wyniku
- badanie w kierunku kiły
- wyniki USG pierwszego i ostatniego
- dowód osobisty

 

 DUŻA TORBA NA POBYT W SZPITALU:

  • ręczniki x 2szt.
  • szampon, mydło w płynie (szare)
  • dezodorant (najlepiej bezzapachowy)
  • Octenisept (do dezynfekowania krocza) i/lub woda utleniona
  • podpaski poporodowe około 20 szt. (lub nawet więcej)
  • podkłady pooperacyjne (duże)
  • wkładki laktacyjne
  • papier toaletowy
  • chusteczki higieniczne
  • krem na brodawki (czysta lanolina np. Medela purelan 100 lub Linoderm mama)
  • pomadka do ust bezbarwna (w szpitalach jest czasem bardzo sucho i usta pierzchną; ja  wybrałam Carmex)
  • majtki jednorazowe (do kupienia w aptece) lub bawełniane
  • staniki do karmienia
  • klapki pod prysznic
  • kapcie (ja swoje kupiłam w Biedronce za 9 zł i myślę, że ze szpitala już nie wrócą ze mną do domu)

 

  • koszule nocne (min. dwie)
  • szlafrok
  • skarpetki
  • talerz, kubek, sztućce
  • drugi kubek (np. do wyparzenia smoczka lub silikonowych nakładek laktacyjnych)

Mogą się przydać:

  • dziecięce kółko do pływania (do siadania w okresie gojenia krocza)
  • silikonowe nakładki na brodawki do karmienia
  • laktator (najlepiej elektryczny)

DLA DZIDZIUSIA ZABIERAMY:

  • ubranka (wygodne do zakładania np. bodziaki koniecznie zapinane, pajace, czapeczki)
  • pieluszki flanelowe (ok. dwóch)
  • pieluszki tetrowe (ok. 8-10)
  • kocyk (grubszy w zimną porę, cieńszy na okres letni)
  • pieluszki jednorazowe (newborn lub 2 czyli na wagę od 2kg do 4kg lub od 3kg do 5kg: w zależności od dziecka)
  • chusteczki nawilżone (najlepiej tej samej marki, co pieluchy)
  • krem do pielęgnacji strefy pieluszkowej np. Bepanthen (nie zawiera tlenku cynku, nie wysusza skóry)
  • płatki kosmetyczne, gaziki jałowe, sól fizjologiczna, szpatułki do uszu (z ogranicznikami)
  • balsam nawilżający (w przypadku przesuszonej skóry, którą należy nawilżać)
  • Octenisept lub spirytus do pielęgnacji pępka
  • Ręcznik i mydło (np. szare) lub płyn do kąpieli dla noworodków*

 

Właśnie zauważyłam parę brakujących rzeczy z listy, więc zabieram się do uzupełniania  luk w mojej torbie. No a potem – torba w gotowości i… czekamy :)

 

WÓZEK

Kareta księżniczki, mercedes królewicza czyli: czym się wozić na spacery?

Wybranie pierwszego pojazdu dla malucha jest nie lada wyczynem. Jest kilka kryteriów, które wózeczek powinien spełniać:

  • powinien być w miarę lekki – dźwiganie go gdy np. nie działa winda to koszmar, więc sprawdź przed zakupem czy waga pojazdu Cię nie przerasta
  • powinien mieć dużą gondolę – dziecko szybko rośnie, niektóre dzieci szybko nie siadają i gondola może się przydać. Są też takie dzieci, które nie znoszą jeżdżenia w gondoli i niektórym rodzicom nie przydaje się w ogóle. Ale jeśli idziesz na kawę do koleżanki dwa piętra niżej, możesz zabrać malucha w gondoli, w której się zdrzemnie gdy Ty będziesz delektować się ciastkiem i ploteczkami.
  • powinien się „bujać” – wszyscy mówią, by nie bujać dziecka i mają świętą rację, ale gdy idziesz na spacer i nagle maleństwu coś się odwidzi i płacze, to pierwsze, co możesz zrobić, to je pobujać. Nie zawsze jest możliwość wyciągnięcia dziecka z wózka, a niektóre wózki są zupełnie sztywne i można nimi dziecko tylko przewozić.
  • powinien mieć odpowiedni kolor – oczywiście zależy to od indywidualnych gustów, a o tych się wszakże nie dyskutuje, ale radzimy, by wózek nie był bardzo  jasny np. cały kremowy, bo bardzo szybko się pobrudzi. Jeśli zależy Ci na jasnym kolorze, poszukaj wózka, który miałby np. kremowy stelaż.
  • powinien mieć bardzo przydatne akcesoria: torbę, okrągły uchwyt do kawy lub herbaty, folię zabezpieczającą wózek przed deszczem, parasolkę (jeśli nie posiadasz parasolki, noś ze sobą  klamerki do bielizny – będziesz mogła osłonić dziecko od słońca przypinając pieluszkę tetrową do wózka)
  • powinien mieć dość duży koszyk na zakupy – wiele rzeczy będziesz tam wrzucać: zapasowy kocyk, chleb, mleko, nosidełko, itp.
  • powinien mieć skrętne koła – jest to baaaaardzo przydatne: gdy będziesz wsiadać do windy, skręcać w alejce w sklepie nie będziesz się wysilać i naciskać całego wózka, ale po prostu delikatnie i bez wysiłku skręcisz.

 

Wózek wielofunkcyjny czy może jednak nie?

Wózek  wielofunkcyjny to wózek głęboko-spacerowy. Gdy dziecko jest małe montujesz na stelażu gondolę, a gdy większe, montujesz spacerówkę. Taki wózek wydaje się być dobrym pomysłem – za jednym razem kupujesz cały zestaw, płacisz tylko raz. Gdy Twój skarb jest malutki korzystasz z gondoli, a w którymś momencie zobaczysz, że dziecko już jej nie toleruje  (niektóre dzieci prawie od początku nie znoszą bycia wożonymi w wózku głębokim) i przesiadasz się do spacerówki lub montujesz  na stelażu fotelik samochodowy. Na zdjęciach powyżej widać wózek, którym Michał jeździł przez jakiś czas, ale ponieważ stelaż nie mieścił się w samochodzie mamy, i tak zakupiony został nowy wózek spacerowy. Janek jednak dalej korzysta ze spacerówki wózka wielofunkcyjnego i rodzice są z tego bardzo zadowoleni.

Kupujemy spacerówkę!

Jeśli z jakichś powodów wózek wielofunkcyjny należy wymienić (okazuje się za duży, za ciężki, niewygodny lub się popsuł), decydujemy się na zakup wózka spacerowego. Posłuży on nam jeszcze jakiś czas gdy dziecko nie będzie chciało iść, zechce usiąść lub zdrzemnie się na spacerze. Posłuży również, gdy pojedziemy na zakupy, na wakacje. Tak więc taki wózek powinien:

  • być lekki
  • składać się w odpowiedni sposób
  • składać i rozkładać się w szybki i wygodny sposób
  • umożliwiać dziecku jeżdżenie zarówno w pozycji siedzącej jak i leżącej

Wiele osób poleca spacerówki-parasolki jako wózki, które bardzo wygodnie się składają (wyglądem przypominając złożoną parasol). Te modele jednak nie zawsze mieszczą się w małych samochodach osobowych. Wózek, który spełnił oczekiwania mamy Michasia to Espiro Magic. Ten wózek nie jest bardzo ciężki, a składa się „w pół” – jest to zademonstrowane na filmie:

http://www.youtube.com/watch?v=n5AVtVNoexs

Póki co, wózek się sprawdza, ale jego dużym minusem jest malutki koszyk na zakupy – bardzo mało da się do niego włożyć.

 

ŁÓŻECZKO, POŚCIEL, PIELUSZKI

Łóżeczko

Zacznijmy od miejsca gdzie się wypoczywa, gdzie się śpi i śni – od łóżeczka. Łóżeczek na rynku jest do wyboru do koloru. Możesz wybrać mniejsze o wymiarach 120 cm na 60 cm lub większe czyli  140 cm na 70 cm. Obydwie kupiłyśmy mniejsze łóżeczka, ale rozmiar zależy tylko od tego ile masz miejsca w pokoju. Jeśli możesz pozwolić sobie na większy mebelek, to może warto rozważyć łóżeczko, które za jakiś czas będzie można częściowo porozkręcać i będzie służyło już trzyletniemu dziecku jako tapczanik. Ważne jest, żeby miało minimum trzy poziomy wysokości: wysoko położysz noworodka, na poziomie „średnim” położysz dzieciaczka, który stara się przemieszczać lub usiąść , a najniżej dziecko, które będzie próbowało stawać.

Tak się złożyło, że obydwie kupiłyśmy ten sam model łóżeczka (bez konsultowania się ze sobą). Mąż jednej z nas wpadł na pomysł, by zamontować do niego małe kółeczka, które umożliwiłyby bezproblemowe przemieszczanie mebelka gdy chcemy umyć podłogę lub gdy dziecko jest marudne i chce nas widzieć, a my akurat nie chcemy ciągle siedzieć z nim w sypialni. Przeciągamy łóżeczko do kuchni i w spokoju dokańczamy obieranie ziemniaków.

Gdy kupowałyśmy łóżeczko zwróciłyśmy też uwagę na wyciągane szczebelki. Jedna mama powiedziała mi kiedyś, że celowo wybrała łóżeczko bez takowych szczebelek, by córeczka nie wychodziła po przebudzeniu i nie robiła Bóg wie czego gdy rodzice jeszcze śpią. Myślimy jednak, że w którymś momencie trzeba będzie naszym dzieciom pozwolić na jakąś samodzielność choćby w takiej małej sprawie jak wstawanie samemu i organizowanie sobie czasu zaraz po przebudzeniu. A jeśli bardzo się martwimy o to co może robić nasza pociecha, możemy zawsze szczebelki pozostawić niewykręcone.

Do łóżeczka będziemy na pewno przykręcać różnego rodzaju zabawki, karuzele, itp. Maluch też z czasem będzie najprawdopodobniej wisiał na poprzecznych szczebelkach i z zapałem będzie się w nie wgryzał. Aby ochronić te szczebelki polecamy przezroczyste ochraniacze, które dostępne są np. na allegro.

 

Materac i pościel

Tak naprawdę jednak najważniejszy jest materac , bo na nim dziecko bezpośrednio śpi. Ważne by „oddychał”, był przewiewny, wchłaniał pot. Dla Michała i Jasia wybrałyśmy materace gryczano-kokosowe, które nie są aż tak miękkie jak te z pianki poliuretanowej. Materacy tych nie pierzemy, a ochraniamy je za pomocą bawełnianych podkładów dostępnych w sklepach z produktami dla dzieci (posiadamy dwa na zmianę). W sieci szwedzkich sklepów z artykułami do domu dostępne są też takie podkłady, ale lniane. Przepuszczają powietrze, sprawdzają się naszym zdaniem lepiej niż dość powszechna ceratka. Ta ochroni materacyk przed zmoczeniem, ale po co kupować  dobry materac skoro dziecko i tak położymy na nieoddychającej ceracie?

Oczywiście bezpośrednio nie położymy maluszka na  podkładzie, ale na prześcieradełku. Trzy prześcieradełka powinny maluchowi wystarczyć. W naszym przypadku jedno jest z frotte, a dwa z jerseyu (tkanina bawełniana). Ponadto, oprócz prześcieradeł będzie Ci potrzebny komplet pościeli –minimum dwa na zmianę. My zawsze wybieramy tkaniny bawełniane, choć słyszałyśmy ostatnio, że najlepsze byłyby tkaniny bambusowe. Ciężej je jednak zdobyć. Kupując pościel zwróć uwagę, by choć jedna z nich miała ochraniacze dookoła łóżeczka. Dzieci lubią podczas snu wędrować po łóżeczku, przemieszczać się. Niejednokrotnie budzą się wciśnięte w kąt z nogą pomiędzy szczebelkami. Takie ochraniacze zazwyczaj są w miarę wysokie i z czasem maluch będzie się denerwował, że nic nie widzi, więc po pewnym czasie lepiej się sprawdzą zrolowane koce położone w łóżeczku tuż przy szczebelkach. Warto jednak mieć choć jedną pościel z gotowymi ochraniaczami. Oprócz ochraniaczy pościel składa się z poszewki na poduszkę i poszwy na kołdrę. W szkole rodzenia dowiedziałyśmy się, że dziecko nie powinno spać na poduszce do drugiego roku życia i tak też jej nie stosujemy (podobno poduszka stanowi dla niemowlęcia zagrożenie). Gdy urodził się Michał, za oknem leżał śnieg, a w jego pokoju na poddaszu było dość chłodno, więc kołdra z kompletu dziecięcego sprawdzała się dobrze, choć była ogromna pod względem wielkości i przede wszystkim w porównaniu z samym Michałkiem. Jasiu również leżał w nocy pod taką samą kołdrą, ale że w jego mieszkaniu jest zazwyczaj cieplej, mama szybko doszła do wniosku, że może być mu pod taką dużą i grubą kołdrą za gorąco. Dlatego wiele mam albo używa specjalnych kołderek do wózków, albo rozkłada rożek i używa go do przykrycia dziecka.  Rożek jest rzeczą, która bardzo się przydaje w pierwszych tygodniach życia. Dziecko owinięte w rożek może być spokojnie podawane na ręce dziadka czy cioci, gdyż jest „usztywnione” i ktoś, kto na co dzień nie ma do czynienia z noworodkami, nie boi się wziąć szkraba na ręce. Maluchy również lubią być pozawijane i powinno się je ciasno zawijać do trzeciego miesiąca życia (oczywiście nie za ciasno – muszą przecież oddychać!). Robi się tak, ponieważ do trzeciego miesiąca niemowlęta nie są świadome swoich kończyn i machając nimi nieświadomie budzą się lub niepotrzebnie stymulują i np. nie mogą zasnąć. Zawsze owijajmy dzieci tak, by było im ciepło – rożek zawija nóżki i częściowo rączki, ale czasem warto jeszcze podłożyć maluszkowi pod szyjkę pieluszkę. Oprócz kołderki czy rożka, możesz przykryć maleństwo kocykiem. Staraj się wybierać kocyki, które „nie gryzą” i nie pozostawiają po sobie kłaków. Obydwie posiadamy po kilka kocyków. Kocykiem przykrywamy czasem dzieci w łóżeczku, kocyk obowiązkowo jest do przykrycia z wózku, kocykiem była wyścielona gondola w zimie, kocyk rozścielamy czasem na podłodze lub na kanapie u znajomych i kładziemy na niego malucha. Tak więc jeden kocyk naszym zdaniem na pewno nie wystarczy.  Latem zarówno Michałowa jak i Jasiowa kołdra zostały schowane i chłopcy spali pod czymś lżejszym, ale obydwaj bardzo się w nocy rozkopują. Gdy dziecko ma sześć miesięcy nie wstajesz już do niego co 15 minut. Zdarza się, że przesypiają calutką noc i jeśli podczas niej się odkryją, to nie będziemy w stanie tego zauważyć. Dlatego dobrym rozwiązaniem są śpiworki. Dziecko może machać swobodnie nóżkami we wnętrzu takiego worka, który trzyma mu się na ramiączkach.

 

 

 

 

Pieluszki

Jeśli na dworze jest gorąco, możesz maluszka przykryć tylko pieluszką – gdy jest chłodniej flanelową, lub gdy goręcej tetrową. Pieluchy tetrowe są niezastąpione, przydają się bardzo, warto ich mieć minimum 20, nawet 30-40. Możesz nimi wyłożyć wanienkę podczas kąpieli, będziesz podcierać buziaka gdy dziecku się np. uleje lub zwymiotuje. Przy przewijaniu będziesz ich używać do wycierania  lub do podkładania pod pupę, zawsze zapasową pieluchę będziesz mieć w torbie przy wózku. Warto zaopatrzyć się również w kolorowe tetry. Są bardzo ładne i przydają się: na kolorowej tetrze nie widać tak bardzo plam po marchewce i kolorowej tetry nie pomylisz z białą – co za tym idzie, jeśli wiesz, że kolorową podcierałaś już pupę, to nie użyjesz jej do wycierania buzi. A uwierzcie nam: przychodzi taki moment w domu, że na każdym kroku natykacie się na pieluchę tetrową – leżą wszędzie i w którymś momencie nie wiesz już która jest czysta, a która nie. Oczywiście z czasem tetry stają się coraz mniej potrzebne, ale na początku naprawdę warto się w nie zaopatrzyć.

 

 

 

Gdy my byłyśmy małe, nasze mamy używały tetry do tego by nas przewijać. Do dziś jest wiele mam, które wierzą, że jest to najlepszy sposób na to, aby maluch uniknął odparzeń i podrażnień. My zdecydowałyśmy się jednak na pieluszki jednorazowe – myślę, że jest to kwestia wygody, ale starałyśmy się dobrać pieluchy w taki sposób, by nasze dzieci czuły się w nich dobrze. Jeśli będziesz karmić piersią, pieluszki, których będzie używało Twoje maleństwo powinny być bardzo chłonne od wewnątrz. Kupki malucha będą przypominały dość luźne jajeczniczki, a zadaniem pieluszki będzie wchłonąć najwięcej ile się da. Pamiętaj też, że najdroższa pieluszka nie znaczy najlepsza, a najtańsza nie musi być wcale zła. Pieluszki z górnej półki często są z aloesem, na który niektóre dzieci są uczulone. Warto więc uważnie obserwować malucha. Jeśli używasz chusteczek do podcierania pupy, korzystaj z pieluszek tej samej firmy; gdyby Twoje dziecko dostało wysypki, będziesz wiedziała, że to od tej marki, bo i pieluchy i chusteczki są nasączone tymi samymi olejkami.  Jeśli masz znajomych, którzy mają maluszki w domu i są w temacie pieluszek, poproś o kilka sztuk – lepiej sprawdzić czy akurat te pieluchy będą pasować Twojemu dziecku. Niekoniecznie dobrze się sprawdzą i szkoda by wtedy było kupować od razu całą paczkę.

Przewijak

 

Trzeba też wybrać dogodne miejsce do przewijania. W różnych domach są różne rozwiązania. Janek ma przewijak zamontowany na łóżeczku i jest przewijany w sypialni. Michał zawsze miał z mienianą pieluszkę w łazience, a przewijak został zamontowany na pralce. Jeśli masz dość dużą łazienkę lub dużą sypialnię możesz zaopatrzyć się w przewijarkę czyli wysoki stoliczek z przewijakiem posiadającym półki i kieszenie, w których trzymać będziesz kosmetyki i pieluszki. Przewijak będzie nam służył około pół roku, może troszkę dłużej – dopóki maluch nie będzie chciał za wszelką cenę z niego zejść i przewijanie go na przewijaku stanie się już trochę niebezpieczne. Możemy wtedy skorzystać z nieco miększych  przewijaków, które po prostu rozłożymy na podłodze lub na łóżku. Natomiast gdy idziemy z dzieckiem do znajomych, do lekarza czy gdziekolwiek indziej warto mieć ze sobą przewijak turystyczny (składana mata czasem dodawana gratis do torby od wózka) lub podkład higieniczny, który zakupimy w każdej aptece. Takie podkłady są szczególnie przydatne u lekarza. Położymy na nim maluszka, a po wizycie w gabinecie możemy go wyrzucić i wyciągnąć nowy, czysty.


 


GARDEROBA MALEŃSTWA

To jest temat rzeka. Obydwie miałyśmy dla naszych dzieci mnóstwo ubranek. Jasiu po Karolu i po Nikoli, Michał po Marcelinie. Dodatkowo dostałyśmy dużo ubranek w ramach prezentów, trochę kupiłyśmy same. Tak więc chłopcy mieli dość obszerną garderobę, która dobrze się sprawdziła. Na początku dziecko dość często się usikuje, często mu się ulewa. Gdy jest starsze już się tak nie usikuje, ale może dalej ulewać (najgorsze gdy pokarmami stałymi – marchew bardzo ciężko się spiera), i zaczyna się bardzo ślinić – do tego stopnia, że koszulka na klatce piersiowej może być czasem cała mokra. I w ten oto sposób zdarza się, że dziecko trzeba przebrać  kilka razy dziennie.

 

 

To jakie ubranka skompletujesz, zależy też od pory roku, w której dziecko przyjdzie na świat. Nasze dzieci były zimorodkami, więc w szafie gościło więcej ubrań ciepłych , a mniej krótkich rękawów. Jednak wszystko jest raczej bawełniane, przewiewne i wygodne.

Jeśli kompletujesz już ubranka dla maluszka zaopatrz się w ciuszki na wzrost 56 cm. Jest to taki standard dla noworodków. W niektórych sklepach znajdziesz też ciuszki dla wcześniaków, które są jeszcze mniejsze, ale jeśli Twoje dziecko urodzi się z przeciętną wagą, rozmiar 56 cm posłuży Ci przez ok. 2-3 tygodnie. Potem przeskoczysz na ubranka na wzrost 60-62 cm. Zobaczysz, że z bodziaków dzidziuś szybko wyrasta, a półśpiochy służą czasem dłużej.

 

Czego potrzebujemy?

Body z długim rękawem ok. 5 szt. – najlepiej wiązane lub na zatrzaski, nie wkładane przez głowę. Będzie Ci łatwiej założyć noworodkowi ciuszek, którego nie będziesz musiała wciskać przez główkę. Dzieci tego nie lubią i będą głośno protestować.

Body z krótkim rękawem  5 szt. – jeśli Twoje dziecko urodzi się w lipcu, to zapewne będziesz takich bodziaków potrzebowała więcej niż tych z długim rękawem.

Body bez rękawów ok. 4 szt. – fajna sprawa na gorące lato: w takim bodziaku dziecku jest chłodno, a jednocześnie nic mu się nie podwija, ani nie roluje na plecach.

Rampersy ok. 2 szt. – świetne na lato: wyglądają jak bodziak, tyle że mają krótkie nogawki. Warto mieć rampersy z krótkim rękawem i bez rękawów.

Pajace  ok. 8 szt. – pajace bardzo przydają się do spania, łatwo je założyć dziecku po kąpieli. Zwróć uwagę by były zapinane od góry do dołu przez środek, i poobcinaj metki od wewnątrz, by nie podrażniały skóry. Na rynku dostaniesz pajace bawełniane i pajace „misiowate”, które są nieco grubsze. Przydadzą się one na zimę. Janek w swojej garderobie miał tylko bodziaki, półśpiochy i pajace. Michał także z nich korzystał, ale miał również  kaftaniki i śpiochy.

Łapki-niedrapki ok. 4 par – malutkie dziecko ma bardzo ostre pazurki, które dość szybko rosną, zakładamy więc maluszkowi niedrapki na noc, ale też w ciągu dnia. Niestety ich ściągacze bardzo się wyciągają i szybko niedrapki zsuwają się z rączek szczególnie w nocy. Najlepszym rozwiązaniem było by kupowanie kaftaników, pajaców lub bodziaków z gotowymi doszytymi rękawiczkami, które się tylko odwija na drugą stronę i rączka dziecka jest zabezpieczona. Jest to ważne, ponieważ maluchy potrafią bardzo się podrapać, szczególnie po buzi. Jeśli kupujesz niedrapki, zwróć uwagę, żeby nie były za grube, ale raczej przewiewne np. z dziurkami.

Śpiochy ok. 4 szt. – to takie jakby spodnie na szelkach, można ich używać z kaftanikami lub bodziakami. Sprawdzają się na chłodne dni, bo zapewniają dziecku dodatkową warstwę w górnej partii ciała. Kupując je zwróć uwagę, aby miały stópki i były rozpinane w kroku – będzie Ci dużo łatwiej przewijać malucha.

Kaftaniki ok. 4 szt.  – są wiązane lub na zatrzaski, ubierasz je ze śpiochami, lub jeśli jest bardzo zimno, możesz założyć je dziecku jako drugą warstwę na bodziaka lub pod pajaca.

Półśpiochy ok.5 szt – czyli spodenki ze stópkami. Zdarza się czasem, że gdy są za długie, noworodek machając nóżkami zadziera sobie pazurki. Można maluszkowi założyć skarpetki pod spód. Malusieńkie dzieci często mają bardzo zimne stópki.

Spodenki ok. 2 szt. –  Spodenki mają to do siebie, że się podwijają, więc bywają niepraktyczne np. gdy trzymamy dziecko na rękach, ale gdy jest bardzo zimno można je założyć dziecku np. na rajstopki. Latem natomiast mogą się przydać krótsze spodenki lub „rybaczki” czyli 3/4 długości – nie będzie maluchowi w nich za gorąco, ale też nie powinien zmarznąć.

Skarpetki  ok. 3 par – ze skarpetek dzieciaczek także szybko wyrośnie. Pamiętaj jednak, żeby kupować zawsze skarpetki nieco luźniejsze: tak, aby za mocno nie obciskały nóżki. Za ciasne zostawią odciśnięty ślad nad kostką. Polecamy też skarpetko-buciki  np. z włóczki lub polarku. Gdy jest zimno można je założyć dziecku na śpiochy lub półśpiochy.

Rajstopki (1 para) – bardzo fajny pomysł na zimę lub jesień. Dziecku jest naprawdę ciepło, rajstopki ładnie przylegają do ciała. W przypadku starszych dzieci, które pełzają lub raczkują również świetnie się sprawdzają nie ograniczając ruchów. Na rynku spotkasz różne rajstopki z wzorkami dla dziewczynek, ale też z wzorami typowymi dla chłopców.

Sweterekbluza, bezrękawnik (min. po 1 szt.) – w okresie zimowym przydaje się gdy dziecko przywozisz ze szpitala, werandujesz, wychodzisz z nim na spacer. Bluza to też idealna druga warstwa, jeśli w domu jest chłodno. W chłodnym domu sprawdzają się też bluzy bez rękawów typu serdaczków: maluchowi jest ciepło po plecach, ale nie do końca jest ubrany aż w dwie warstwy.

Czapki – na pewno przydadzą się tzw. smerfetki  (ok. 3 szt.) czyli takie bez zawiązywania, nakładane, bawełniane, przewiewne, wyprofilowane. Będziesz ich używać w domu, po kąpieli, ale też na spacerze. Czapki z zawiązywaniem (ok. 2 szt) przydadzą się na spacery. Na pewno musisz mieć też czapkę zimową, ocieplaną (min. 1 szt.) W porze letniej przydadzą Ci się cieniutkie czapeczki np. z dziurkami lub z batystu.

Kombinezon  (min. 1 szt.) – puchowy, przypominający kołderkę na naprawdę zimne dni i/lub cieńszy z niegrubego polaru na temperaturę ok. 10 stopni Celcjusza. Przydaje się na spacery no i w nim zapewne przywieziesz maluszka ze szpitala do domu. Możemy się założyć, że będzie nieco za duży :) Niektóre kombinezony przypominają śpiworki – dziecko ma nóżki swobodnie złączone razem w „worku”.

Śpiwór do wózka – pierwsze werandowanie Michał przeżywał nie w kombinezonie, ale w śpiworze: ciepłym, miękkim, w którym rączki i nóżki były nieskrępowane. Nie jest on obligatoryjny, ale jeśli masz okazję go kupić lub od kogoś pożyczyć, to w porze jesieni, zimy lub zimnej wiosny może się przydać. Gdy dziecko jest większe bardzo przydaje się śpiworek do spacerówki: bardzo dobrze zabezpiecza większą część ciała przed zimnem.

Śliniaki – przydadzą się na pewno ok. 3 miesiąca, szczególnie bawełniane (min. 2 szt), które zabezpieczą koszulkę przez zmoczeniem – dzieci w tym czasie zaczynają się bardzo ślinić. Niektóre mamy zakładają dzieciom bawełniane śliniaczki by  zabezpieczyć ubranko przed zabrudzeniem gdy dziecko ulewa. Gdy zaczniesz wprowadzać pokarmy stałe przydadzą Ci się śliniaki ceratowe lub ceratowo-bawełniane (min. 2 szt.). Najlepiej gdy są na zatrzaski, a nie na rzepy. Rzep czasem podrażnia szyję dziecka.