Prezenty na Dzień Dziecka!

Dzień Dziecka to jest naprawdę coś wielkiego. Dzień takiego kalibru jak Mikołajki albo urodziny. W Dzień Dziecka musi być tak, jak zechcą Maluchy. Musi być pysznie i kolorowo i miło. Przykazuję sobie w ten dzień, że choćby nie wiem co, to się nie zdenerwuję, nie nakrzyczę, nie skarcę, nie będę się dąsać, ani chandryczyć. Ten Dzień jest Ich i ma być piękny. Super zabawowy, prezentowy i cudaśny. Śniadanie jest słodkie, na obiad jest pizza, deser jest pyszny i oprócz tego jakaś atrakcja – piknik, wspólne wyjście, zoo, park, plac zabaw, a w domu prezenty i czas tylko dla Nich. Prezenty… kto ich nie lubi? Michał uwielbia, Mati jeszcze średnio rozumie, ale jak Michał coś dostaje, to i on wyciąga rączki. Tak więc prezenty muszą być i już. Tylko jakie?

Różni są rodzice, różne sytuacje i różne kieszenie, a dzieciaki nie różnią się za bardzo – każde marzy o prezencie. I czy w środku będzie Kinder bueno, jajo niespodzianka i książeczka za 6 złotych czy klocki za milion monet, to radość będzie większa niż gdyby nie było nic. Deser i wspólnie spędzony czas to jedno, a prezent to drugie. Samo poczucie, że się otrzymało prezent jest cudowne, czasem wspanialsze niż sam prezent, a pięknie zapakowany, podarowany z całusami i przytulasami jest niezastąpiony. Przewertowałam kilka sklepów, i postanowiłam pokazać Wam w tym roku moje pomysły na gifty. Starałam się nie przesadzać z cenami, choć tanie prezenty w necie ciężko znaleźć. Łatwiej będzie pójść do Pepco i kupić coś tam (czego absolutnie nie odradzam, bo sama kupuję tam różne rzeczy regularnie!), ale chciałam dziś zajrzeć jeszcze w kilka innych miejsc. Może trochę za późno Wam tu piszę o tych prezentach, ale niektóre z tych rzeczy możecie kupić w sklepach stacjonarnych, a niektóre świetnie nadają się na inne okazje niż tylko 1. czerwca.

Po pierwsze, książki. Uwielbiam je ja, uwielbia Michał. Poniżej pozycje, które mamy w domu, lub mieć byśmy chcieli. Na szczególną uwagę zasługuje Tajemnica pożarów, która jest bardzo sympatycznym kryminałem dla Maluchów. No i oczywiście przygody królika Piotrusia autorstwa Beatrix Potter z uroczymi ilustracjami. To tegoroczny Michałkowy prezent. Do wieczornego czytania jak znalazł.

1 i 2. Książeczki Beatrix Potter o króliku Piotrusiu; 5. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham; 3. Tajemnica pożarów (świetny dziecięcy kryminał); 4. Smacznego, kolego! – dla Maluchów o zdrowym odżywianiu; 6. Malina cud-dziewczyna Katarzyny Pakosińskiej; 7. Mapy

Młodsza latorośl, choć czytać nie potrafi, ujawniła już swoje tendencje czytelnicze. Uwielbia książeczki okraszone rymami częstochowskimi, z rysunkami / zdjęciami bobasów. Wszystkie te kryteria spełnia seria Disneyowskich Ciekawostek.

Ciekawostki Bobas

Oprócz książek, lubię dawać Maluchom coś, co odmieni trochę ich przestrzeń, będzie nie tylko zabawką, ale też czymś miłym dla oka. Filiżanki z misiami regularnie pięknie nam służą, walizeczki są moim marzeniem, i myślę, że Michaś także byłby z nich bardzo zadowolony, ale w tym roku jednak nie udało mi się ich zakupić. Przygotowuję dla chłopców coś sama, pokażę Wam wkrótce, gdy tylko skończę, a Wy, jeśli nie macie zdolności manualnych, możecie zajrzeć poniżej.

1. Walizeczki – Moja Mała Francja
2. Filiżanka Baloo – à Tab
3. Łapacz snów – Zuzu Design
4. Pudełko na kredki – Zuzu Design
5. Pompony tiulowe – Pomponove

 Ciąg dalszy dekoracji – poniżej piękne lampki i światełka. Michaś uwielbia dostawać coś „do pokoju”, coś, co będzie tylko jego. Lampki Egmont są kolejnym moim marzeniem i choć mamy prześliczną lampkę-białą sowę, dużo bym dała za tego króliczka, albo magicznego grzyba. Bez cottonków nie wyobrażam sobie naszych wnętrz, a lód-lampeczka jest tak, słodki, że zawsze się uśmiecham na jego widok. Fajne gadżety, oj fajne :)

 1. Lampka królik Egmont toys –  Moja Mała Francja
2. Lampka grzybek Egmont toys – Moja Mała Francja
3. Lampka lód – Cottonove love
4. Cotton balls – Cottonove love
Zabawki! Uwielbiam takie, które rozwijają, stymulują, zmuszają do myślenia, zaciekawiają i wzbogacają wyobraźnię. Puzzle, układanki, instrumenty muzyczne, to jest to, co chętnie widzę naszym dziecięcym pokoju. Do tego w pięknych walizeczkach, oryginalnych kolorach..

1. Gra magnetyczna – Moja Mała Francja
2. Harmonijka Confetti – Bubulinka
3. Puzzle – Moja Mała Francja
4. Cymbałki – Bubulinka
5. Instrumenty – Bubulinka
6. Puzzle obserwacyjne - Bubulinka

 A tak poza tym, to hitem były i hitem będą chyba jeszcze długo klocki duplo i „małe duplo” czyli lego city. Choć ja uważam, że na małe duplo jeszcze trochę za wcześnie, tym bardziej, że obok jest mniejsze dziecko, które małe duplo traktuje jak coś do żucia i pociumkania, bo małe plastikowe elementy świetnie znikają w otworze paszczowym. Co do zestawów duplo – sama się nimi chętnie bawię, sama lubię układać i często to z chłopakami robię, więc na specjalne okazje kupuję też chętnie. Przed Dniem Dziecka najlepiej zakupić te klocki w marketach, gdzie ceny są najbardziej przystępne. Przykład – w empiku za zestaw arktyczny zapłacimy 139 zł, a w Carrefour 89 zł. Spora różnica.

 A Wy? Co przygotowaliście na Dzień Dziecka? Co planujecie?

Kasia.

Gwiazdy, kotki, wianki czyli o szyjątkach na poddaszu :)

Na naszym poddaszu bardzo tkaninowo się zrobiło od jakiegoś czasu. Tekstylia towarzyszą moim dzieciom w ich pokoju, nam w kuchni, w kącie jadalnianym, na kanapie. Panoszą się w domu poduchy, w szufladzie odpoczywają na zmianę obrusy, bieżniki, serwetki, co chwilę coś się tworzy, coś dla nas, dla kogoś, coś dostajemy, coś wysyłamy… Wszystko zaczęło się jakiś czas temu gdy moja przyjaciółka Ola, uszyła dla mojego Michasia kilka ptaszków i konika morskiego. Wisiały to tu, to tam, ozdabiając przestrzeń Michasia, aż w końcu znalazły się w łóżeczku nowonarodzonego Mateuszka i zadyndały nad samym łóżeczkiem. Słodkie szyjątka i ukochane niemowlę – to zestawienie powaliło mnie na kolana. W dodatku Ola uszyła dla Matusia piękną pościel w szare kropeczki i białe gwiazdki na miętowym tle, która sprawiła, że całkowicie zakochałam się w gwiazdeczkach, groszkach, kropeczkach i hendmejdach.

 

Od tego czasu piękne, ręcznie robione rzeczy towarzyszą chłopcom cały czas. Wraz z narodzinami Matusia, coraz więcej uroczych rzeczy zaczęło się pojawiać w moim domu. Zeszłej jesieni, tuż po narodzinach Maleństwa, sprawiłam sobie szary obrus w białe gwiazdeczki, który święcił tryumfy przez całą jesień, aż do Bożego Narodzenia. Wyglądał tak cudnie, że pokusiłam się jeszcze o małe serwetki w gwiazdki, poszewki, i nasze poddasze było nie tylko blisko gwiazd – było całe w gwiazdach :)

W grudniu obudziła się potrzeba stworzenia nowego nakrycia ponad 3,5 metrowego stołu. Na przyjęcie z okazji Chrztu świętego mama uszyła mi biały obrus w szare gwiazdki. Z zielonymi, białymi i srebrnymi dodatkami był strzałem w dziesiątkę, a na gościach cały stół zrobił ogromne wrażenie… Zresztą, kto nie pamięta – zapraszam tutaj.

Na Mikołajki, moi synowie dostali od cioci w prezencie kotki przytulaki. Pięknie skomponowały się z pościelą (którą przejął Michaś) oraz ręcznie robionymi poduszkami-przytulakami – chmurkami. Chmurki to też prezent – od cioci Oli i babci Gosi.

Po drodze wielkanocne wariacje obrusowe… zakochałam się w biało-szarych rombach, pastelowych błękitach, miętach i groszkach…

 

 

 

A potem przyszła kolej na wianki. Zobaczyłam je na jednym z blogów i nie mogłam nie pokusić się o stworzenie takowych. Kasia pokazała swoją pasję i mnie nią zaraziła, a naszym poddaszem zawładnęły wianuszki. Wprawdzie pojawiały się już wcześniej zimowe, robione z szyszek, ale tym razem hitem okazały się tkaniny. Na drzwiach do Michasiowego pokoju zawisł piękny wielkanocny wianuszek – złożony z tyyyylu elementów, a mimo to bez wrażenia „nadziubdziania”

Posypało się też kilka zamówień na kotki cioci, więc kilka dodatkowych zawitało w naszym domu.

Na łóżeczku Matusia powiesiłam kwiatuszka, którego zrobiłam jednego wieczoru „na próbę”, a zaraz potem mama małej Jagódki poprosiła mnie o takowego na łóżeczko swojej córeczki. Powstał zatem różowo-turkusowy i razem z różowym kotkiem znalazł nowy dom w Jagodowym królestwie :)

 

 

 

 

 

 

 

 A u Michasia kolejny wianek – po Wielkanocy przyszedł czas na coś odrobinę mniej „jajecznego” :)

A chwilę potem kolejne zamówienie. Spod mojej ręki wyszedł wianuszek dla małej Zosi. Z cudnym drewnianym motylkiem ozdobionym koronką  i z materiałowymi kwiatuszkami.

No i gwiazdy… od roku ten motyw jest na topie. Zresztą, jak już mówiłam, do gwiazd z poddasza jest naprawdę blisko ;) Podobne poduchy są w sklepach internetowych w cenach dla mnie zaporowych, tak więc pokusiłam się o własnoręczne ich zrobienie i tak miętowe i szare gwiazdy zamieszkały z nami, a raz nawet poszły z nami na piknik!

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli podobają się Wam któreś z moich szyjątek, napiszcie na mamawszpilkach@wp.pl Znajdziecie też nowości na moim profilu facebookowym i tam też możecie do mnie napisać. Zapraszam do podglądania :)

Pokoik mojego trzylatka część I czyli jak to jest zimą na poddaszu :)

Troszkę mnie nie było tutaj ostatnio. Tych, którzy zaglądają regularnie, przepraszam za milczenie, ale spowodowane to było naszymi chorobami. Najpierw Michał, potem ja poległam w walce z anginą i ostrym zapaleniem zatok, a na końcu Mateuszek załapał jakiegoś okropnego wirusa i o mały włos nie znaleźliśmy się w szpitalu. Mam nadzieję, że taki początek stycznia nie zapowiada źle całego roku 2015 i czeka nas trochę miłych niespodzianek :)

Dzisiejszy wpis traktuje o pokoju mojego trzyletniego synka, Michałka. Wiele osób pytało mnie o jego pokój, o zdjęcia z jego „królestwa”. Ja jednak z tego pokoju nigdy zadowolona nie byłam, nie miałam na niego pomysłu, nie wiedziałam tak naprawdę co być w nim powinno, żeby było tak jak chcę. Hmmm, tak naprawdę ten pokój spełniłby moje oczekiwania gdyby był „normalny” czytaj: gdyby miał choć centymetr prostego sufitu. Ale nie ma. Jako że mieszkamy na poddaszu, Michałkowy pokój jest zupełnie „pod skosem”, i to pod bardzo ostrym skosem. Po podłodze jego powierzchnia wynosi ok. 16 m2, więc mały raczej nie jest. Jednak powierzchni użytkowej, czyli takiej gdzie ściany mają co najmniej 2,20 m, jest pomiędzy 2 a 3 m2, więc naprawdę malutko.  W najniższym punkcie pokoju ściana osiąga wysokość 30 cm. Niełatwo jest urządzić taką przestrzeń, ale  jak się nie ma co się lubi, to… Tak więc zawzięłam się i powolutku ten pokój rzeźbiłam. Rzeźbię nadal, bo jest jeszcze kilka rzeczy, które chciałabym zmienić, ale stan pokoju na chwilę obecną bardzo mnie zadowala i spełnia moje oczekiwania, i oczekiwania mojego synka. Oczekiwania niewygórowane – w końcu to niskie poddasze ;) Gdy sfotografowałam pokoik Michasia i pokazałam mężowi zdjęcia, zaczął się śmiać, że wygląda na to, że Michał niczym Harry Potter śpi w jakiejś komórce pod schodami. Zaręczam jednak, że nie zamykam go na klucz, jest mu troszkę widniej, i sam właściciel pomieszczenia czuje się w nim lepiej niż Harry w komórce Dursleyów :)

Wpis o pokoju podzieliłam na dwie części. Dziś pokażę Wam część I – tą „wyższą”część pokoju, czyli przestrzeń, w której się poruszamy (tu istnieje małe prawdopodobieństwo, że uderzymy się w głowę), i w której Michał śpi. To taki „aneks sypialniany”. Chciałam, by w tej części pokoju kolory były stonowane, żeby można było w niej wypocząć. Jako że mamy zimę, niedawno były Święta, pokój mojego synka jest utrzymany odrobinkę w zimowym klimacie.  Zapraszam do środka :)

Skoro część sypialniana, to koniecznie z łóżeczkiem. Łóżko Michałek ostatniej jesieni wybrał sam w Ikea – to model MYGGA, kolor szarobrązowy. Liczyłam, że gdy sam je wybierze, sam skręci (z niewielką pomocą ukochanego taty), będzie za wszelką cenę chciał w nim spać. Cóż, pomyliłam się połowicznie. Uwielbia w nim zasypiać, cieszy się, że jest jego, pokazuje gościom, ale nad ranem budzi się w nim pragnienie większej przestrzeni, która osiągalna jest tylko w łóżku rodziców. No cóż, może kiedyś pokocha je na tyle, by spędzić w nim caluteńką noc :) Póki co, nocna wędrówka jest zawsze z bagażami – zanim Michaś do nas przyjdzie, bierze pod pachę z łóżka wszystko to, co najcenniejsze czyli poduszkę-chmurkę i kotka przytulankę.

Beżowa chmurka mieszka u nas najdłużej –  Michałek dostał ją od cioci Oli w prezencie gdy miał pół roczku, szarą moja mama uszyła dla Mateuszka przed jego urodzeniem. Przytulankowe kotki chłopców to tegoroczny prezent Mikołajkowy od cioci Jasi. Poduszki w gwiazdki zostały uszyte na zamówienie, a miętowo-szarą pościel pokazywałam już jakieś pół roku temu. Wyszła spod ręki mojej przyjaciółki i była prezentem dla Mateuszka. Póki co, korzysta z niej Michałek, ale to się pewnie niedługo znów zmieni :)

Akcentem świątecznym w pokoju Michałka są łupy z tegorocznych wyprzedaży: Mikołajowa skarpeta – kupiłam ją za kilka złotych i drewniany konik na biegunach, który również wpasowuje się w zimowy klimat.

W pokoju mojego synka dość sporo jest gwiazdek. Pojawiają się na pościeli, poduchach, na ścianie i w kilku innych miejscach. Na białej półce widać gwiazdkowe pudełko DIY. Wielka puszka została obklejona materiałem w gwiazdeczki i jest wyjątkowym miejscem, w którym trzymam co ciekawsze skarby związane z moimi chłopcami.

Półki tej długo nie było w pokoju Michałka. Wisiała wcześniej w salonie nad tv i mieściła różne sprzęty związane z odtwarzaniem filmów i płyt audio. Jednak kiedy zrezygnowaliśmy z mężem z posiadania telewizora w pokoju dziennym, postanowiliśmy przenieść ją do pokoju Michasia. Wisi dość wysoko i rzeczy na niej są niedostępne dla mojego synka. Książeczki, które Michaś wyciąga, przegląda, wybiera sobie do poczytania znajdują się w drugiej części pokoju i tam są w zasięgu jego ręki. Na tej półce trzymam raczej pamiątki i książki, które czekają na swojego nowego właściciela, aż jego gust czytelniczy nieco się jeszcze rozwinie :) O umiejętności czytania nie wspomnę ;)

Po przeciwnej stronie łóżka znajduje się biała komoda z ubraniami Michasia, a na niej drewniane pojemniki w gwiazdki. W białym trzymam małe książeczki, a szary to łóżeczko Misia. Michał wpakował do środka „kocyk” i tam Misiu „śpi”.

Na komodzie ciąg dalszy zimowego klimatu. Koło białej lampki stoi figurka dziewczynki ubranej w zimowy kubraczek i zimową czapę, a tuż obok kula, w której zamknięte są dwa niedźwiedzie polarne. Uwielbiam tą kulę. Gdy patrzę na wirujący w środku śnieg, mam przed oczami magiczny czas Bożego Narodzenia. Poza tym, niedźwiedzie z tej kuli kojarzą mi się z Iorkiem Byrnison, a dziewczynka to taka jakby Lyra Belacqua, lub może Łucja z Narnii… Mam po cichu nadzieję, że nasi synowie, tak jak i my, pokochają fantastykę, zarówno jeśli chodzi o książki, jak i o filmy :)

 

Oświetlenie w pokoju Michałka to głównie lampy sufitowe, światełka LED na baterie i Cotton Ball Lights. Starałam się urządzić pokój Michałka w taki sposób, by nie wydać na niego za dużo pieniędzy i wiele ozdób i gadżetów to rzeczy z przecen, robione ręcznie bądź z tzw. drugiej ręki. Wyjątkiem są ball lights. Nie są tanie, ale od bardzo dawna o nich marzyłam i widziałam je oczami wyobraźni w pokoju mojego malca. Wybrałam kolory white, shell i stone, czyli inspiracja by Green Canoe. Wahałam się mocno między tym zestawem, a stworzonym by Pretty Pleasure. Zostałam jednak tylko przy trzech kolorach. Nie wybrałam bardziej kolorowych kul, ponieważ zdarza mi się podkradać je i przemycać na jakiś czas do innych pomieszczeń, np. do salonu. Może kiedyś zakupię kolejny zestaw ;) Na chwilę obecną kule są u mojego synka, dają ciepłe i piękne światło tworząc wyjątkowo magiczny i niepowtarzalny klimat. Przy takim nastrojowym świetle każda czytana na dobranoc bajka jest przygodą, na którą czeka się cały dzień.

Myślę, że pokój mojego synka na pewno się jeszcze zmieni nie raz. Zresztą, będzie czekała nas prawdziwa rewolucja, gdy chłopcy zamieszkają razem. Już obmyślam jak to zrobić, by było i ładnie i funkcjonalnie, i żeby każdy z nich miał swoją przestrzeń. A póki co, pozdrawiam z zimowej sypialenki Michasia :) Mam nadzieję, że czuliście się tu dobrze :)

Kasia

Prezenty na Dzień Dziecka!

Na ostatnią chwilę podsuwam Wam kilka pomysłów na prezenty z okazji Dnia Dziecka, który już za dwa dni! Z racji tego, że mój maluch ma dopiero 2,5 roku, nie jestem jeszcze dobrze obeznana z tym, co teraz jest na „topie”, czym ekscytują się dzieciaczki z przedszkola czy z podstawówki. Wiem, że podobno popularne są postaci z bajki Monster High (której, przyznaję, nie widziałam na oczy), ale co jeszcze może sprawić radość starszakom? – hmmm, musiałabym się poradzić koleżanek z większym stażem macierzyństwa ;) Mój maluch jest na etapie Klubu Myszki Miki (a może raczej Mickey?), przeżyliśmy już zainteresowanie Dorą podróżniczką, a Strażak Sam nie wkupił się za bardzo w łaski Michała.

Nie wszyscy w Dzień Dziecka obdarowują dzieci prezentami – znam takich, którzy nie kupują Bóg wie czego – po prostu organizują dzieciom fajny dzionek: piknik, zabawy na świeżym powietrzu, wyprawa do zoo, spotkania ze znajomymi i innymi dziećmi a do tego balony, soczki, ciasto i mnóstwo zabawy. To też fajny sposób na Dzień Dziecka :)

Ale jeśli chcecie czymś dodatkowo uszczęśliwić malucha, a jeszcze nie macie pomysłu na prezenty dla swoich pociech, to może podchwycicie coś z poniższej listy :)

KLOCKI LEGO DUPLO

„…W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy…” :)

Te klocki nie są tanie, aczkolwiek przed różnymi świętami sklepy oferują duże promocje: w Carrefour za pociąg cyferkowy zapłacimy ok. 60 zł (to taniej o ok. 30), w Lidlu również można czasem dostać zestawy Lego w cenach od 25 zł. Przed Mikołajkami w jednym hipermarkecie w zeszłym roku udało mi się kupić zestaw Zoo za 49,99 – opakowane wcale niemałe, pełne klocków i zwierzątek. Ja sama również bardzo lubię te klocki – różne zestawy można łączyć, budować na podstawie instrukcji lub używając własnej inwencji twórczej. Dodatkową atrakcją dla mojego dziecka jest fakt, iż niektóre pojazdy Duplo wydają dźwięki – na przykład wóz strażacki poniżej.

Dodam też, że Duplo pomogły Michałkowi rozróżniać chłopca od dziewczynki :)

AUTA HOT WHEELS

Czasem mam wrażenie, że bardziej niż Michała kręcą mojego męża :) Zawsze gdy jesteśmy w sklepie z zabawkami mój mąż kupuje Michałkowi jedno autko. W zeszłym roku kupiliśmy ciężarówkę Hot Wheels na podróż do Grecji, a terenówka poniżej była podarowana Michałkowi w nagrodę po operacji.

Myślę, że dla chłopców ciężarówki, koparki, pociągi, traktory, śmieciary, itp. są zawsze dobrym pomysłem. Przynajmniej nasze dziecko je uwielbia, a Janek z chlebaka Marty zrobił sobie garaż, który jest jedną z najlepszych zabawek w domu :)

ZABAWKI NA BATERIE, POJAZDY STEROWANE

Sterowany samolot ze zdjęć to prezent na Dzień Dziecka, który Michał dostał od babci rok temu. Miał wtedy 1,5 roku i wystraszył się trochę i dźwięku, jaki wydawał pojazd, i faktu, że poruszał się „sam”. Okazał się jednak bardzo fajną zabawką i świetnym gadżetem tłumaczącym sposób podróży na Kretę :) Niestety, pojazdy sterowane są zazwyczaj dość drogie.

PLUSZAKI

Misiu w piżamce poniżej to mój prezent dla Michałka na jego pierwszy Dzień Dziecka. Michaś miał wtedy pięć miesięcy i pewnie zupełnie nie rozumiał tego co oznacza 1. czerwca, jednak dla mnie ten dzień miał duże znaczenie i nie wyobrażałam sobie niepodarowania mojemu synkowi czegoś. A ten mały niedźwiadek ujął mnie od razu :)

Mój mąż był bardzo przeciwny przytulakom, gdyż twierdził, że nie należy dziecka przyzwyczajać do spania z określoną zabawką („bo co będzie jeśli gdzieś wyjedziemy i zapomnimy jej wziąć?!). Michał jednak jakoś szczególnie do żadnego pluszaczka się nie przekonał. Śpi czasem z misiem, czasem z myszką Miki, a czasem z pieluszką tetrową. Albo z poduszką, którą uszyła mu ciocia Ola.

KSIĄŻECZKI

Jestem ogromną fanką książeczek. Seria „Mały chłopiec” jest uwielbiana przez mojego synka. Wszystkie książeczki, które mamy są mu znane na pamięć, więc czytamy je wieczorem na przemian – jedno zdanie ja, jedno Michaś :)

Poza „Małym chłopcem” uwielbiam czytać Michasiowi wierszyki Brzechwy, bajki o zwierzątkach, bajeczki Andersena, czy przygody Myszki Miki. Wierzę, że książki rozwijają nie tylko wyobraźnię, ale też słownictwo i uczą skupiania uwagi.

TANIE POMYSŁY!

Powyższe książeczki nie są drogie i uważam je za wspaniały pomysł na prezent (niektóre bajeczki zawierają też audiobooki na płytach). A oprócz książek? W sklepach jest wiele artykułów, które nie są drogie, a mogą sprawić wiele radości i przydać się Maluchowi. Na przykład zestawy foremek i łopatek do piaskownicy czy artykuły plażowe: kółko do pływania, dmuchane zwierzątka, rękawki-motylki do pływania, piłki plażowe (warto to kupić przed wyjazdem nad morze, gdyż na samym wybrzeżu ceny takich artykułów są zabójcze). Poniżej piłka wprawdzie nieplażowa, ale super na zabawy w domu – piankowa, nietwarda nie zagraża moim meblom, zdjęciom i lustrom w ramkach ;) A kosztuje ok. 10 zł w Decathlonie.

Dmuchana rybka do wody – zakupiona w Auchan jedna z ulubionych zabawek do kąpania bo „pływa sama”! Koszt to kilka złotych – zakupiona w Auchan.

Wózeczek poniżej też kupiłam Michałowi sama – kosztował ok 20 zł i miał w domu swoje długie 5 minut :) Możecie mi zarzucić, że to bardzo mało chłopięca zabawka, ale Michał był nim zachwycony w sklepie i jakoś dałam się ponieść emocjom – w rezultacie popędziłam z nim do kasy. Obecnie bawi się nim każdy chłopiec, który przychodzi do Michałka w odwiedziny :)

ARTYKUŁY CzuCzu

Dostępne w Smyku lub w Rossmannie – bardzo je lubię i polecam. Kiedyś już pisałam o Zagadkach (zdjęcie poniżej) czy o puzzlach. CzuCzu rozwijają, bawią, angażują do zabawy także rodzica.

Zabawki dla maluchów niejednokrotnie warto kupować na Allegro – ceny są tam czasem o niebo niższe. Ja sama rzadko kupuję coś przez internet, ale mam znajomych, którzy dzieciom kupują tak wiele fantastycznych rzeczy i przymierzam się również do zakupów on-line.

Mam nadzieję, że moje pomysły komuś się przydadzą choć troszkę, a już jutro mój pomysł na to czym ugościć gości w Dzień Dziecka :)

W oczekiwaniu na śnieg…

Stęsknionam za śniegiem bardzo. Za wirującymi płatkami, za skrzypiącym śniegiem pod butami, za śnieżnymi kulkami, którymi można się rzucać… a o lepieniu bałwanów nawet nie wspomnę! Usilnie wierzę, że biały puch się jeszcze pojawi, a tymczasem nowe saneczki czekają już w domu :)

Michał ciąga je po wszystkich pokojach, czasem jakiś miś załapie się na przejażdżkę :)

Saneczki kosztowały 49,90. Zakupione na Allegro (http://allegro.pl/sanki-saneczki-z-oparciem-produkt-polski-okazja-3k-i3847780545.html) zdają się być sensowne: stabilne, dobrze wyprofilowane, maluch może się na nich wygodnie oprzeć i raczej nie powinien z nich wypaść. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mieli szansę je wypróbować :)

A Wy macie sanki?