Pyszna owsianka z gruszką w iście świątecznym klimacie!

Listopad wprowadził w naszym domu iście przedświąteczną atmosferę. Pojawiły się przeróżne światełka, świece, świeczniczki, które przyjemnie rozświetlają kąty na naszym poddaszu. Zapach mandarynek, pomarańczy, herbatki korzennej i czekoladowych cukierków przywodzi na myśl świętego Mikołaja, a Maluchy coraz częściej pytają o prezenty i Gwiazdkę. Poranki są naprawdę rześkie, a wieczory spędzamy pod ciepłymi kocykami w grubych skarpetkach. Oczywiście nie obywa się bez choróbsk, ale to chyba taka tradycja, że zimą chorujemy, popijamy herbatę z miodem i cytryną i wylegujemy się w łóżeczkach. A jak nie chorujemy, to w zimne poranki wstajemy wcześnie, wskakujemy w ciepłe sweterki i rozpoczynamy dzień czymś pysznym i ciepłym. Owsianka na takie poranki jest idealna. Wypełnia brzuszki i dodaje energii na cały poranek, który spędzamy w pracy, w przedszkolu, czy w żłobku. Dziś zapraszam Was do porannego zimowego stołu, gdzie serwuję gruszkową owsiankę w prawdziwie już świątecznym anturażu. Skusicie się?

Składniki:

płatki owsiane błyskawiczne (ok. 3 kopiastych łyżek)
olej kokosowy
wrzątek
gruszka
kilka orzechów włoskich
suszone morele
cynamon
imbir
miód (lejący się)

 Prosta, bez gotowania, pożywna i naprawdę pyszna. Do tego bardzo delikatna, bo wyjątkowo nie dodałam do niej przypraw. Jak ją zrobić? Płatki owsiane błyskawiczne zalewamy wrzątkiem, dodajemy łyżkę oleju kokosowego i czekamy, aż płatki wchłoną wodę i olej. Dodajemy pokrojoną w kostkę gruszkę, suszone morele i orzechy włoskie. Całość możemy polać odrobiną miodu. Miód nie jest konieczny, gdyż gruszka nadaje wystarczającą słodycz owsiance, ale ze względu na swoje lecznicze właściwości włączyłam miód na stałe do swojej zimowej diety. Ponadto uwielbiam połączenie miodu i orzechów. Możemy do owsianki dodać cynamon, który ładnie skomponuje się z gruszką i imbir, który nada jej nutę pikanterii. Ja z przypraw akurat dziś zrezygnowałam, choć zazwyczaj je dodaję.

 Zobaczcie – niby nic takiego, a jak ładnie i smacznie! Wystarczy kilka gwiazdek, ładny obrus, kilka choinkowych gałązek i szyszeczek i mamy piękne nakrycie – pyszne, prawie że świąteczne śniadanie!

A Wy? Robicie rano szybkie owsianki?

Ściskam zimowo.

K.

Bajkowe przyjęcie urodzinowe!

Jakiś czas temu pokazywałam Wam jak obchodziliśmy ROCZEK naszego młodszego Synka. Było naprawdę bajecznie – kolorowo, pastelowo, dzidziusiowo :) Przyłożyłam się do tych urodzin porządnie i było cudnie. Michaś przez okrąglutki miesiąc pytał mnie kiedy będą jego urodziny, no kiedy, kiedy, kiedy… No i odbyły się tuż po Nowym Roku.

Przyjęcie musiało być podobne troszkę do przyjęcia brata sprzed kilku miesięcy, bo – kto ma więcej dzieci niż jedno, ten wie – jak ma jedno, to i drugie mieć musi. Chciałam jednak, żeby było w pewien sposób wyjątkowe, żeby kojarzyło się z czymś magicznym, bajkowym. Niedługo się zastanawiałam, bo z pomocą przyszła mi jedna z ulubionych książeczek Michałka, którą podarowałam mu na Mikołajki – Dziadek do Orzechów.

Znacie tą historię? O dzielnym Dziadku do orzechów, złych myszach, kochanej Klarze i krainie słodkości? Może widzieliście kiedyś film? Ja dawno temu go oglądałam i zauroczył mnie bardzo. Uwielbiam takie nierealne, bajkowe klimaty. Lubię przenosić się w cudowne krainy na niby, gdzie czas płynie inaczej, a wszystko dookoła jest rajem dla zmysłów. Taką opowieścią, która sprawia, że od razu uruchamiam wyobraźnię, jest właśnie Dziadek do Orzechów. Akcja rozgrywa się w pięknie przystrojonym świątecznie domu, przy cudnej choince, a potem w kraju słodkości. Któż z Was nie chciałby się przenieść do takiej bajki? Tam, gdzie są torty i ciasta, ciasteczka i piernikowe choinki, cukrowe Mikołajkowe laski, cake popsy, czekolada i owoce… Gdzie płyną marcepanowe rzeki, a puszysta bita śmietana tworzy kopuły zamkowe… No i w tle Magia Świąt Bożego Narodzenia z całym swoim nieprzeciętnym urokiem. W tym roku postanowiłam, że choć w małym stopniu zabiorę Michałka do tej Krainy. Właśnie w jego urodziny.

Nie zdążyłam niestety zrobić porządnych zdjęć, gdy stół był dopięty na ostatni guzik. Poniżej w przelocie cyknęłam kilka zdjęć, gdy brakowało jeszcze sztućców i serwetek, ale mam nadzieję, że mimo tego, poniższe zdjęcia dadzą Wam ogólne wrażenie tej urodzinowej bajki. A ja spróbuję Wam podpowiedzieć jak taką bajkę stworzyć :)

Jak widzicie, znów postawiłam na pastelowe bieżniki – miało być dziecięco i radośnie, i tak właśnie było. Do tego w centralnej części stołu zmarszczyłam cukierkowo różowy obrus w makaroniki. Do złudzenia przypomina ilustrację z książeczki Michałka –  różowa rzeka i makaronikowe wyspy.

 Pozostałam też w świątecznym klimacie -piękna choinka zdobiła salon, a proporczyki w gwiazdeczki dyndały nam nad głowami. Fakt – nie były kolorowe, ale stół nadrabiał braki kolorów, a chorągiewki pięknie się komponowały z naszym salonem i zimową aurą :)

 Do tego wianuszek z szyszeczk, tuż obok urodzinowych cake pops. Takie zimowe urodziny :)

Piernikowe choinki od A do Z ozdabiane przez Jubilata i babka marmurkowa z tego przepisu. O pieczeniu ciasteczek możesz przeczytać TU

Ponadto jak to na urodzinach – buteleczki z soczkami i kolorowymi słomkami, świąteczne ciasto marchewkowe i kolorowa ceramika.

Dzień później z urodzinową wizytą wpadli do nas sąsiedzi. Stół już złożony, mniejszy, ale wciąż w klimacie :) Tkanina w makaroniki, cudowne cake pops (stąd), ciasteczka i pastele…

Synku, spełniaj marzenia, żegluj na falach wyobraźni, i uwierz w to, że niemożliwe nie istnieje. Wszystkiego najlepszego z okazji czwartych urodzin :*

Kulinarnie z Maluchem czyli pieczemy ciasteczka na urodziny!

Na Święta Bożego Narodzenia nie zdążyłam upiec ani jednego piernika. Upiekłam serię na Mikołajki. Część Maluchy pożarły w swoim Mikołajkowym tipi, a część wylądowała na Mikołajkowym stole, przy którym, jak co roku, zasiedli nasi sąsiedzi i przyjaciele. Jednak zimowy czas, to też czas Michałkowych urodzin, na których miały się pojawić  piernikowe choinki i gwiazdki zgodnie z życzeniem Jubilata. Tak więc zabraliśmy się do pieczenia. Poszły w ruch wszystkie wałki, bo każdy musi mieć swój, herbatka, kawa, foremki, kolorowe posypki… Bawiliśmy się całe przedpołudnie :)

 

Nie będę Wam przepisywać przepisu, z którego korzystam przy piernikowych wypiekach. Jest stąd. Pierniki są banalne w przygotowaniu, pieką się ekspresowo i, jeśli nie przytrzymacie ich za długo w piekarniku, będą mięciutkie i gotowe do spożycia od razu. Jeśli są twardawe, zamknijcie je w szczelnym pojemniku. Mi za piernikowy skarbiec posłużył cudowny słój z porcelanową pokrywką od Moja Mała Francja. Uwielbiam takie połączenie szkła i ceramiki, a szczególnie wtedy, gdy mogę naczynie praktycznie wykorzystać :)

 

Kolorowe posypki i cukierki Skittles posegregowaliśmy w moich ulubionych porcelanowych miseczkach Provence. Oczywiście największą frajdą byłoby przesypawanie zawartości jednej miski do drugiej, ale jakoś powstrzymałam Michała przed tym szalonym pomysłem. Całą energię wykorzystał na obsypywanie polukrowanych już choinek i gwiazdek.

Jeśli macie chwilę, pobawcie się z Maluchami w kucharzy i cukierników. Radość jest ogromna, a gdy ciastka finalnie pojawiają się stole, duma dziecka jest bezcenna. No bo gdy czterolatek przygotowuje sam poczęstunek dla swoich gości… jest się czym pochwalić ;)

Urodzinowe świeczki…

Oprócz pierników polecam Wam jeszcze jeden przepis na pyszne ciasteczka dżemowe oczka „thumbprint”, które ja nazwałam pawimi oczkami. Są bardzo proste w przygotowaniu i naprawdę pyszne – kruche, rozpływające się w ustach. Przepis pochodzi ze strony Moje Wypieki, ale ja kilka rzeczy delikatnie w nim zmieniłam, więc zamieszczę Wam tutaj przepis Doroty po moich zmianach.

Składniki:

125 g masła, zimnego i pokrojonego w plastry
1/3 szklanki cukru pudru
1 żółtko
130 g mąki pszennej
90 g zmielonych migdałów
ziarenka z jednej laski wanilii
pół łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

Przygotowanie:

Ciasto ugniatamy (ja zrobiłam to ręcznie), zawijamy w folię spożywczą i wkładamy na ok. 1 godz.do lodówki. Następnie wyciągamy, odrywamy małe kawałki, formujemy z nich kulki, układamy na blasze bądź na stolnicy. Palcem, bądź końcówką łyżki robimy w kulkach wgłębienia, przez co kulki delikatnie się spłaszczają. W zagłębieniach umieszczamy dżem (ja użyłam porzeczkowego). Pieczemy w temp. 170 stopni przez ok. 15 min (tak, by ciastka się lekko zarumieniły). Studzimy i pałaszujemy :)

 To co? Pieczecie dziś? :)

Na zdjęciach:

Słój z kogutem - Moja Mała Francja

Miseczki Provence - Moja Mała Francja

Tort z zapiekanej owsianki na Nowy Rok!

Nie znoszę powiedzenia „Świąta, święta i po świętach”.  Dla mnie drugi dzień Świąt nie jest końcem wyjątkowego ucztowania. Ten cudowny, magiczny czas zimowego świętowania trwa o wiele dłużej. Uwielbiam te leniwe dni pomiędzy Bożym Narodzeniem, a Nowym Rokiem. Uwielbiam sylwestrową noc, bez względu na to czy gdzieś z Mężem idziemy czy nie. Lubię miło i spokojnie spędzać czas w Nowy Rok w mieszkaniu pełnym zimowych dekoracji. Lubię wspólne zimowe spacery, odwiedzanie przyjaciół, raczenie się aromatyczną kawą czy herbatą z cytryną i miodem. Noworoczne wspólne śniadaniowanie również okazuje się być doskonałą okazją do słodkiego, zimowego odpoczywania. Tak też w pierwszy dzień Nowego Roku 2016 uraczyliśmy się na naszym poddaszu torcikiem owsiankowym z kawałkami gruszek i jagodami goji. Na dobrą wróżbę, by było nam pysznie i zdrowo przez najbliższe 365 dni :)

Czasy kiedy umiałam jedynie zagotować wodę na herbatę i cieszyć się parówką na wykwintnym talerzyku minęły bezpowrotnie. Odkąd jestem mamą szukam przepisów na posiłki smaczne, zdrowe, sycące i atrakcyjne tak, by moje Maluchy i mój Małżonek jedząc byli w siódmym niebie (a jeśli nie w siódmym, to na prostej drodze do tegoż nieba właśnie). Przepis na zapiekaną owsiankę zaczerpnęłam stąd, choć odrobinę ją zmodyfikowałam. Wyszła naprawdę pyszna i szczerze ją polecam nie tylko jako świąteczne śniadanie, ale również jako smaczny podwieczorek – można ją bowiem jeść na ciepło lub na zimno.

A oto przepis:

Składniki*:

szklanka płatków owsianych błyskawicznych
łyżka suszonych jagód goji
łyżka płatków migdałowych 
pół łyżeczki proszku do pieczenia
jajko
3/4 szklanki mleka
1 mały słoiczek przecieru owocowego dla niemowląt – ja użyłam przecieru z owoców lata Bobovita
łyżka oliwy z oliwek
jeden banan rozciapany widelcem
jedna duża gruszka pokrojona w kostki
odrobina cynamonu

 Wykonanie:

W jednej misie łączymy płatki owsiane, płatki migdałowe, jagody goji i proszek do pieczenia.

W drugiej misie łączymy jajko, mleko, przecier ze słoiczka, oliwę z oliwek, banana, gruszkę.

Łączymy zawartość dwóch mis, czyli mokre składniki z suchymi, mieszamy dokładnie, doprawiamy cynamonem. Odstawiamy na kwadrans, by płatki owsiane napęczniały.

Masę owsiankową przelewamy do blaszki uprzednio posmarowanej cienką warstwą tłuszczu (oliwą z oliwek na przykład). Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni (u mnie z funkcją termoobiegu) i pieczemy przez ok. 25 min.

Smacznego!

*Ilość składników wystarczyła mi na upieczenie torcika w blaszce o średnicy 17 cm. Na większą tortownicę chyba lepiej będzie wziąć podwójne porcje (tak też radziła autorka oryginalnego przepisu).

 

Bożonarodzeniowy Domek czyli bardzo bajkowy Kalendarz Adwentowy!

I rozpoczęliśmy grudzień. Uwielbiam go! Śmiało mogę powiedzieć, że to mój miesiąc – nasze urodziny – i męża i moje, nasza rocznica ślubu, Mikołajki no i najważniejsze – Boże Narodzenie. Mój starszy Synek już od dawna pyta kiedy te Święta, kiedy Mikołaj, kiedy do nas przyjdzie, no kiedy, kiedy… Maluchowi nic nie mówi „za miesiąc”, albo „za dwa tygodnie”. Ale przemawia do niego kalendarza adwentowy – otwieranie paczuszek, zjadanie słodkości, albo otwieranie okienek. Każdego dnia jakaś niespodzianka, każdego dnia coś miłego, każdego dnia bliżej Gwiazdki. Dziecięcia radość jest niesamowita. Dlatego wiadome było, że zrobię kalendarz adwentowy, tylko do końca nie wiedziałam jaki. W zeszłym roku postawiłam na małe, dyndające paczuszki owinięte srebrno-białym papierem w śnieżynki, ale w tym roku miałam ochotę na coś bardziej bajkowego, kolorowego, coś, co pozostawi niezapomniane wrażenie i będzie cudownym wspomnieniem świątecznym. I tak wpadł mi w oko kalendarz adwentowy na blogu Ushiilandia. Tak bardzo mi się spodobał, że postanowiłam wykorzystać ten pomysł i stworzyć podobny własny.

Dzięki mojemu mężowi, przysłowiowej Złotej Rączce, marzenia o pięknym Bożonarodzeniowym bajkowym domku zrealizowały się. Ze sklejki mąż wyciął kształty, klejem na gorąco zlepiliśmy cały domek, pomalowaliśmy, a ja go ozdobiłam. Wyszedł cudny, i jestem nim szczerze zachwycona. Wiem, że to będzie nasz kalendarz na lata, cudowna ozdoba, która będzie miała swoje honorowe miejsce w domu każdego grudnia, a moje dzieci będą ją wspominać już zawsze :)

W przyszłym roku, odpowiednio wcześnie, na pewno wrzucę Wam tutorial jak zrobić takie cudo. W tym roku udał się nam na ostatnią chwilę, więc nie zdążyłam Was zainspirować. Mam jednak nadzieję, że wpadł Wam w oko, i w przyszłym roku ktoś z Was spróbuje takowy zrobić. Koszt tego cuda nie jest duży. Za same sklejki zapłaciłam w markecie budowlanym 30 zł, do tego farba 17 zł, ozdoby powyciągałam przeróżne, jakie miałam. Stworzyłam też najmniejszy wianuszek w życiu ;)

Szufladki są malutkie, zawierają albo coś słodkiego, albo informację, gdzie prezent można znaleźć. Pochowałam je w różnych częściach naszego domu ;)

Kalendarz docelowo stanął na maszynie do szycia, w towarzystwie cyprysa i malutkiej latarenki tworzy już prawdziwie świąteczny klimat.

Podoba się Wam?

A Wy? Też już zaczarowaliście codzienność swoimi kalendarzami? Ściskam prawie świątecznie!

Kasia.

Poświąteczna kawka :)

Dziś bardzo króciutko i szybciutko – drugi dzień z rzędu spędzam w szlafroku, kapciach, z gorącą kawą i kawałkiem pysznego makowca… Poświąteczny czas ma swój urok ;) Przykro mi trochę, że Święta tak szybko minęły – tyle przygotowań, tyle oczekiwań, a tych kilka magicznych dni umknęło tak prędko, jakbym tylko pstryknęła placami. Na szczęście choinka jest na swoim miejscu, zapas ciasta jeszcze obecny i relaks poświąteczny zapewniony ;) Troszkę jestem zmuszona odpoczywać, bo nieźle się przeziębiłam (zresztą nie tylko ja), ale powolutku wychodzimy z choróbsk – i ja, i mąż, i maluchy. A Wy? Pewnie podobnie jak ja żałujecie, że Święta za nami… Cóż, nie pozostaje mi nic innego, niż tylko zaprosić na poświąteczną kawusię!

Klimat Bożonarodzeniowy nie ma sobie równych :) Szybko się z nim chyba nie rozstanę :) Pozdrawiam serdecznie,

K.

KALENDARZ ADWENTOWY dla dziecka :) czyli zaczynamy odliczanie do Gwiazdki!

Długo zastanawiałam się jaki kalendarz adwentowy stworzyć dla mojego synka – w tym roku, jako trzylatek, jest naprawdę świadomy tego, co się dzieje i chciałam, by kalendarz był dla niego czymś naprawdę wyjątkowym. Rozmyślałam o kieszonkach z łakociami, klipsami z zadaniami… pomysłów było wiele, ale finalnie zainspirowałam się tegorocznym pomysłem z bloga Home on the Hill i stworzyłam kalendarz złożony z prezencików na każdy dzień zawieszonych na gałęzi. Na bocznej ściance szafy zawiesiłam gałąź, z której na trzech poziomach zawisły gifty z numerkami. Wykonanie banalnie proste – jedyne, czego nam trzeba to sznurek, papier do prezentów, 24 drobiazgi i gałąź. Brzozowego kija znaleźliśmy z Michałem na spacerze i z radością przywlekliśmy do domu; pan mąż go odpowiednio przyciął, a ja poświęciłam dwa wieczory, by wszystko ładnie zapakować i 30. listopada wspólnie zawiesiliśmy kalendarz. Oznaczyłam na nim dwie ważne daty – Mikołajki za pomocą małego ceramicznego Mikołaja na sznurku i Gwiazdkę za pomocą drewnianej gwiazdki na klipsie.

Dziś rano pierwsze otwieranie – i ile radości!

Jesienna tarta miodowo-orzechowa! A może – Zimowa tarta miodowo-orzechowa?

Uwielbiam spotkania z koleżankami przy ciastku i gorącej herbacie. Po prostu uwielbiam! Nic mnie tak nie relaksuje i nie odpręża mojego umysłu jak śmiechy i chichy, pogaduchy o dzieciach, mężach, kosmetykach, mieszkaniach, i wielu, wielu innych rzeczach. Z dziewczynami znamy się od podstawówki i mogę śmiało powiedzieć, że nasza przyjaźń to naprawdę coś wyjątkowego. Mimo, że nie widzimy się czasem po dobre kilka miesięcy, kolejne spotkanie znów obfituje w fantastyczne ploty, anegdotki i żadna z nas nie odczuwa upływu czasu. Jesienią i zimą spotykamy się częściej. Te miesiące to dla nas sezon urodzinowo-imieninowo-świąteczny, toteż okazji jest wiele, by się spotkać :) No i wczoraj znów było to relaksujące popołudnie, a w tle – tarta Zosi Cudny z bloga Make Cooking Easier.

Ogromnie polecam odwiedzić bloga Zosi Cudny, gdzie zawsze znajdziecie świetne przepisy. Jesienna tarta Zosi jest jednym z takich właśnie świetnych ciast, które warto obejrzeć na blogu, a potem upiec w domu i choć Zosia nazwała swoją tartę Jesienną,  dla mnie jest bardziej Zimowa. Orzechy zawsze będę kojarzyła ze Świętami Bożego Narodzenia (mieliśmy zwyczaj zbierania ich pod stołem w Wigilijny Wieczór), a i skórka pomarańczowa i miód pachną mi  leniwymi, zimowymi wieczorami :) Tak więc zarezerwowałam sobie to ciasto na najbliższe miesiące jako towarzystwo do rozgrzewającej herbatki :) Tym bardziej, że jest łatwe do wykonania, a smakuje wyśmienicie :)

To co? Gotowi do pieczenia? :) Ja już jestem gotowa do pałaszowania :) A oto i przepis Zosi Cudny ze strony http://www.makecookingeasier.pl/na-slodko/jesienna-tarta-z-miodem-i-z-orzechami-wloskimi/

 

Nic w nim nie zmieniałam, upiekłam dokładnie tak jak na stronie Make Cooking Easier. Zresztą zawsze jestem wierna przepisom, z których korzystam i rzadko zmieniam w nich cokolwiek :)

 

Składniki:

CIASTO:

  • 150 g mąki
  • 30 g cukru
  • 125 g pokrojonego w kostkę masła
  • 1 łyżka wody opcjonalnie

NADZIENIE:

  • 150 ml śmietanki 36% (ja użyłam  30 %)
  • 70 g masła
  • 25 g cukru
  • 300 g orzechów włoskich
  • 1 jajko
  • 4-5 łyżek miodu
  • skórka z pomarańczy + 1 łyżka cukru+ kilka kropel wody

Wykonanie:

CIASTO:

Do misy (albo na stolnicę) przesiać mąkę, dodać pokrojone na kawałki masło, cukier i pokropić łyżką wody (opcjonalnie). Zagnieść ciasto, odłożyć na 30 minut do zamrażalnika. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni C. W międzyczasie skórkę z pomarańczy pokroić w drobną kostkę i podsmażyć na maśle z kroplami wody – będzie potrzebna do nadzienia. Po 30 minutach ciasto wyciągnąć z zamrażalnika i wyłożyć na formę. Nakłuć całą powierzchnię widelcem. Piec ok. 25 minut, aż ciasto uzyska złoty kolor. Wyjąć z piekarnika i odstawić aż ostygnie.

NADZIENIE:

W rondlu roztopić masło, cukier i miód. Dolać śmietankę i roztrzepane jajko oraz skórkę z pomarańczy. Następnie dodać orzechy i zamieszać. Gotować na małym ogniu ok. 4-5 minut, stale mieszając. Tak przygotowane nadzienie wylać na ciasto i piec 20 minut w piekarniku rozgrzanym do temperatury 190 stopni C. Ciasto najlepiej podawać gdy ostygnie – masa będzie zwarta. W mojej tarcie powierzchnia ciasta bardzo ładnie się skarmelizowała.

Łatwe, prawda? A jakie smaczne! Warto odwiedzać bloga Zosi, gdzie zawsze czekają na czytelników świetne przepisy. Ta tarta też jest świetna, pod warunkiem oczywiście, że lubicie miód, orzechy i aromat skórki pomarańczowej :)

A na koniec jeszcze jedna rzecz, którą uwielbiam w spotkaniach z koleżankami – uwielbiam, gdy pożyczamy sobie fajne książki :) Mój plan na najbliższy wieczór:

Miłego dnia!

Kasia

http://www.makecookingeasier.pl/na-slodko/jesienna-tarta-z-miodem-i-z-orzechami-wloskimi/

Winter? Has it come yet?

A kto? Moja ukochana – ZIMA! A z nią Święta, moje urodziny, urodziny męża, naszego synka, rocznica ślubu, Mikołajki… tyle tego, że aż się w głowie kręci od nadmiaru pozytywnych emocji :)  A póki co – jesień powoli opuszcza progi mojego domu ustępując mroźnej bieli, gwiazdom, śnieżynkom i niepowtarzalnej atmosferze…

Jak widać powyżej wzbogaciłam się ostatnio o Cotton Ball Lights – chorowałam na nie długo i nie mogłam nie zakupić ich przed zbliżającą się zimą. Nawet nie sądziłam, że aż tak przyjemnie jest wylegiwać się na kanapie przy świetle tych magicznych kul. Ciepło, miło, sennie, romantycznie. Dokładnie tak, jak powinno być w długi wieczór późnej jesieni.

Do tego gorrrąca herbatka :) I nie jest mi obojętne z jakiego kubka ją wypiję :)

Światełka, lampioniki, latarenki, świeczki… Ciemne wieczory od razu robią się milsze :)

A kolejny wpis już dzieciowy zupełnie, obiecuję :)

Kasia

W ferworze świątecznym…

Już nie ma czasu na podziwianie wystaw i spokojne wybieranie świątecznych gadżetów. Od wczoraj ludzie przypominają bardziej mrówki: biegną, znoszą, zbierają, gotują, kupują… W sklepach wielu produktów brak, a kolejki ciągną się kilometrami. Ciężkie są te chwile…

Jeśli ktoś z Was nie ma jeszcze prezentu dla Malucha z okazji Gwiazdki, polecam kilka pomysłów na cito. Może jeszcze będą w sklepach…

 

Puzzle

Dla tych ciut większych np. marki Czu Czu lub dla mniejszych np. Trefl

Książeczki

Michał uwielbia książeczki serii Mały chłopiec, a i te w klimacie świątecznym są u nas mile widziane.

Autka

Chyba wszyscy chłopcy je lubią :) Mój mąż często kupuje Michałkowi autka serii Hot Wheels. Niektóre kosztują np. 8 zł (choć, są też takie za 40 zł)

Ciuchcia – IKEA

(Tu akurat część wagoników pochodzi z TESCO)

Kredki i kolorowanki

(Tu akurat kredki z Biedronki)

Oczywiście jest też dużo innych rzeczy, na które możemy się skusić: klocki Duplo, Lego, zabawki Smiki, Fisher Price i wiele, wiele innych.

Niestety ja już nie mam czasu na bieganie po sklepach. Zakasane rękawy są w robocie, a czasu coraz mniej. Babcia obdarowała mnie w zeszłym roku mini książeczką z Lidla – z płytą  kolęd w wykonaniu Natalii Kukulskiej oraz instruktażem jak przygotować 12 potraw wigilijnych według Karola Okrasy.

Przyznam, że gotowanie nie jest moją mocną stroną, choć nieustannie się dokształcam, a przynajmniej mam szczere chęci ;) Na Wigilijnym stole znajdą się u mnie między innymi uszka, barszcz (i powiem w sekrecie, że tu dla mnie Wigilia mogłaby się już skończyć ;) ), ryba „po grecku”, makówki śląskie, kapusta z grzybami i selerem miodowym, paszteciki w cieście francuskim, szarlotka, ciasto Izaura, owoce i grzane wino (lub glogg). Może jeszcze coś przyniesie moja mama. Karpia nie będzie, ponieważ nikt go nie lubi, a pieczona kaczka, którą ja uwielbiam nie jest w łaskach u mojego męża – no cóż, życie to sztuka kompromisu ;)

Powodzenia na dzisiejszy wieczór wszystkim!

O Tannenbaum…

Gdy ubieram choinkę mam zawsze w głowie słowa mojej babci „U nas w domu choinka tak pachniała i była taka duża! Tego zapachu nie zapomnę nigdy…I były na niej jabłka i ciastka… A gdy poszłam do Krysi… – jej mamie wiodło się lepiej niż nam: tam na choince było wszystko i nawet cukierki. Czekoladowe! I pączki były napieczone na takich wielkich półmiskach! Boże, jakie to było piękne, bogate… Gdy poszliśmy tam z moim braciszkiem, Jasiem, zaczął płakać gdy to wszystko zobaczył..”

Takie są właśnie Święta – syte, bogate, przeżyte w spokoju. A choinka? To symbol urodzaju, szczęścia, obfitości łask Bożych. Dlatego dla mnie właśnie taka powinna być, jaką z dzieciństwa zapamiętała moja babcia – prawdziwa i wystrojona w co tylko się da!

Tak jak i w zeszłym roku wybrałam JODŁĘ KAUKASKĄ – drzewko nie pachnie tak intensywnie, ale jest przepiękne i prawie nie gubi igieł. Nawet gdy długo stoi w mieszkaniu. Szczerze ją polecam!

Jedyne, czego żałuję, to to, że nie jest za bardzo wysoka, ale może w przyszłym roku…

Ubrałam ją bombkami i ozdobami, które co roku albo dostaję w prezencie, albo sama kupuję. Każda z ozdób jest wyjątkowa i każda ma swoją historię.

Bombki są przeróżne – piernikowa choinka od mojego męża jeszcze sprzed ślubu, z napisem „Michałek” zamówiona przeze mnie w Kudowie Zdrój, Nefretete, która ma już chyba 15 lat… i dużo, dużo innych…

Często mnie znajomi pytają czy nie boję się, że Michał mi je zbije. Cóż, te najpiękniejsze nie wiszą na jego wysokości. A te, które są nisko – nie da się ich zbić, bo są zrobione na przykład z filcu, lub z materiału, albo są metalowe. Zdarza się oczywiście, że coś tam Michaś dosięgnie, ale nie robi tego nagminnie i jeśli go upomnę, przestaje interesować się tymi, którymi nie powinien. Ale raz na jakiś czas pan Elfik zrobi pirueta ;)

Pamiętam choinkę ze swojego dzieciństwa, której obraz na zawsze pozostanie w mojej pamięci – była to choinka w domu mojej przyjaciółki z podstawówki, Dory. Jej rodzice zawsze mieli wysokie i rozłożyste drzewko ubrane w dwa dominujące kolory: złoto i czerwień. Pamiętam jak byłam nim zauroczona. Do dziś bardzo podobają mi się jednokolorowe choinki, tudzież takie w dwóch barwach, ale jednak ja się na to nie zdecyduję. Moja ma być kolorowa i różnorodna, bliższa tej mojej babcinej! Jednokolorowy stroik zafundowałam sobie nad stołem. A choinkę w przyszłym roku ozdobię mandarynkami, cukrem i jabłkami :)

Miłego ubierania choinki!

Last minute prezentowe!

Ostatnio rozmawiałyśmy z Martą o robieniu prezentów – o cenach rzeczy w sklepach, o kwotach, jakie ludzie wydają na podarunki i o całej idei kupowania komuś czegoś. Jest wielu ludzi, których prezentowanie obciąża finansowo bardzo mocno, wielu decyduje się tylko na malutkie upominki, ale są też tacy, którzy w Święta chcą podarować ukochanym osobom kawałek nieba – nieważne ile będzie kosztował.

Ja nie potępiam nikogo – to, co kupujemy powinno być uzgodnione wcześniej w każdej rodzinie, tak, aby kupowanie czegokolwiek dla bliskich nie stało się przykrym obowiązkiem, ale frajdą. Ja jestem osobą bardzo przezorną i prezenty kupuję przez cały rok. Zazwyczaj przed Bożym Narodzeniem mam już komplet podarków i niczym się nie stresuję :) W tym roku jednak mam tak dużo różnych obowiązków, że prezenciki skutecznie gdzieś mi umknęły, więc rozmyślam i szukam, a część już, dzięki Bogu, znalazłam :) No to przyjrzymy się razem co tu można by kupić… na ostatnią chwilę :)

 

DLA NIEJ

Nie oszukujmy się: kobiecie o wiele łatwiej zrobić prezent niż mężczyźnie. Dlaczego? Nam prawie wszystko jest potrzebne. A im już nieco mniej… :) Dlatego zaczynam od kobietek. Co można dać w prezencie mamie, ciotce, przyjaciółce, szwagierce, żonie?

1. Coś na strawę intelektualną? Książka!

  • Myślę, że można wybrać bez zastanowienia te napisane przez Alice Munro, tegoroczną noblistkę, np. Dziewczęta i kobiety. O Munro jest obecnie głośno, w radiowej Trójce dzieła tej pisarki polecane były nie raz. Niestety sama nie mogę się odnieść do tej pisarki, ponieważ niczego jej pióra nie czytałam. Zamierzam to jednak zmienić w najbliższym czasie.
  • Dziś natomiast, słuchając porannej audycji dowiedziałam się czegoś o innej książce podobno idealnej na prezent, wydanej tak pięknie, że aż tchu z zachwytu zabrakło Wojciechowi Mannowi - Historia krain i miejsc legendarnych autorstwa Umberto Eco. Książkę tą opisano jako ilustrowany przewodnik po ludzkiej wyobraźni – zachwyca nie tylko tym jak jest wydana, ale też zbiorem informacji, mitów i podań z różnych źródeł. Sama mam na nią chrapkę.
  • Kolejna pozycja, na którą wciąż się natykam: autorstwa  Małgorzaty Tusk -  Między nami. To książka, o której ostatnio się  dużo mówi – niestety tej także nie czytałam – jakoś nie pasjonują mnie aż tak zwierzenia pierwszych dam, itp. Nie twierdzę jednak, że nie może być interesująca, a wielu czytelników ją bardzo chwali.
  • Od siebie polecam natomiast jeszcze książki Leszka K. Talko np. Dziecko dla początkujących – wspaniałe książki, przy których relaks jest gwarantowany. Autor opisuje dwójkę swoich małych dzieci i z dystansem i humorem opowiada o swoim tacierzyństwie. Polecam każdej mamie i każdemu tacie, jeśli mają ochotę się pośmiać. :)

2. Mała ozdoba świąteczna :)

Jeśli nie chcesz wydać za dużo, a chcesz zrobić komuś miły podarunek, a na dodatek wiesz, że ten ktoś lubi ładne bibeloty – spokojnie możesz wybrać jakiś piękny drobiazg – czy to na Jarmarku Bożonarodzeniowym, czy w kwiaciarni, lub w większych sklepach. Przed Świętami można znaleźć wiele uroczych ozdób – figurek reniferków, aniołków, Mikołajów, dzwoneczków… Wiele z nich pięknie może wkomponować się w nasze domy i w domy naszych przyjaciół.

Przykładem mogą być bombki: ja wielokrotnie dostawałam i dostaję bombki w prezencie. Myślę, że stało się to niejako naszą tradycją. W każde Święta zamieszkuje z nami kolejna choinkowa dama.  Zawsze piękna.

3. Terminarz lub kalendarz.

Nie za duży, by obdarowana nie musiała za dużo dźwigać ;) Przyda się zapracowanej kobietce, business woman, albo po prostu pani, która chce być zorganizowana :) Proponuję ten, który wpadł mi w oko na wystawie w Empiku.

4. Ozdób większych ciąg dalszy.

Jeśli dobrze kogoś znasz, możesz podarować danej osobie coś, co przyda się jej w domu lub pięknie go ozdobi – nie mówię tu już tylko o małych bibelotach, ale o czymś większym: pościeli, lampie lub poduszce. Mnie zauroczyły poduszki z IKEA z napisem Ice cold. Cena również przystępna: 29.99.

5. Książka kucharska.

Można ją podarować zarówno komuś, kto świetnie gotuje – by rozszerzał swój kunszt, jak i komuś kto za grosz nie ma talentu – by się wprawił w końcu w ten magiczny proces gotowania :) Ja w tym roku dzięki zakupom w Lidlu sama sobie zrobiłam taki prezent.

6. Ramka na zdjęcia.

Jeśli to prezent dla babci, to nawet ze zdjęciem. Ramki są obecnie w modzie i można ciekawe wzory dostać w wielu miejscach – w kwiaciarni, w Ikea, w hipermarketach. Ceny często są również bardzo przystępne. A jeśli jesteś zdolna i masz czas – możesz je wykonać sama z masy solnej.

7. Słodycze.

W niektórych domach na gwiazdkę nie daje się  prezentów, ale właśnie łakocie. Uważam, że czekoladki pakowane w metalowe opakowania są naprawdę uroczym prezentem. Smaczne małe co nieco zostaje skonsumowane, a opakowanie zostaje na długi czas. Dwa lata temu dostałam od Ani bomkę z czekoladkami Lindt.  Czekoladek dawno już nie ma, ale bombką bawi się mój synek – zamyka ją i otwiera, chowa do środka autka. A gdy już mu się znudziła nieco zabawa bombką, ta zawisła na choince na wysokości mojego dziecka. W każdej chwili Michaś może ją ściąnąć – na pewno jej nie stłucze :)

8. Kosmetyki i perfumy.

Mam swoje ulubione (poniżej), ale z racji tego, że perfumy to finansowo dużo większy kaliber niż inne upominki, nie spodziewam się, abym znalazła je pod choinką :) No ale cóż, może innym razem :)

Oprócz perfum, możesz (głównie Ty, mężu/chłopaku/bracie) obdarzyć obdarowywaną innym kosmetykiem: balsamem do ciała, perfumowanym żelem pod prysznic, wymarzonym kremem.

Przy minimalnych środkach finansowych również możemy sięgnąć po kosmetyki: błyszczyk rozświetlający, powiększający usta w Rossmannie kosztuje 16 zł. Podobnie do mascary, której używam od dobrych kilku lat.

9. Biżuteria.

Koledzy z pracy mojego męża zwykli mawiać, że to najbezpieczniejszy prezent, bo z tego kobieta zaaawsze się ucieszy. Nie wiem czy tak do końca tak jest. Są różne gusta i różne rodzaje biżuterii. Jeśli chodzi o ceny – nie zrażajmy się samym szumnym słowem „biżuteria” – nawet w Aparcie można zakupić ładne kolczyki lub wisiorek w bardzo przystępnych cenach. Oczywiście, znajdziemy też artykuły bardzo drogie, ale uwierzcie, ceny są bardzo przekrojowe. Nie wspominając o sztucznej biżuterii, czy o tej mniej szlachetnej np. pozłacanej. Jeśli wiesz, co jej się podoba – kupuj!

Koleta, pytałaś o prezent od Mikołaja – powyżej właśnie on. Bransoleta na srebrze z pereł Namiko. Dla mnie piękna. :)

DLA NIEGO

Tu już zaczynają się schody :) Panowie są różni, mają wbrew pozorom własne gusta i należy wziąć je pod uwagę. Oto moja garść pomysłów.

1. Terminarz/kalendarz.

Tym razem może nie z Audrey Hepburn, ale zwykły notes oprawiony w skórę/ materiał skóropodobny. Może się przydać panu na stanowisku biurowym. Ten poniżej, który zawędrował do mojego męża, jest o tyle fajny, że zawiera wyjmowany wkład kartek, ale nie jest to klasyczny kalendarz z kartkami na każdy dzień. Zakupiony został na życzenie zamawiającego, choć znaleźć go nie było łatwo.

2. Coś kuchennego.

Są panowie, którzy lubią pichcić i gotować. Mój mąż średnio do tej grupy należy, ale mój szwagier już bardziej. Rok temu zakupiłam dla niego kamienny moździerz do ucierania ziół, a wiem, że chciał jeszcze być posiadaczem noża do krojenia ziół. Można też obdarować pana kucharza amatora książką kucharską. Znów polecam tą, którą mamy u siebie w domu :)

3. Coś dla podniebienia.

Tu pozostawiam decyzję Wam – słodycze, whiskey, kawa, herbata? Mój znajomy z pracy jest wielkim koneserem herbaty, więc może jakaś ładna puszka pełna aromatycznej świątecznej magii?

4. Kubek.

Skoro mowa już o piciu herbatek, kawusi, itp., może warto wziąć pod uwagę naczynie, z którego pić możemy? Rok temu podarowałam mężowi kubek termiczny, który świetnie się sprawował, szczególnie w zimowych porannych wyprawach do pracy.

5. Perfumy i kosmetyki.

Perfumy to znów wyższa półka, jeśli chodzi o koszty. Z niższej półki możemy zakupić na przykład zestaw kosmetyków. Mojemu mężowi kupiłabym jego ulubione perfumy Hugo Boss, ale jednak  w tym roku nie mam tego w planach.

6. Książka.

Mężczyźnie raczej nie zakupiłabym w prezencie książki Między nami Małgorzaty Tusk, ale już Inferno Dana Browna tak.

Albo Sezon Burz pióra Sapkowskiego? Oczywiście jeśli lubi fantastykę.

My z mężem uwielbiamy, więc chyba zakręcę się koło Empiku jeszcze przed Świętami…

7. Rękawiczki.

Brzmi to trochę tragicznie, szczególnie odkąd słyszymy w radiu reklamę „A tu mam dla Ciebie krawat, rękawiczki i skarpetki!” Niektórym jednak ładne skórzane rękawiczki mogą się przydać. Można je kupić w wielu miejscach za różne kwoty. Poczynając od Lidla i ceny 33 zł, przez Jarmark Bożonarodzeniowy i ceny oscylujące od 30 zł do 60 zł, a kończąc na sklepach typu Krokodyl, gdzie za ocieplane skórzane rękawiczki trzeba zapłacić 270 zł.

Wierzę, że nieważne ile zapłacisz za prezent, będzie on cudowny, jeśli został podarowany z szczerego uczucia i chęci zrobienia komuś przyjemności.

* * *

DLA DZIDZIUSIA - to już osobny temat. Na jutro, mam nadzieję. Albo na pojutrze. A póki co – miłego prezentowania dla dorosłych!

Rocznicowo, zimowo, świątecznie…Wigilijny stół!

Jeśli ktoś mnie zna, wie, że uwielbiam zimę. I mimo mojego zawodu, z racji którego mam bardzo długie letnie wakacje, na nic nie czekam tak jak na Święta Bożego Narodzenia i cały ten piękny czas, gdy się do nich przygotowujemy i gdy jeszcze przeżywamy je już po wszystkich uroczystościach.

Mam kilka powodów, dla których tak kocham ten zimowy okres. Dokładnie wczoraj przeżywaliśmy z mężem naszą trzecią rocznicę ślubu (dziękuję wszystkim za pamięć i za życzenia!!). Dziś nasza mniejsza rocznica – pięć lat jesteśmy razem. Na dokładkę wczoraj mój mąż miał urodziny, ja swoje obchodzę już niedługo – te wyjątkowe, bo okrągłe ;) A  12. stycznia dwa lata temu o godzinie 1.40 tuliliśmy z moim mężem naszego synka po raz pierwszy. Dlatego ten zimowy czas jest dla mnie taki wyjątkowy… wszystkie najpiękniejsze i najprzyjemniejsze okazje są właśnie w zimie. I mimo braku śniegu, który tak bardzo kocham, nie narzekam. Są śnieżne wspomnienia ślubne, ale też i te z pierwszego wspólnego warszawskiego Sylwestra, jest Jarmark Bożonarodzeniowy, są kolędy, moi studenci zakochani w Świętach i udekorowany dom… Cieszę się zatem ogromnie. I chciałam się tym wszystkim, chociaż w części podzielić z Wami :)

3 lata temu było naprawdę pięknie… i zimowo! Śniegu było aż nadto, w kościele -7 stopni Celcjusza, podczas sesji -17. Ktoś może pomyśleć, że to straszne brać ślub w takiej porze roku. Ja jednak nie narzekam – zimowa sceneria i klimat nadchodzących Świąt uczynił nasze zaślubiny naprawdę wyjątkowymi… :)

Dodatkową frajdę sprawiło mi dekorowanie sali. Chciałam, aby wszyscy czuli jak bardzo jest świątecznie i magicznie. Ze stołów zniknęły kwiaty i świeczniki hotelowe. Zamiast tego stoły przystrojono świerkowymi gałązkami, orzechami i szyszkami malowanymi na złoto, białymi świecami osadzonymi w kieliszkach, a kościół ozdobiły wierzby mandżurskie malowane na srebrno. Było bajkowo :)

Nasz stół został udekorowany zielonym ośnieżonym girlandem, kryształkami imitującymi lód i „przymrożonymi” liśćmi. A za nami – choinki ze światełkami i jedna malutka przed naszym stołem. Po weselu każda znalazła właściciela, z którym spędziła Święta :)

Również samochód został udekorowany w klimacie świątecznym – zmrożonym i ośnieżonym girlandem imitującym gałąź.

Jak się zapewne domyślacie, po całym weselu zostałam z tymi wszystkimi dekoracjami i do dziś używam ich do ozdabiania mieszkania. Ostatnio postanowiłam zrobić próbę generalną przed Wigilią – w tym roku po raz pierwszy mam zaszczyt organizować ją u siebie :)

Ozdabiając stół, skorzystałam z ośnieżonego girlanda, szyszek dużych i małych. Niektórzy nie lubią sztucznych gałązek – ja również wolę prawdziwe, ale te akurat dają mi namiastkę śniegu, z którym tak tęsknię…

Oprócz szyszek i ośnieżonych gałązek na stole w centralnym miejscu na białym talerzu położyłam brzozowy wianek pomalowany na biało i ozdobiony. W jego wnętrzu umieściłam sianko, na którym położę opłatek. Taką mieliśmy od zawsze tradycję w domu – pan Jezus objawia się nam na sianku :)

Z mojego wesela zostało mi kilka paczek przezroczystych kryształków imitujących lód – rozłożyłam je i na żywo wyglądają naprawdę imponująco. Myślę jednak, że na Wigilii nie będzie ich na stole. Mam obawy co do tego czy mój synek nie będzie czasem chciał ich skosztować. Tudzież wepchnąć sobie do nosa ;)

Nie zrezygnuję natomiast ze świec – powyżej widać dwie duże srebrne świece. Ale mam też pomysł na wykorzystanie kieliszków, w których na stołach weselnych 3 lata temu również były świece.

Malutkie tealights w kształcie małych białych choineczek kupiłam w Lidlu za nieduże pieniądze, i było warto :)

Jeśli akurat nie masz pod ręką kieliszków – same tealights rozłożone na świątecznym stole też wyglądają uroczo.

Przepięknie wyglądają też w Ikeowych lampionikach. Lampionów nie trzeba reklamować – któż ich nie zna? ;)

Jeśli masz jakieś szklane naczynia przypominające bomboniery, wazony, lub inne naczynia potencjalnie nadające się na świecznik – wykorzystaj je. Poniżej naczynie, z którego prawie nie korzystam – a w Święta: i owszem ;)

No i pozostałość z wczorajszej rocznicy. Zagadka: kto nie dopił wina: ja czy mąż?

Fakt, że mój mąż miał wczoraj urodziny oraz moje próby przed Wigilią sprowadzają mnie do tematu bardzo ważnego, który zamierzam podjąć jutro:

Co kupić na prezenty?!!

:)