Bez pieluchy! … No prawie :)

Dawno nie pisałam do Nocnikowego Pamiętniczka, bo nie było się czym chwalić – wszystko, co wypracowałam rok temu (czyli w zeszłe lato), przeminęło z wiatrem. Rok temu moje dziecko łaziło już po domu bez pieluszki, w większości przypadków zgłaszało, że chce do toalety, a pielucha była obowiązkiem na spacer i do spania. Zeszłe lato zostało jednak zwieńczone wakacjami, na których pieluchy były jednym z must have – bo przecież nie będę brała tony ciuszków na przebranie, gdy bagaż ma ograniczenia kilogramowe. Potem wizyty u moich teściów, gdzie Michaś szaleje zazwyczaj z kuzynkami, tudzież z babcią, a dobra zabawa zupełnie nie sprzyjała zgłaszaniu potrzeb fizjologicznych (no bo jak tu przerwać fajną zabawę, żeby iść siku?!) Tak więc przez zimę i wiosnę oswajaliśmy się z nocnikiem, bo nie można powiedzieć, abyśmy odpieluchowali się zupełnie.

W ramach pomocy w procesie pozbywania się pieluchy zostaliśmy obdarowani nocnikiem grającym z Fisher Price. Fajny gadżet na rozpoczęcie zabawy z nocnikiem – w naszym przypadku sprawdził się średnio: to, że wygrywał fanfary wywoływało wprawdzie uśmiech na buzi maluszka, ale spazmów radości nie było. Dziś Michaś korzysta z niego, owszem – jest to jego „stoliczek” gdy siedzi na swoim starym nocniku Ikeowym. A na stoliczku mają być minimum dwa autka. I zabawa trwa :)

Ponadto, od jakiegoś czasu (dopiero) jesteśmy posiadaczami nakładki do deski do toalety. Niektórzy znajomi bardzo zachwalali taką nakładkę, więc i my postanowiliśmy ją zakupić. Czy jestem z niej zadowolona? Średnio. Dwójki mojego dziecka nie trwają minuty, ale czasem dobre kilka/kilkanaście. Gdy sadzam go na nocniku – bawi się i robi, co trzeba, aż w końcu woła „Mamo już!” Na nakładce boję się go zostawić samego, bo jednak kibelek dla takiego malucha jest dość wysoki. Ponadto, muszę małego pilnować, by nie obsikał przez przypadek wszystkiego dookoła (w naszej nakładce sprzedawanej w komplecie z deską nie ma „dziubka”), więc końcem końców, nie uśmiecha mi się siedzenie z dwulatkiem w łazience i oczekiwanie w nieskończoność na finał akcji pod tytułem „wizyta w toalecie”. Toteż nocnik u mnie zarabia więcej punktów – póki co :)

A jak w ogóle wyglądają postępy w odpieluchowywaniu? Pieluchy pozbyliśmy się w ciągu dnia w domu, na spacerze, do samochodu. Wciąż jeszcze zakładamy pieluchę do spania w dzień (jeśli takowe ma miejsce) i na noc. Zdarzały się przypadki, że zapomnieliśmy, albo Michaś zasnął w wózku na spacerze – efekty były różne: czasem pięknie siku zrobione zostało po przebudzeniu, a czasem trzeba było prać pościel lub wózek.

Są dzieci, które gdy poczują komfort majtek i brak pieluchy, nie dadzą sobie pieluszki więcej założyć. Nasze dziecko takie nie było. Przez długi czas miałam wrażenie, że małemu nie sprawia żadnej różnicy fakt, że to pielucha, a nie majtki. Nawet teraz zakładanie pieluchy nie jest problemem. To oczywiście działa na moją niekorzyść i znów mnie rozleniwia. Czuję, że mogłabym nauczyć Michałka spać już bez pieluszki, ale znów przemawia przeze mnie wygoda – no bo nie mam siły prać i suszyć pościeli na okrągło… Przyznam szczerze, że przydało by mi się kilka rad co do nocnego odpieluchowywania… Coraz bardziej się jednak utwierdzam w przekonaniu, że im więcej sama mam motywacji, tym większe są sukcesy mojego dziecka w tym polu. Bo pozbycie się pieluchy nie jest trudne – trudne jest bycie konsekwentną i nie poddawanie się. —–> Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryłam, ale zdaje mi się ono być  baaardzo trafne :)

 

W 100 dni dookoła nocnika…

Dzień nocnikowania: 104

Ani się obejrzałam, a minęło 100 dni od wprowadzenia nocnika! Banalnie stwierdzam wciąż: jak ten czas leci… I co mamy? Regres. Z własnej winy i z własnego lenistwa. Wakacje spędziliśmy w miłym miejscu, w miły sposób i w towarzystwie pieluch. Najzwyczajniej w świecie nie chciało nam się pilnować pór sikania, a i prać brudnych rzeczy nie było za bardzo jak.  Tak więc przez tydzień Michał znów zaprzyjaźnił się z pieluszką do tego stopnia, że przestał nas informować o tym, co się w niej aktualnie dzieje.

Od przyjazdu do domu staram się znów o to, by uczył się korzystać z nocnika, a raczej sobie przypomniał umiejętności nabyte niedawno, a już zapomniane. Idzie nie najgorzej, tak myślę ;) Jednak w ciągu dnia walczę z kupami w majtkach, usikaną podłogą i coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że posiadam jednak za mało spodenek na zmianę. O majtkach nie wspomnę. I bardzo się cieszę, że nie mam dywanów :)

 

Jednak to, co mnie martwi, to dzień jutrzejszy. Po 3-miesięcznej przerwie wraca do nas pani niania i nie jestem do końca przekonana czy Michaś ją pamięta i czy moje jutrzejsze wyjście do pracy nie będzie okraszone sceną dantejską z cyklu „Do maaaaamyyyyyy!”

Trzymajcie kciuki. I za nocnik i za nianię. I za mnie, by mi serduszko nie pękło, gdy będę zamykać za sobą drzwi.

I już wkrótce w pracy będę wyglądać tak…

A domu tak…

:)

Od ponad dwóch miesięcy z nocnikiem

Dzień nocnikowania: 79

Michał ma 19 miesięcy, a od wprowadzenia nocnika minęło ponad dwa miesiące i…

- w ciągu dnia w domu nie korzystamy z pieluchy

- korzystamy z pieluchy w nocy oraz podczas drzemki w ciągu dnia

- w ciągu dnia pieluchę zakładamy, jeśli wychodzimy z domu (do znajomych, do sklepu, na spacer)

- nie pytam już Michała non stop czy chce siku, gdyż w przeważającej ilości przypadków Michał sygnalizuje, że chce sisi i bezproblemowo załatwia się w nocniku (oczywiście raz na jakiś czas zdarza się kupka w gaciorach i popuszczanie w majtasy)

- dziś po raz pierwszy zawołał siku na nocnik mimo założonej pieluchy

- Michaś jest przeszczęśliwy gdy widzi swoje siku w nocniku – bije sobie brawo i krzyczy „wylewamy!” – potem następuje ceremonia wylania sików do muszli klozetowej (co za frajda :P )

Moje przemyślenia:

  • Powoli przestaje mnie prześladować myśl, że nigdy nie pozbędziemy się pieluchy :) choć nie rozmyślam o tym jak pozbyć się jej  na noc…
  • Nocnik powinien stać w domu w jednym miejscu, tak by dziecko bez problemu mogło go znaleźć gdy tylko będzie trzeba. Złowieszcze „sisi” możemy usłyszeć w każdej chwili… A obok nocnika – chusteczki do przecierania pupy. Żeby daleko nie szukać.
  • Zmieniłam nocnik. Wcześniej z Kubusiem Puchatkiem, Tygryskiem, balonikami – nie robił on żadnego super wrażenia na moim dziecku, i za każdym razem, gdy mistrzu zasiadał, by się wysikać – siki zgrabnie wylewały się poza nocnik (jednak dziewczynkom chyba łatwiej się wysiusiać DO pojemnika). Tak więc w Ikei zakupiłam zielony nocnik (zwykły, bez wyjmowanego „wkładu”), który ma nieco wyższy przód i lepiej się sprawdza. Zajmuje też ciut mniej miejsca. Polecam. A nocnik biały powędrował do babci.

 

Na razie to na tyle.

Nocnikowania ciąg dalszy

09 lipca 2013

Długo nas tu nie było, za co mocno przepraszamy – jeśli ktokolwiek tu zagląda i się rozczarowywał, że żadnych newsów nie ma, to kajamy się mocno. Cóż możemy na swoją obronę powiedzieć…  - czasu nam brak, pochorowaliśmy się też – i ja i Michaś i jakoś się trzeba było poskładać powolutku. No i w końcu – naszych opowieści domowych ciąg dalszy:

Zapisałam datę 09 lipca na samej górze, gdyż to dzień bardzo znaczący w historii naszego nocnikowego pamiętnika – dziś w naszym nocniku po raz pierwszy zagościła cała, pełna, niewymuszana i spontaniczna KUPA :)

Może przybliżę Wam na jakim jesteśmy teraz etapie: Michał chodzi po domu w majtkach – nie zawsze, ale często, szczególnie wtedy gdy jest baaaardzo ciepło. Jeśli odwiedzamy sąsiadów, zakładamy pieluchę (mamy litość dla cudzych dywanów i podłóg), gdy idziemy na spacer – zakładamy pieluchę (perspektywa obsikanego wózka mnie jeszcze przeraża), ani razu jeszcze Michała nie „wysadzałam” (np. pod drzewem w parku). Dalej nie przeczytałam żadnej fachowej literatury omawiającej nocnikowanie (tu trochę się wstydzę, że ze mnie taka ignorantka) – wszystko robię tak jak czuję, a także opieram się na radach mojej byłej pani niani i na Waszych poradach pod ostatnim postem (szczególne dzięki kieruję do eM.) :)

Ten miesiąc był taki mocno w kratkę jeśli chodzi o moją walkę o nocnik. Gdy byłam chora w ogóle nie miałam siły sprzątać, chodzić za Michasiem, gdy wyjechaliśmy do moich teściów też jakoś zaniedbaliśmy naukę nocnikowania, więc nie mogę mieć wygórowanych oczekiwań co do efektów nie aż tak intensywnego treningu.  Na razie obecna sytuacja wygląda tak: nie pożegnaliśmy się całkowicie z pieluchą, ale staram się codziennie korzystać  z nocnika. Pytam często Michałka czy chce sisi – jeśli chce, to go sadzam, jeśli broni się nogami i rękami, to nigdy nie sadzam go na siłę. I to uważam za bardzo ważne – nigdy nie zmuszajmy malucha dorobienia czegoś, czego bardzo nie chce.

Jeśli podejrzewam, że siku powinno się pojawić niedługo (np. ok. 20 min po piciu), a Michał nie chce usiąść, bo nie, to staram się go zachęcić do tego by usiadł. Np. „Usiądź na nocniczku, to poczytamy książeczkę o kotku”, „A pokażesz mi jak fajnie siadasz na  nocniczku?’  Michał uwielbia oglądać książeczki, więc często był sadzany po to, by sobie posiedzieć i poczytać, albo poszpanować umiejętnością siadania na nocnik. Chodziło mi zawsze o to, by nawet jeśli się nie wysiusia, posiedział na nocniku, oswoił się z nim, polubił go – żeby się go nie bał, nie czuł, że używanie go to jakiś przykry obowiązek, przymus.

Druga sprawa: w przeciągu dwóch ostatnich miesięcy Michał zrobił ogromne postępy w mówieniu: powtarza wszystkie słowa, które my wypowiadamy z mężem, uczy się imion, nazw, potrafi wyrazić to, czego chce (np. „czytać, otworzyć, am, am”), to, co mu się przytrafiło („Boli! Głowa!”). Tak więc zakomunikowanie: „Sisi!” nie jest problemem. Również, jeśli się zapomni, wysika gdzieś na podłodze, albo popuści, przychodzi i mówi „Tam! Mokro!” Taka usprawniona komunikacja bardzo ułatwia mi sprawę.

Oczywiście codziennie na powiedzmy 5 udanych wysikań do nocnika trafiają się nam  minimum dwa nieudane. Często gdy Michał się bawi, jest czymś zaaferowany, po prostu zapomina o tym, żeby zawołać. Dlatego staram się często pytać czy czasem mu się nie chce właśnie teraz.

Udane bądź nieudane siusianie zdeterminowało większy zasób majtasów: kolejne trzy pary w naszej szafie pochodzą ze Smykowej wyprzedaży – ok. 6 zł za sztukę. Czy to drogo? Mnie się po prostu podobały :)

 

Oprócz tego obowiązkowy jest nocnikowy back-up: w pobliżu musisz mieć ręcznik papierowy, lub chusteczki papierowe, lub ścierki materiałowe. I najlepiej zwiń dywany, jeśli takowe posiadasz.

Czy jestem sfrustrowana i czy mam siłę do walki o nocnik?

Cóż, czasem mnie wkurza to, że odkurzę, umyję podłogi, narobię się, by było lśniąco i pachnąco, po czym Michał weźmie ciasteczko, rozniesie okruchy po salonie i nasika gdzieś – ostatnio między pokojem a balkonem w same drzwi balkonowe. Wycieranie takiej nierównej powierzchni potrafi mnie wkurzyć, ale staram się opanować i nie wrzeszczę, nie robię wyrzutów (choć czasem już jestem bliska). To bardzo ważne, by na malucha nie krzyczeć, nie zastraszać go. Nie chcesz chyba mieć zalęknionego dziecka, które będzie się bało przyznać Ci do czegokolwiek? A sikanie i robienie kupki do nocnika jest dla niego ogromną rewolucją. Maluch musi nauczyć się własnego ciała – nauczyć się odczytywać sygnały, które ciało mu wysyła, musi nauczyć się je interpretować i przełożyć na działanie. To ogromny przełom dla dzieciaczka, który bezmyślnie robił co popadnie w pieluchę, która absolutnie go nie interesowała i była zmieniana niezależnie od jego nastrojów i upodobań. Zatem gdy ogarnia mnie frustracja, biorę trzy głębokie oddechy, i dość długo tłumaczę „Michałku, trzeba wołać sisi i robić tu, tu do nocnika, nie na podłogę, nie na balkon, nie tu, tylko tam, tam!” Zawsze też patrzę na siebie w lustrze i myślę, że ja nie robię już w pieluchę i nikt z moich znajomych nie robi, więc chyba jakoś każdy ją kiedyś odrzuci :) I Michaś też :)

 

Wprowadzamy nocnik!

08 czerwca 2013

No to zaczynamy! Michał ma prawie 1,5 roku, potrafi powiedzieć, że jest głodny (am, am, am, am!!!!!!), że jest spragniony (pić, pić, pić, pić!!!!!!!). Cieszy się z nowych rzeczy – w nowym kapeluszu czy okularach przeciwsłonecznych wisi przed lustrem w zachwycie nad samym sobą. Dlaczego więc miałby nie nauczyć się robić do nocnika? Nasze mamy sadzały nas na nocniki gdy już siadaliśmy – cóż, nikt nie chciał prać pieluch tetrowych w nieskończoność. A ja? No przyznaję, że jestem wygodna – w ferworze codziennych obowiązków: dom, dziecko, praca, dom, praca, najzwyczajniej w świecie nie chce mi się poświęcać czasu nocnikowi. Ale w końcu trzeba. Zresztą, gdy pozbędziemy się pieluch, będzie taniej… :)  W najbliższą środę kończy się dla mnie rok akademicki i będę mieć już dużo więcej czasu, a co za tym idzie – ostro zabieram się do nocnikowania!

A w póki co, w ten weekend postanowiłam delikatnie, bez nacisków zacząć, wprowadzić mojego synka w cudowny świat sikania do nocnika ;)

Dodam, że nigdzie za bardzo nie czytałam jak to zrobić. Poczytam pod koniec przyszłego tygodnia, a rad udzieliła mi jedynie moja poprzednia kochana pani niania – pytaj często czy chce sisi, sadzaj, pokazuj, bądź cierpliwa, bo to trochę potrwa :)

No więc…

Kupiłam nocnik. Najprostszy, nieśpiewający, niegrający, ale wydaje mi się ładny – i biały. Jak kibelek :)

- Michałku usiądziesz na nocniczku?

-Ne e.

Hmmm, I sense trouble.

 

Po tym jak najpierw ja siedziałam, potem misie, Michał również usiadł, powtarzając si, si, si, si. Dodam, że siadamy na nocnik wchodząc na niego od tyłu, gdyż cofając się, nie można na niego trafić :>

Chwilę posiedzieliśmy na nocniku. Powtarzaliśmy ‚siku, siku, si, si, siku..”

I, jak łatwo się domyśleć, Michał, rzecz jasna, się nie wysikał.

Za to fajnie się jeździło nocnikiem po całym pokoju…

Taka to była frajda…

Fajnie, fajnie, ale i tak się wysikam gdzie indziej…

Po chwili Michałowi znudziło się podskakiwanie na nocniku i zaczął bawić się układanką od Majki. Gdy układaliśmy puzzle, miała miejsce rozmowa:

-Ja: Michałku, chcesz siku?

Michał: Ne ne. (pokręcenie głową)

Ja: No dobrze.

Michał: Siku. (odgłos siku płynącego po panelach)

Ja: Czemu nie powiedziałeś, że chcesz siku?

Michał: (wzruszenie ramionami)

 

Mądra mama postanowiła nie zmieniać majtek tak od razu – może Michaś poczuje, że są mokre, nieprzyjemne, i że może lepiej zrobić siku od razu do nocnika?

Po pół godzinie się poddałam, no bo co jeśli się przeziębi? Mokre majty w niczym mu nie przeszkadzały.

No więc szybka zmiana majtek na drugą i ostatnią parę, jaką mamy.

Po 15 minutach, gdy zaczęliśmy z mężem jeść kolację, przychodzi Michał. Uśmiechnięty. Tyle że trochę śmierdzący… Druga para majtek do zmiany…

To doświadczenie mnie przekonało, że trzeba mieć więcej par majtek niż tylko dwie. Więc jeszcze dziś szybkim truchtem udałam się do Biedronki i za 10,99 kupiłam trzy bawełniane pary chłopięcych majteczek. Ładne, prawda?

No cóż, trzeba je przeprać z pozostałymi dwiema parami. I próbujemy dalej!

Nie będę Was zanudzać codziennymi potyczkami z sikami i kupkami, ale spróbuję tu choć raz w tygodniu opisać moją walkę o nocnik. Taki mam plan, by we wrześniu Michał nie był już pieluchowany. Uda się? Zobaczymy :) Trzymajcie kciuki :)