Wieczorny FUN z „Dają”

Oto i spóźniony wpis. Jakoś ostatnio zabiegane jesteśmy. Marta szykuje się do wakacyjnego wyjazdu, a ja mam tonę pracy. Jedyne chwile oddechu mam w aucie jadąc na zajęcia, tudzież z nich wracając. Dziś słuchając Trójki rozważałam wraz z Matką Polką Feministką pomysł edukowania dzieci w domu i nieposyłania ich do szkoły. Nie jestem przekonana, choć Pani w audycji była bardzo na tak i wytaczała logicznie różne argumenty. Ciekawa audycja, nie powiem, jednak póki co, jak najbardziej rozważam przedszkole, w którym dzieci rozwijają się wspólnie – razem poznają świat, stymulują siebie nawzajem. Niedawno w jeden z już słonecznych weekendów odwiedziła nas Daria z rodzicami i kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że dzieciom potrzebne są inne dzieci. Wspólna zabawa mocno rozwija młodsze dziecko – po jednym dniu słowem dominującym w słowniku Michałka było „Daja”. A gdy wyjechała – akurat gdy Michaś spał – przez dobry czas po przebudzeniu chodził po mieszkaniu i jej szukał „Daja, Daja! Nie ma!”

Pozdro dla Zielonej :)

Taaaak, łapanie ostrości nie jest moją mocną stroną :P PP

Później do towarzystwa dołączył Janek. Było trochę kłótni o auto. Na szczęście był jeszcze motor i kosiarka i jakoś się wszyscy podzielili :)

A w tym czasie my… oczywiście się stołowaliśmy. Wszystkie pomysły kulinarne zwaliłam z makecookingeasier.pl

Hiszpańska tortilla czyli zimna jajecznica z dodatkami i z ziemniakami, Lasagne z blanszowanym szpinakiem, serem gorgonzola i prosciutto oraz na deser tarta z borówkami amerykańskimi, limonką i musem z podwójnej białej czekolady. Mniam.

 

Jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia, ale głównym celem tego wieczoru było nie cykanie fotek, ale napchanie brzuszka, a następnie pękanie ze śmiechu przy anekdotach o tym jak kto kiedyś coś tam…

Do rychłego :)