Krem marchewkowo-brokułowy podany z kruchą marchewką

Może na początek powiem, że gotować nauczyłam się niedawno i właściwie zanim nie wyszłam za mąż umiałam usmażyć jajka i zrobić herbatę :) Obecnie, przy małym dziecku również nie mam czasu, aby się doszkalać w kuchcikowaniu, ale jest wiele przepisów, które sobie zapisuję, drukuję i wydają mi się wyzwaniem, które koniecznie muszę podjąć. Wiele z takich przepisów pochodzi ze strony www.namiotle.pl Szczerze ją polecam, bo znajdziecie tam rzeczy nie tylko smaczne, ale i piękne. Stamtąd też zaczerpnęłam pomysł na pierwsze danie niedzielnego obiadu – upiekłam „marchewki” z kruchego ciasta i wypełniłam je sałatką. Stanowiły dobry dodatek do zupy, którą zjedliśmy wszyscy z Michałkiem włącznie. Wszystko smakowało bardzo dobrze – nie było skomplikowane i ładnie się prezentowało :)

 

Oczywiście moje marchewki nie były tak ładne jak z bloga www.namiotle.pl, ale i tak byłam z nich dumna :)

A jak je zrobić? Zrobiłam je według instrukcji: najpierw stworzyłam foremki – stożki z tekturki, które spięłam zszywaczem, a następnie owinęłam folią aluminiową. Na te stożki nawinęłam paski kruchego ciasta (o szerokości ok. 1 cm) zwinięte w rulonik: od szczytu stożka do nasady. Posmarowałam marchewki żółtkiem rozrobionym z łyżką mleka i zapiekłam. Piekłam „na oko” – tak, aby się zarumieniły i nie spaliły.

A jak zrobić kruche ciasto?

Potrzebne nam będzie:

  • 1 1/2 szklanki mąki
  • 100 g masła
  • 1 jajka
  • 1 żółtko
  • 100 ml śmietany
  • 1/2 łyżeczki soli

Wszystko mieszamy, zagniatamy ciasto, owijamy w folię i wkładamy do lodówki na parę godzin. Potem ciasto wyciągamy, rozwałkowujemy, tniemy z niego paski (dość długie, ale nie za długie – tak, aby nawinąć je na stożek). Każdy pasek formujemy w rulonik składając jego brzegi do siebie i nawijamy na foremki. W oryginalnym przepisie był też pomarańczowy barwnik, ale ja nie miałam go akurat pod ręką.

Gdy marchewki wystygną wypełniamy je dowolnym farszem. Ja wypełniłam je sałatką warzywną (znów poszłam na łatwiznę :) ). Za natkę posłużyły mi listki sałaty.

Ładne, prawda?

Każda marchewka znalazła się przy porcji zupy – najłatwiejszej jaka może być. Nie jestem specjalistką od zup, ale ta mi wychodzi całkiem smaczna. Wiem, że każdy pewnie potrafiłby ją ugotować, ale może komuś się przyda dokładny przepis :) Oto składniki:

  • kawałek schabu
  • dwie duże marchewki
  • trzy ziemniaki
  • różyczki brokuła
  • mała pietruszka
  • liście laurowe
  • ziele angielskie
  • przyprawa Vegeta Natur
  • jogurt

Do zimnej wody wrzuciłam kawałek schabu i ugotowałam. Powstałe „szuwary”  na powierzchni zebrałam łyżką i wyrzuciłam. Dorzuciłam ziele angielskie (kilka kuleczek) i dwa/trzy liście laurowe. Dodałam pokroją w kosteczkę marchewkę, pietruszkę, ziemniaki i różyczki brokuła (w mojej zupie było więcej marchewki, więc jej kolor był bardziej pomarańczowy niż zielony od brokuła). Całość podgotowałam. Następnie dodałam przyprawy Vegeta Natur do smaku. Lubię ją, ponieważ jest tam dużo różnych naturalnych składników i nie ma świństw takich jak glutaminian sodu itp. Gdy zupa była już gotowa, podbiłam ją tzn. do kilku łyżek jogurtu (w kubku) dolałam chochlą troszkę zupy i rozbełtałam czyli „zahartowałam” podbicie. Potem wlałam całość do zupy i chwilę pozwoliłam się jej podgotować.

Na końcu zmiksowałam całość blenderem i podałam z kleksami śmietany. No i oczywiście z marchewką z kruchego ciasta.

Fajne pierwsze danie. Albo przystawka? Jak zwał, tak zwał. Ważne, że było smaczne, pożywne, a Michaś zjadł zupę ze smakiem :)