Jesienne zakupy ubraniowe: 2,5-latek!

Nigdy nie sądziłam, że moje zdrowie aż tak się w ciąży posypie. Jestem już na przysłowiowym „finiszu” i naprawdę lekko mi nie jest z różnych powodów zdrowotnych. To jednak nie zwalnia mnie z przygotowań – nie tylko tych na przyjście Maluszka, ale też tych jesienno-zimowych dla mojego kochanego synka. Przeglądając wszystkie szuflady w komodzie Michałka, doszłam do wniosku, że z masy rzeczy wyrósł i wiele elementów garderoby powinnam zakupić. Ciężko robi się zakupy nie mogąc się ruszać już za bardzo, więc korzystam znów z tego co mam pod ręką: Lidl, Biedronka i Marta (bo koleżanki bywają baaardzo pomocne) ;) Oto co zakupiłam, co wydaje mi się przydatne i miało niezłą cenę :

Bluzka z kołnierzykiem, ok. 20 zł.

Artykuły Lupilu mają bardzo milutką bawełnę, wręcz bawełenkę. Jednak nacięłam się na ubrania farbujące dość mocno. Bluzka poniżej spodobała mi się, bo jest sportowa, ale ma kołnierzyk (jakieś minimum elegancji ;) ), no  ale jest jeszcze przed praniem, więc nie wiem jak biały kołnierzyk wyjdzie z interakcji wodnej z granatową resztą bluzki.

Długich rękawów ciąg dalszy= ok. 20 zł za dwie sztuki.

Rajtki: dość tanie, bo ok. 9 zł; myślę, że jakościowo średnie, kolorystyka jak dla mnie troszkę uboga. I tak zapoluję na rajstopy z 5.10.15, bo jakość tamtych jest naprawdę dobra (cena też nie za niska, bo ok 25 zł). Jestem pewna, że rajtki  z Lupilu z czasem mocno się porozciągają na pupie i będą się zsuwać. Ale i tak zniszczą się szybko, więc zakup został poczyniony.

Kupiłam też jedne rajtki Disneya z Biedronki. Zobaczymy jak się sprawdzą. Cena porównywalna do Lupilowych.

Łup Marty: dwie pary skarpetek Pumy za 10 zł – w tym jedne z antypoślizgami.

I na koniec coś do spania. Na poddaszu noce będą wkrótce coraz chłodniejsze, więc pajace będą potrzebne. Tylko skąd wziąć duże pajace? Poniżej  dwupak pajacowy na 98 cm z H&M. Akurat skorzystałam ze zniżki Marty i kupiłam go po rabacie 20%. Cena regularna ok. 60 zł.

Bardzo cenię sobie pajace i półśpiochy w chłodniejszych porach roku – nie wstaję do mojego dziecka regularnie, wiem, że uwielbia się rozkopywać, a ubrany ciut cieplej ma mniejsze szanse by zmarznąć i się przeziębić. Duże półśpiochy można dostać np. w BabyMaxx (np. rozmiar 98).

A tak poza tym… czy czegoś mi brakuje…? Chyba jakiejś fajnej czapki. Jedną zakupiłam w H&M, ale szału nie było :) Może wkrótce coś wpadnie mi w oko. Przydałaby się może jeszcze cieplejsza, nierozpinana, bezkapturowa bluza…

Mam nadzieję, że Wy też już macie jakieś fajne zakupy za sobą.

Miłego weekendu!

Kasia

Trunki!

Parę osób pytało mnie o plecak, który mój synek miał na wakacjach, stąd postanowiłam kilka słów poświęcić dziś temu gadżetowi :)

Bardzo chcieliśmy kupić Michasiowi jakiś mały plecaczek, ponieważ od pewnego czasu gdy pakowałam rzeczy i tłumaczyłam mu, że np. dziś jedziemy do babci, biegł do swojego pokoju, wybierał ulubione resoraki, kopary i mówił „musisz dać mi torbę!” Dawałam mu małą reklamóweczkę, którą wypełniał swoimi skarbami i zakładał ją na rękę niczym blogerka modowa swoją shopper bag wprawiając mojego męża w apopleksję. Tak więc podjęliśmy decyzję o zakupie czegoś, co będzie mu służyło jako miejsce przechowywania najcenniejszych i najpotrzebniejszych rzeczy w podróży/na spacerze i nie będzie przypominało moich toreb z sieciówek noszonych w zgięciu łokcia ;)

Plecak Trunki wpadł nam w ręce zupełnie przypadkiem, gdy zawędrowaliśmy do sklepu Toys R Us tuż przed Dniem Dziecka. Spodobał nam się od razu – w żywych kolorach, z bezpiecznym zapięciem, wodoszczelny, lekki. Zakupiliśmy go za ok. 60zł – ceny nie uważam za niską, ale jestem bardzo zadowolona z zakupu. Możecie obejrzeć plecaki na stronie marki Trunki: http://www.trunki.com/paddlepak

Są też dostępne  na allegro, w sklepach Smyk, na Baby’sSecret.pl, Toys R Us, Manfi-zabawki i podejrzewam, że jeszcze w kilku innych miejscach też :)

http://trzywart.nazwa.pl/manfi/trunki/PLECAKI/TR0102k.jpg

Dzieci uwielbiają mieć to, co my – własne buty, własny parasol, własny zegarek, własną torbę. Maluchy bacznie nas obserwują i zazwyczaj pragną mieć dokładnie to, co my. Własny plecak Michała okazał się naprawdę świetnym gadżetem – sam pakował go na plażę, wybierał własne zabawki, i razem z tatą maszerował na spacer – dodatkowo dumny, bo dokładnie tak jak tata miał na plecach bagaż :)

 

Własne kalosze i własny parasol – bo deszczowo nie znaczy nudno :)

Jakiś czas temu sprawiłam Michasiowi ogromną radość kupując mu parasolkę – nawet nie wiedziałam, że aż tak się z niej ucieszy! To kolejna rzecz, którą obserwował zawsze u nas, dorosłych, ale sam jej nie miał. Do teraz :) Radocha ogromna – gdy idzie z nią na spacer lub do samochodu, zawsze mam wrażenie, że zaraz rozłoży ogon niczym dumny paw :) A całe to szczęście kosztowało ok. 20 zł w Carrefour.

Dodam, że fajna ta parasolka, bo przezroczysta i mimo, że Michaś mocno trzyma ją tuż przy „daszku”, dalej wszystko widzi. Szczególnie to, co pod nogami :)

Jakiś czas temu, gdy musieliśmy wyjść z domu i przejść w wielkim deszczu kilka kroków do samochodu, założyłam sobie swoje kalosze. I wtedy do Michała dotarło, że to jakiś rodzaj butów, których on nie ma. Nie kupowałam ich nigdy, bo jakoś wcześniej nie widziałam takiej potrzeby, ale tego deszczowego dnia Michał zapytał „A gdzie są moje kaloszki?” na co ja nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć i w końcu wybąkałam „No Ty nie masz kaloszków”. A potem musiałam tłumaczyć czemu on ich nie ma i gdzie one są. I w końcu kiedy po nie pojedziemy. No więc pojechaliśmy. Za radą Marty kupiłam kalosze w Zdrowej Stópce we wrocławskim Factory Outlet. Kosztowały 44 zł – za identyczne w Zdrowej Stópce na Bielanach zapłaciłabym dwa razy więcej. Czasem warto odwiedzać outlety :)

 

Rozmiarówka kaloszy Demar jest podwójna: Michałkowi kupiłam rozmiar 24/25. Doszłam do wniosku, że 22/23 byłyby jednak za małe, tudzież tylko na obecną chwilę w sam raz.

Zbliżają się wakacje i wielu dzieciom kalosze mogą się przydać – szczególnie nad polskim morzem. Tam pogoda bywa niekiedy bardzo kapryśna i w chłodne i deszczowe dni takie obuwie może okazać wręcz niezbędne. Poza tym takie kolorowe kalosze czy nowa ładna parasolka mogą być fajnym prezentem na Dzień Dziecka, który zbliża się wielkimi krokami. Trzeba by pomyśleć i jakichś giftach :)

Buty wiosenne dla dwulatka

Janek już dawno przerzucił się z butów zimowych na wiosenne. A my dopiero wczoraj. Jakoś zawsze z tymi butami jestem spóźniona. Tegoroczne buty przejściowe/wiosenne (a być może i jesienne) zakupiliśmy w Zdrowej Stópce. Tym razem nie firmy Emel, ale Super Fit. Pani proponowała mi całą półkę różowych bucików, ale zdołałam ją przekonać, że moje dziecko to jednak chłopiec i udało się znaleźć butki granatowe ;)

Na początku miałam pomysł, by kupić takie same buty, jakie mieliśmy wcześniej (te pierwsze fajne, o których pisałam wcześniej), ale Pani ze Zdrowej Stópki wyjaśniła mi, że seria Roczków, to typowa seria dla maluchów, dla których są to pierwsze buty – mają dość elastyczną podeszwę, są zaprojektowane tak, by ułatwić dziecku naukę chodzenia. Kolejne buty dla dwulatka nie powinny mieć już tak giętkiej podeszwy. Dlatego też wybrałam Super Fit. Cena: 209 zł – cóż, tanie nie są, ale doszłam do wniosku, że jeśli są wygodne, Michał ma w nich przechodzić cały sezon ( a chodzi już dużo i nie będą to tylko buty do wózka), to warto je zakupić.

Przez moment też zastanawiałam się nad tym czy wybrać buty zamszowe czy ze skóry licowej. Wybrałam zamszowe – trochę dlatego, że wizualnie bardziej mi odpowiadały, ale też dlatego, że nie ma we mnie obaw typu „może się przemoczą, albo zbytnio zabrudzą”. Buty zimowe też były zamszowe i daliśmy spokojnie radę, a skóra licowa jest bardzo delikatna i też łatwo się zdziera. Tak czy siak to nie są buty na pokaz :)

Kolejna rzecz, o której chciałam wspomnieć, to ustalanie rozmiaru buta. Mimo, że rozmiar Pani ustala za pomocą patyczka, który jest przykładany do stopy dziecka, to i tak w kwestii numeracji but butowi nierówny. 23 Emelków jest ciut mniejsze niż 23 Super Fit, a but dziecka nie może być idealny, „na styk” – powinien mieć zapas. I tak też było w przypadku Super Fit, w których taki zapas był.

.

Czasem zdarza się też, że patyczek do bucika wchodzi cały, zdaje się nawet, że dziecko ma zapas, ale gdy wyciągamy z buta wkładkę i maluch stawia stópkę na wkładce, na wkładce wychodzi właśnie „na styk”. Czy to znaczy, że but jest za mały? Nie, okazuje się, że wkładka jest czasem ciut mniejsza i patyczek mówi jednak prawdę – w buciku jest zapas.

 

Ostatnia rzecz, która mnie zastanawiała, to decyzja: sznurówki czy rzepy? Pani ze sklepu poradziła mi: jeśli dziecko chodzi do żłobka, do przedszkola, rzepy są bardziej funkcjonalne, ale jej zdaniem sznurówka zawsze lepiej trzyma nogę i jeśli ona miałaby wybierać, wybrałaby buty sznurowane. I takie też wybrałam. Co do kolorystyki, nie miałam zbyt dużego pola do popisu, ale Michał zdawał się być zadowolony ze swoich granatowych butków.

Zaczynam też zauważać zdecydowany postęp w zakupach. Coraz większa współpraca przy mierzeniu buta, wybieraniu… Jest o wiele lepiej niż rok temu :)

Nasze pierwsze buty :)

Choć ostatnie dni były dość brzydkie, wierzę, że wiosna zbliża się wielkimi krokami. A wraz z wiosną należy pomyśleć o nowych butkach. Wiem, że Marta zakupiła już nowe obuwie Jankowi, ale ja, jak zwykle, jestem do tyłu;)

Chciałam jednak pokazać Wam jakie buty kupiliśmy Michałkowi jako te pierwsze. Może ktoś z Was szykuje się do zakupu pierwszych bucików dla Maluszka? My rok temu zdecydowaliśmy się na tzw. „roczki”, buciki Emel, zakupione w Zdrowej Stópce.

Był to rozmiar 22, kolor: turkus/tęcza. Cena: 159.90 zł.

Trochę drogo, ale naprawdę warto. Buty spełniały wszystkie moje wymagania.

Po pierwsze, były całe skórzane: noga w nich oddychała, były przewiewne, stopa nie pociła się mocno.

Po drugie, były dość wysokie, a więc kostka była usztywniona, co jest naprawdę ważne dla malucha, który stawia w obuwiu pierwsze kroki.

Ponadto, podeszwa nie była zbyt sztywna – gdy chwycisz przód buta, możesz zagiąć podeszwę do góry. To oznacza, że but będzie z dzieckiem „współpracował” przy nauce chodzenia – nie będzie całkiem sztywny. Zresztą, na opakowaniu widnieje informacja o tym, że buty Emel zostały specjalnie opracowane do nauki chodzenia. „Emelki” są też super produktem 2011 wg magazynu Mam Dziecko oraz otrzymały Laur Klienta w kategorii Odkrycie 2011.

Ale ponadto… były ładne, a to miało bardzo istotne znaczenie – nie tylko dla mnie, ale także dla mojego dziecka. Dzieci bardzo lubią wszystko to, co kolorowe, co ładne. A gdy taka piękna rzecz staje się ich własnością… radości nie ma końca! Nawet nie byłam sobie w stanie wcześniej wyobrazić tego jak bardzo Michaś będzie szczęśliwy z powodu nowych butów – gdy już je kupiliśmy, wszystkim je pokazywał, duma go rozpierała. Wciąż biegał do szafki w korytarzu, wyciągał je, próbował sobie założyć, przynosił, założone wciąż oglądał w lustrze. Boże, jaka to była radość! W końcu i on miał to, co miał każdy – BUTY! I w dodatku takie ładne :)

Bardzo polecam Zdrową Stópkę. W tym sklepie panie dokładnie mierzą stopę dziecka, dobierają obuwie, które będzie nie za duże, nie za małe. „Emelki” są naprawdę świetnymi bucikami, ale nie brakuje też dobrych butów wśród  produktów Lasockiego, Korneckiego, Ecco, Bartka czy Elefanten. Życzę powodzenia w stawianiu pierwszych kroków!

o BUTACH ZIMOWYCH ciąg dalszy

Jak już pisałam – sanki są i czekają. Na śnieg, na lód, na mróz. Od dawna też są i zimowe buty. Kupiłam je później niż Marta i choć pojechałam w te same miejsca, w których ona znalazła buty dla Janka, rozmiaru Michałkowego już nie było. Albo rozmiaru, albo koloru. Stąd nauczka: butów (szczególnie zimowych) należy szukać odpowiednio wcześniej. Szukaliśmy w wielu miejscach we Wrocławiu: CH Astra (butów Kornecki już nie było), CCC (skórzane Lasocki wyprzedane), Zdrowa Stópka – super, ale trochę drogo, Ecco – bardzo super i bardzo za drogo. I wtedy mąż zaproponował „Deichmann?” No i moja mina niczym rozkwaszony pomidor – „Nieee…” Nasłuchałam się od kilku moich koleżanek opinii typu „Deichmann to taka tandeta…” i tak jakoś od początku przekreśliłam ten sklep. Jednak po dłuższym zastanowieniu i w obliczu realnego zagrożenia braku obuwia zimowego, pomyślałam „W sumie czemu nie? Jeśli but spełnia nasze wymagania, to czemu nie mógłby być z Deichmanna?”. Więc pojechaliśmy, pooglądaliśmy, i w rezultacie zakupiliśmy ostatnią parę w rozmiarze 24.

Tej zimy Michał stał się właścicielem skórzanych butów ELEFANTEN w kolorze szaro-czarnym.

Trochę czasu Michaś w nich już pochodził. Czy jestem z nich zadowolona? Tak. Czy je polecam? Tak.

Noga się w nich nie poci – są ocieplane, ale nie „puchatym kożuszkiem”. Są lżejsze niż śniegowce. Idealnie nadają się na jesień, łagodną zimę, chłodną wiosnę. Są skórzane, oddychają, kolor też mi odpowiada ;)

A gdyby przyszedł ten srogi, śnieżny luty? Wtedy zakładamy typowe nieprzemakalne śniegowce z puchatym kożuszkiem w środku. My zakupiliśmy nasze w Decathlonie, choć urocze pojawiły się też w Lidlu. Te Decathlonowe mają gumowany przód.

Tylko gdzie ten śnieg? :)

 

Idzie luty, szykuj buty!

Bardzo daaawno mnie nie było, wiem, wiem.  Ale niestety prowadzenie strony nie jest wcale takie proste jak ma się i dziecko, i dom, i pracę na pełen etat. Mało pozostaje czasu dla siebie, a i ostatnio parę spraw porządnie zaprzątało moje myśli. Mam nadzieję, że znajdę w najbliższej przyszłości nieco więcej chwil, by skrobnąć co u mnie i Janka słychać. Także i Kasia ucichła nieco ostatnio z racji jesiennych choróbsk, których padła ofiarą (zdrówka  życzę!).

A póki co, na początek tej zimy postanowiłam podzielić się z Wami rozważaniami dotyczącymi zimowych butów malucha. Wprawdzie luty jeszcze daleko, ale myślę, że warto się już rozejrzeć za zimowym obuwiem, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Wiem, że Kasia też jeszcze nie zakupiła butków Michałkowi, więc może i jej ten post się przyda :)

Jeśli ktoś czyta co tu skrobiemy od czasu do czasu, ten wie, że mój Janek jest dzieckiem żłobkowym. Chodzi do żłobka codziennie i dobrze się w nim zaklimatyzował. Jednym z zajęć, jakie dzieci mają w żłobku, jest przebywanie na świeżym powietrzu – opatulone chwytają coś na kształt długiego węża i wszystkie razem rzędem spacerują po terenie żłobka. Gdy wkrótce spadnie śnieg, mój maluch będzie potrzebował cieplejszego obuwia na te spacery. I to był mój pierwszy cel: kupić butki na zimę, w których mojemu dziecku będzie ciepło, ale też noga mu się nie zaparzy, gdy będzie jechał rano do żłobka samochodem.

Zajrzałam do różnych sklepów: do Bartka, do Smyka, do CCC, do Deichmanna, do Ecco. Jakoś nie mogłam się zdecydować. Czasem odpychała mnie cena, a czasem nie byłam pewna jakości. W końcu nasza wspólna sąsiadka podsunęła mi jeszcze jedno miejsce, w którym mogłabym coś znaleźć: CH Astra przy ulicy Horbaczewskiego. Znajdziecie tam kilka sklepów z artykułami dziecięcymi, w tym także z obuwiem. A ceny? Straszą mniej niż w Zdrowej Stópce czy w Bartku. Za zimowe buty zapłaciłam 150 zł.

A oto jak wyglądają:

Nie są to zupełnie buty NO NAME. Na podeszwie widnieje logo

A w internecie znalazłam także informacje na temat producenta: http://kornecki.com.pl/index.php

Moje dziecko ogromnie się z nich ucieszyło. Do tego stopnia, że czasem siedzi na podłodze i usiłuje zakładać je sam. I nawet mu się udaje!

Myślę, że z nastaniem chłodów, będę w stanie wypowiedzieć się bardziej na temat tego zakupu. Mam nadzieję, że spełni on moje oczekiwania w stu procentach. Jednak na spacery w śniegu, a raczej na szaleństwa w śnieżnej scenerii, gdzie istnieje dużo prawdopodobieństwo przemoczenia stóp i ogólnego zziębnięcia – postanowiłam kupić Jankowi jeszcze typowe śniegowce. Cieplejsze, na zmianę  w wypadku przemoczenia tych lżejszych. I znów trochę szperałam w sklepach, trochę się przeraziłam cenami, aż w końcu kupiłam butki śniegówki w swoim rodzimym Bolesławcu – w sklepiku z odzieżą, za 30 zł. To była okazja, nie?

To również nie jest chyba zupełny NO NAME, ale niestety nie zdołałam w internecie znaleźć strony producenta butów ADAŚ.

 Po zimie napiszę Wam jak sprawdziły się te obuwnicze zakupy. A póki co, to już tylko czekamy na zimę :)

Chociaż, nie, nie! Jeszcze ja nie mam zimowych butów… 

Nasza jesienna garderoba

Jakiś czas temu pisałam o rajtkach z Lupilu i mojej sympatii do tej marki. Ostatnio znów skusiłam się na kolejne cieplejsze ubranka. Ostatnie dni przed powrotem do pracy poświęciłam na generalne porządki, także w szafach i tak też narodziła się lista rzeczy, które muszę kupić mojemu maluchowi: rajstopki, skarpetki, bluza, buty zimowe, body… dwoma słowami: jesienne zakupy. Część już wypatrzyłam i nawet troszkę się obkupiłam, głównie w Lidlu.  W zeszłym tygodniu w dzień „rzucenia towaru” spotkałam w sklepie chyba wszystkie mamy z mojego osiedla, babcie i nianie. Wszystkie mierzyły, kupowały, dobierały, wybierały… istny szał. Jak widać, nie tylko ja lubię Lupilu  :) No i efekty łowów:

Bluza polarkowa, bodajże 23 zł.

Z czapą ze Smyka kupioną na wiosnę ładnie się komponuje.

Grube rajtki na zimę (ok. 12 zł) i dwie pary skarpetek antypoślizgowych.

Również Janek Marty w tą jesień ubrany będzie w Lupilową bluzę :)

 Ta akurat czerwona z futerkiem – cena: 33 zł

Ta bluza jest bardzo ciepła, przyda się na pewno gdy Janek będzie u babci w dużym domu, w którym może być chłodno. W domu na razie ściągniemy bluzę i uśmiechniemy się do aparatu… :)

Szukając ubranek, odwiedziłam jeszcze jeden z moich ulubionych sklepów i kupiłam Michałowi na razie jednego bodziaka, ale za to w moim mniemaniu, przeuroczego :)

No i kto zgadnie jaki to sklep? ;)

Zakupiłam tam też kombinezon, który pokażę Wam niedługo, ale na razie wracam jeszcze do bodziaków. Michaś dostał od mojej mamy bodziaka na jesień/zimę z golfem. Bawełna, milutka w dotyku, przy szyjce dwa zatrzaski i golf! Świetne na chłodne dni, a zakupione w Pepco za naprawdę śmieszne pieniądze.

Z serii NO NAME  Michaś ma jeszcze  jesienną czapeczkę  z niegrubej „wełenki”

oraz kolejne urocze antypoślizgowce

Muszę przyznać, że jako typowa baba lubię zakupy i nowe rzeczy, ale zakup tych tanich i ładnych sprawia mi największą frajdę :)

 

A w najbliższy poniedziałek, czyli jutro, kolejna oferta Lupilu w Lidlu:

rajstopki 8 zł

body z długim rękawem 20 zł

skarpetki antypoślizgowe 8 zł

kapcie dziecięce  15 zł

dres z weluru 27 zł

bluza z kapturem 27 zł

sweterek na zamek lub na guziki 33 zł

Myślę, że razem z Martą zajrzymy. Trochę z potrzeby i trochę z ciekawości. :)

A póki co, jest jeszcze czas na przeglądnięcie szafy. Nie wszystkie rzeczy trzeba kupić, część na pewno jeszcze pasuje. Poniżej Michasiowa wiosenna kurteczka – całkiem dobrze leży i czapka jeszcze po Marcelinie (wielkie dzięki Aniu). Myślę, że jeszcze dają radę :)

Koniec lata, czas na jesień :)

Mało nas, bardzo mało. Ja zwieńczam koniec lata urlopem, który z mężem zaczynamy od jutra, a Marta żyje o wiele poważniejszymi, choć i przyjemnymi obowiązkami i przedsięwzięciami. W międzyczasie zaczynamy powoli się rozglądać za garderobą dla maluchów na jesień, którą ostatnio poczułam w powietrzu, gdy wyszłam rano na balkon wypić poranną kawę. Kilka dni temu na taką wczesną kawusię wpadła i Marta niosąc ze sobą wielgaśną torbę zakupów z Lidla – Lupilu wprowadza powoli ubranka jesienne: bluzy, spodenki bawełniane, dresiki, rajtuzki, jeansy. Polecam – milutkie w dotyku, praktyczne i w miarę tanie. Ale musicie być czujne: jakoś tak jest w Lidlowych sklepach, że towar ucieka w z koszyków w mgnieniu oka. Udało mi się jednak kupić parę spodni, i jesienne rajstopki (ale i tak będę polować na takowe w 5.10.15 – jakościowo baaardzo dobre).

A póki co… zmykam na jakiś czas. Długo wyczekiwany czas urlopu po ciężkim roku. Powrót do pracy, opieka nad dzieckiem, zajmowanie się domem i uczenie się gotowania… zmęczyłam się trochę i myślę, że zasłużyłam na odpoczynek. I jeśli wszystko pójdzie dobrze – odpoczywać będę tu… :)

Wish me good luck ;)

Ubranka ręcznie zdobione!

Muszę przyznać, że uwielbiam nowe ubranka mojego malucha. Czasem mam wrażenie, że cieszę się z nich bardziej niż on :)  Ostatnio zakupiłam w Smyku bodziaki z długim rękawem sprzedawane w 3-paku. Jeden bodziak kosztował mnie ok. 15 zł, a że bardzo ich potrzebowałam, uważam, że cena była bardzo przyzwoita (jakość i wygląd idą w ich przypadku w parze) . Szczerze polecam te Smykowe paki :) Myślę, że to jeszcze nie koniec zakupów – mam zamiar upolować jeszcze jakieś przewiewne spodenki na lato i bodziaki lub bluzeczki  z krótkim rękawkiem. Sklepy takie jak Smyk mają naprawdę śliczne rzeczy, ale i tak najbardziej chyba przemawiają do mnie ubranka ręcznie zdobione. Rok temu, gdy Michaś miał kilka miesięcy ciocia Dorota – moja przyjaciółka, druhna i towarzyszka karcianych nocy sprzed wielu lat, podarowała Michałkowi ręcznie zdobione ubranko. Sprezentowany bodziak był bielutki z krótkim rękawkiem (rok temu o tej porze było już baaaaaaardzo ciepło), a z przodu miał wyszytą koronę, a pod nią napis „Tu ja jestem królem”. I był przeuroczy :) Takie właśnie ręcznie robione rzeczy mają najwięcej czaru i są naprawdę niepowtarzalne. Co więcej, to ubranko było zrobione specjalnie dla mojego synka, więc ujęło mnie tym mocniej.

Swoją drogą – nie mogę się napatrzeć: jak to moje dziecko się zmieniło przez ten rok! A body? Wyprane, wyprasowane i złożone w kosteczkę czekają na… kolejne użycie :) A póki co ciocia Dorota została obarczona kolejnym zadaniem stworzenia letnich piżamek na gorrrrrące letnie noce i jeszcze kilku innych gadżetów. No ale jak tu jej nie wykorzystać, gdy ma talent?

Stworzyła ozdobę na jeszcze jednego bodziaka – również wyjątkowe  i niepowtarzalne ubranko, ręcznie zdobione, bawełniane i przewiewne, rozmiar 74 czyli dla dzidziusia, który ma ok. 7 miesięcy. Rękaw długi:

Podoba się Wam? Bodziak jest nowy, nieużywany, ozdobiony przez Dorotkę i wystawiony na sprzedaż. Cena: 15 zł.

A poniżej link do allegro:

http://allegro.pl/body-bawelniane-bodziak-bawelniany-74-cm-i3173576107.html

Może ktoś się skusi? Zapraszamy do zakupu :)

A poniżej jeszcze Dorotka utalentowana manualnie, projektant ogrodów z wykształcenia i kochana ciocia :*

Pozdrawiamy wiosennie! :)

Wiosna/Lato: 1-2 latka

Wprawdzie wiosna ma nas w tym roku troszkę w nosie, ale wierzę usilnie (lub wierzyć chcę), że mimo wszystko już powoli robi się słonecznie, ciepło i kolorowo. A wraz ze zmianą pory roku, okazuje się, że należy też przetrzepać szafę maluchów. I to, bynajmniej, nie z chęci zmian ze względu na trendy, ale chłopcy już powyrastali ze swoich spodenek, bluz i bodziaków. I gdzie na łowy garderobiane?

Na starcie wybrałyśmy się na wiosenne zakupy do Smyka. Jest tam niestety dość drogo (za bluzę płaci się ok. 50 zł), ale tak się akurat na tą wiosnę złożyło, że ja miałam tam zniżkę, a Marta bon do wykorzystania właśnie w Smyku. Tak więc parę rzeczy upolowałyśmy. Spodenki kolorowe (niebiesko-zielone), bluzy (do kompletu w soczystej zieleni, ale też bardziej stonowane w szarościach), bodziaki  ”z buzią”, czapeczki na wiosnę… Nie kupiłyśmy nie wiadomo ile, ale najbardziej potrzebne rzeczy udało się zdobyć. Podobają się Wam?

Powyżej bardzo wiosenna bluza, a poniżej spodenki do niej. Na guziczku ten sam motyw pieska – dla mnie it’s so sweeeeet :)

A oprócz tych wiosennych dresików spodenki, które koniecznie muszę wyprasować ;)

A oto i Janek w wiosennej odsłonie: bluzeczka, spodenki i bezrękawnik.  Całość zakupiona jako komplet. Marta nie bardzo pamięta ile zapłaciła za ten zestaw – prawdopodobnie 50 zł.

komplet: spodenki, bluzka, bezrękawnik: ok. 50 zł

No i nie zapomnijmy o nakryciu głowy. Takie czapeczki z „włóczki” są bardzo trafnym wyborem na chłodną wiosnę lub rześką wczesną jesień. (tyle że na chwilę obecną mamy bardzo rześką mroźną wiosnę i wciąż okrywamy główki cieplutkimi zimowymi czapami)

A poniżej Janek w szarościach. Fajne te łatki na łokciach. Bluza i spodnie ze Smyka. Bazie z kwiaciarni. Robimy nimi kiziu miziu :)

bluza 49,00 spodenki 49,00

Oprócz wiosennej czapki kupiłam też body z krótkim rękawem – bardzo ładne w przyjemnym turkusie z uśmiechniętym buziakiem. Wiem, że temperatura nie jest krótkorękawowa, ale chyba kiedyś w końcu będzie słonecznie i cieplej…

A teraz kolejna porcja świeżych ciuszków: za te ubranka- bluzeczkę i spodenki na lato- zapłaciłam 16 zł! Części garderoby zakupione były w Pepco i uważam, że wcale nie są gorsze od tych prezentowanych wyżej. A cena skłania mnie do częstszego odwiedzania tego sklepu :)

Jeśli chodzi o kompletowanie garderoby dla malucha, to trzeba dobrze ocenić sytuację – jeśli możesz sobie pozwolić na nowe rzeczy, możesz odwiedzić sklepy w galeriach i się obłowić w naprawdę ładne ciuszki. Fajne ubranka znajdziesz też w tańszych sklepach – choćby we wspomnianym przeze mnie wcześniej Pepco. Możesz też pożyczyć ubranka po dzieciach znajomych czy rodziny (z nowych, często drogich ubranek dzidziuś baaaaaaaardzo szybko wyrośnie).  My akurat obecnie nie mamy nikogo, kto mógłby nam pożyczyć ubranka, więc trzeba radzić sobie inaczej :) W kolejnym poście pokażemy Wam jak ubrać malucha, by było wyjątkowo i niepowtarzalnie i zrobimy przegląd sklepów.

Oby do wiosny…. a może od razu do lata? :)

Zimowe ubranka

Czy już wspominałam o tym, że uwielbiam zimę? Wiem, że wiele osób by mnie za tą opinię zdzieliło po główce, ale ja nic na to nie poradzę – to moja ukochana pora roku. Uwielbiam śnieg,  moją futrzaną czapkę, wysokie oficerki i cieplutkie rękawiczki. Nie twierdzę, że nie jest to problematyczny czas – ubieranie dziecka na spacer w tysiąc warstw, zakładanie czapek, wtargiwanie i wytargiwanie wózka po schodach nie ma swoich uroków, ale kompletowanie zimowej garderoby malucha też było miłe. Ten wpis jest tochę po czasie, bo większość z nas jest zapewne przed wiosennymi zakupami (ja już jestem nawet po!), ale warto przejść się po sklepach i zerknąć na półki z zimową, już przecenioną, odzieżą dziecięcą. W weekend rozmawiałam z koleżanką, która niedawno kupiła w Smyku śliczną czapkę dla maluszka przecenioną z 40 zł na 20 zł. A i ja pokupowałam nie raz Michałkowi  jakieś fajne ubranka.

A co może się maluchowi przydać?

Ciepła czapka: w tym roku kupiliśmy czapki w Smyku, choć możesz też fajne i ciepłe czapy znaleźć nawet na targach. Ważne, by dobrze chroniły uszy dziecka. Do czapek dokupiłyśmy też rękawiczki z warstwą polaru od wewnątrz i połączone oczywiście sznurkiem, by uchronić je przed zagubieniem.

Ważne też, co pod szyją – możesz owinąć malucha szalikiem, albo zawiązać mu milutką bawełnianą apaszkę jak np. na zdjęciu wyżej. W C&A, Reserved lub H&M można też znaleźć apaszki-trójkąciki -zapinane z tyłu na rzepę albo na zatrzask działają jak malutki szaliczek/apaszka. Jeśli jest bardzo zimno, możesz też skorzystać z golfu, który otuli szyję, ale kończy się na ramionach. To także widziałam w H&M, i tam też chyba kupiła go Marta.

Oczywiście, gdy jest zimno zakładamy dzidziusiowi kurtkę i spodnie lub kombinezon. Ja zdecydowałam się na zakup kurtki (F&F) widocznej na zdjęciu powyżej oraz spodni na szelkach, które nie przepuszczają wiatru, oddychają i są odporne na zmoknięcie. Kupiłam je również na wyprzedaży w sklepie Besta Plus (we Wrocławiu w Centrum Futura Park). Jeśli nie jest aż tak baaaaaaardzo zimno, ubieram dziecko w lżejsze spodenki, ponieważ Michał w wózku siedzi i tak w bardzo ciepłym i grubym śpiworku, który polecam bardzo gorąco. Dostałam go w prezencie, ale wiem, że można takowy zakupić w Smyku – naprawdę warto: śpiworek bardzo dobrze utrzymuje ciepło i przydaje się na spacery w zimne dni. W zestawieniu ze śpiworkiem większy sens ma dla maleństwa kurteczka niż jednoczęściowy kombinezon.

Na zdjęciu powyżej widać właśnie kurteczkę i śpiworek, a był to dzień, gdy naprawdę było zimno i okropnie nie chciało mi się wychodzić na spacer. Tak więc ubrałam Michałka, ubrałam się, zrobiłam sobie gorącą kawusię z mleczkiem i wyszłam na balkon. Michał był zachwycony samolotami, ludźmi przechodzącymi, psami biegającymi, a dla mnie była to chwila relaksu z kawą na powietrzu :)

A poniżej kilka bluzowych kurteczek, lub misiowych bluz. Jeśli jest siarczyście zimno, możesz je założyć pod kurtkę. Jeśli jest już wiosna, możesz je założyć jako kurtkę. Jeśli masz chłodno w domu, możesz je założyć maluchowi w domu (coś lekkiego powinno być pod spodem). U mnie w domu jest raczej chłodno, lub jak to określa moja przyjaciółka „rześko” i takich bluz Michałek ma dużo (głównie sprezentowanych) np. w kolorze czekoladowym:

ale też w tonacji zimowo-świątecznej z szaliczkiem ozdobionym reniferkami:

Tą bluzę akurat również można było upolować na wyprzedaży w Smyku. A w czym jeszcze moje dziecko łazi po domu? W sweterkach lub w cieńszych bluzach, które też warto mieć w okresie wiosennym, a nawet letnim. W takie różne ciepłe rzeczy ubierałam Michała jakiś czas temu, gdy miał trzydniówkę. Podczas tej infekcji wirusowej przez trzy dni miał wysoką gorączkę, więc by było mu ciepło, zakładałam mu bluzy lub sweterki – na zdjęciu poniżej prezent od sąsiadki, zrobiony na drutach – naprawdę miła pamiątka po starszej pani.

No i obowiązkowo rajstopy, którym kiedyś byłam przeciwna.

„Mój syn nie będzie chodził w rajtuzach!” – tak się zarzekałam. No cóż, nie miałam dzieci, więc rajtuzy i chłopcy kojarzyli mi się tylko z filmem Robin Hood – faceci w rajtuzach. A teraz? Uważam, że rajtki są nieocenione – dobrze dopasowane, ciepłe, nie krępują ruchów dziecka, wygodne. Razem z Martą testowałyśmy rajtuzki różnych firm. Najlepsze chyba okazały się te ze sklepu 5-10-15. Mata zakupiła je już kilka miesięcy temu i naprawdę się nie niszczą – nie robi się z nich „sito” na pupie, nie przecierają się. Dobrze też się sprawują  rajstopki z Lupilu dostępne w Lidlu (na zdjęciu powyżej), choć trochę się rozciągają. Kupowałyśmy też rajtuzki w Pepco – grubsze się trochę rozciągają, a cieńsze przecierają na pupie. A co oprócz rajtuzek? Oczywiście skarpetki z antypoślizgami czyli potocznie z ABS :) Możesz je kupić w Pepco nawet za 2,99 (i są dobrej jakości), ale też w innych sklepach. Te na zdjęciu powyżej zakupiłam w Rossmannie – mają całą kolekcję skarpetek z pszczółkami, osami, żuczkami, itp. Niektóre nawet grzechoczą :)

Już wkrótce podzielę się newsami z zakupów wiosennych. Znów kupiłam śliczną bluzę, ale też zgapiłam parę rzeczy od Marty, która też już jest po zakupach przedsezonowych. No to czekamy na wiosnę! Myślicie, że królik na moim balkonie czuje już święta?

Ja myślę, że teraz bardziej niż w momencie, gdy robiłam to zdjęcie, ale chyba jeszcze się wiosennie nie rozbrykał…