Twinkle, twinkle, Little Star… Gwiezdny dywan u Maluchów!

Już nie raz pisałam Wam, że życie na poddaszu ma swoje uroki, ale czasem sobie myślę, że na psa urok mi aż tak skośny sufit. Wysokość ścian kolankowych w pokoju Maluchów to ok 30 cm, powierzchni liczonej według normy to ok 3 m2. Urządzaliście kiedyś pokój o wielkości 3 m2? I to dla dwójki dzieci? Oczywiście, po podłodze tej powierzchni jest więcej, ale zarówno ja i moje małe Krasnoludki (4 latka i 1,5 roku) mierzymy znacznie więcej niż owe 30 cm. A trzeba by zmieścić łóżeczka komody, szafę, tipi, miejsce do zabawy, biblioteczkę, pojemniki na zabawki, tablicę… Takie maluchy mają dużo potrzeb i, jak większość rodziców wie, potrafią zawładnąć całą przestrzenią, w jakiej przyszło im żyć. Dlatego ja wciąż kombinuję, myślę, zmieniam, przestawiam, staram się uzyskać jak najwięcej miejsca na zabawę, ale też przytulne aneksy sypialniane. Gdy kiedyś pokazywałam Wam pokój mojego Michałka, wszyscy pytali „gdzie zabawki? gdzie klocki? gdzie samochodziki?” To wszystko właśnie upchnęłam pod skosem. Tam Maluchy mają swoje królestwo, swój plac zabaw. Tam budują jakieś przystanie, parkingi, szpitale, i udoskonalają się w swojej developerce.  Tam przesiadują najwięcej. Na podłodze, tuż obok Michałkowego spania, jego magicznego kącika, w którym może się schować, gdy chce odpocząć, gdy się obrazi, albo gdy bawimy się „znajdź mnie pod kołdrą!”  Ale jak się przesiaduje na podłodze, to jednak trzeba pomyśleć o zabezpieczeniu tyłków i nerek przed atakiem ziąbu, który ciągnie po podłodze, szczególnie jesienią i zimą. Długo się zastanawiałam co by się na tej podłodze sprawdziło. Chciałam, by było tam coś fajnego, co posłuży na dłużej, niż tylko na  okres kilku pierwszych lat życia. Nie bardzo kolorowego, by nie podbijało jeszcze bardziej pstrokacizny wszędobylskich zabawek. Trzy lata temu zakupiłam w Leroy Merlin dywan, który dzielnie mi służył, który lubiłam, ale wciąż miałam wrażenie, że jest mocno antydziecięcy. Widziałam go oczami wyobraźni w salonie, albo w pokoju jakiejś małej księżniczki, ale u moich chłopców jakoś tak mi się rozmywał w oczach. Myślałam też o dywanie sznurkowym, dość modnym ostatnio, ale  bałam się, że będzie się ślizgał po podłodze, jego powierzchnia jest dość nierówna, nie będzie się nadawał do budowania czegośtam z klocków duplo, i znów miałam wrażenie, że to dywan w typie dziewczyńskim. A ja potrzebowałam czegoś bardziej chłopięcego. I w końcu zdecydowałam się na dywan Kolibri Converse szary.

To jasna szarość z dodatkiem bieli. Biel mi zupełnie nie przeszkadza – poprzedni dywan też był częściowo biały. Czy się pobrudzi? Zapewne tak, wtedy go wypiorę. Ale mam nadzieję, że to nie nastąpi wkrótce. Dzieciaki nie jedzą na dywanie, nie uczymy ich chodzić z jedzeniem po całym domu, więc mam nadzieję, że nie uświnią gwiezdnego dywanu. Póki co, lubią na nim przesiadywać, jest miękki, dość puszysty, stał się idealnym miejscem bibliotecznym i bawialnianym.

Motyw gwiazd koresponduje z poduchami, które uszyłam dzieciom, skrzyneczkami na zabawki, i z innymi ozdobami w pokoju.

Pokażę Wam też fotkę dla porównania z poprzednim dywanem, który po praniu znalazł się w saloniku mojej Mamy :)

No i na koniec znów Gwiazdeczka :)  Szczerze polecam :) Dywan śliczny,  kontakt ze sklepem Stylowe dywany bez zarzutu, przesyłka dotarła szybciutko :)  A Wy? Jakie macie dywany u Maluchów?

 

Na poddaszu czyli w domu pod gwiazdami ***

Całe życie marzyłam o pokoiku na poddaszu. Marzyłam o tym, by niczym Anna Shirley, mieć swoje romantyczne miejsce, w którym bym zasypiała marząc i gapiąc się w gwiazdy. Marzyłam o lekko skośnych ścianach, łóżku z metalowym, zdobionym zagłówkiem, cudnej nocnej lampce, małym własnym sekretarzyku i stosie książek, które przeniosą mnie w baśniowe krainy. Dziś wiem jak mieszka się na poddaszu o wielu skosach – zimą bywa naprawdę zimno, a latem naprawdę gorąco. Nie mogę wstawić łóżka z zagłówkiem, bo gdybym chciała je przestawić, pod skosem mogłoby być ciężko. Półki na książki wiszą w różnych miejscach, czasem bardzo nisko, bo skosy ograniczają to i owo. Czasem się wkurzam na to poddasze, ale i tak je kocham i nie żałuję naszej decyzji o jego zakupie. Ma klimat, ma czar, ma swoisty urok. Jest romantycznie, nawet bez tego zagłówka przy łóżku. W ciągu dnia, gdy rzucę okiem przez okna widzę ptaki na dachach domów, kominy, z których leci dym, widzę  jak wiatr goni obłoki o różnych kształtach i kolorach. A wieczorem zasypiam patrząc w dachowe okna i obserwując gwiazdy.Takie są czary poddasza :) Lubię to mieszkanie pod gwiazdami.

W pokoju maluchów łóżka nie mają szansy stanąć pod oknem, więc stworzyłam im sama niebo pokryte gwiazdami. Tak, by mogli na nie patrzeć, liczyć, marzyć i cieszyć się tym, że niebo jest na wyciągnięcie ręki.  W sklepie Zuzu Design zamówiłam leciutkie gwiazdeczki, ręcznie malowane, które można przykleić do ściany – w naszym przypadku przyozdobiły skośny sufit tworząc swoistą konstelację – jak stwierdził mój Synek – tworzą konika morskiego (efekt totalnie niezamierzony) :)

Gwiazdki wybrałam w kolorze białym i miętowym. Od czasu, gdy byłam w ciąży z Mateuszkiem i zamówiłam u przyjaciółki pościel szaro-biało-miętową, to zestawienie kolorystyczne za mną chodzi i nawołuje. Myślę, że te gwiazdki pięknie ożywiły szarość tego małego pokoju. Oprócz gwiazdek nad łóżeczkiem Michałka zawiesiłam własnoręcznie zrobiony plakat – modlitwę do Anioła Stróża wydrukowanej na miętowym papierze, w ramce przyozdobionej anielskimi skrzydełkami. Myślę, że ściana nad dziecięcym łóżeczkiem to idealne miejsce na tego rodzaju ozdobę (oczywiście, jeśli jesteście wierzący).

Zuzu Design oprócz gwiazdek oferuje wiele innych ciekawych dekorów ściennych. Moją uwagę przykuła sowa, która byłaby niezłą koleżanką dla białej lampkowej sowy, którą już mamy w pokoju na komodzie. Ostatecznie zdecydowałam się jednak na gwiazdki. Wydają mi się tak wdzięczne, że nie mogłam się im oprzeć. A poza tym… w końcu mieszkamy pod samymi gwiazdami :)

dekor ścienny gwiazdki 14 szt. - Zuzu Design

kule cotton ball lights na baterie - Cottonovelove

lampka sowa – Pepco

Gwiazdy, kotki, wianki czyli o szyjątkach na poddaszu :)

Na naszym poddaszu bardzo tkaninowo się zrobiło od jakiegoś czasu. Tekstylia towarzyszą moim dzieciom w ich pokoju, nam w kuchni, w kącie jadalnianym, na kanapie. Panoszą się w domu poduchy, w szufladzie odpoczywają na zmianę obrusy, bieżniki, serwetki, co chwilę coś się tworzy, coś dla nas, dla kogoś, coś dostajemy, coś wysyłamy… Wszystko zaczęło się jakiś czas temu gdy moja przyjaciółka Ola, uszyła dla mojego Michasia kilka ptaszków i konika morskiego. Wisiały to tu, to tam, ozdabiając przestrzeń Michasia, aż w końcu znalazły się w łóżeczku nowonarodzonego Mateuszka i zadyndały nad samym łóżeczkiem. Słodkie szyjątka i ukochane niemowlę – to zestawienie powaliło mnie na kolana. W dodatku Ola uszyła dla Matusia piękną pościel w szare kropeczki i białe gwiazdki na miętowym tle, która sprawiła, że całkowicie zakochałam się w gwiazdeczkach, groszkach, kropeczkach i hendmejdach.

 

Od tego czasu piękne, ręcznie robione rzeczy towarzyszą chłopcom cały czas. Wraz z narodzinami Matusia, coraz więcej uroczych rzeczy zaczęło się pojawiać w moim domu. Zeszłej jesieni, tuż po narodzinach Maleństwa, sprawiłam sobie szary obrus w białe gwiazdeczki, który święcił tryumfy przez całą jesień, aż do Bożego Narodzenia. Wyglądał tak cudnie, że pokusiłam się jeszcze o małe serwetki w gwiazdki, poszewki, i nasze poddasze było nie tylko blisko gwiazd – było całe w gwiazdach :)

W grudniu obudziła się potrzeba stworzenia nowego nakrycia ponad 3,5 metrowego stołu. Na przyjęcie z okazji Chrztu świętego mama uszyła mi biały obrus w szare gwiazdki. Z zielonymi, białymi i srebrnymi dodatkami był strzałem w dziesiątkę, a na gościach cały stół zrobił ogromne wrażenie… Zresztą, kto nie pamięta – zapraszam tutaj.

Na Mikołajki, moi synowie dostali od cioci w prezencie kotki przytulaki. Pięknie skomponowały się z pościelą (którą przejął Michaś) oraz ręcznie robionymi poduszkami-przytulakami – chmurkami. Chmurki to też prezent – od cioci Oli i babci Gosi.

Po drodze wielkanocne wariacje obrusowe… zakochałam się w biało-szarych rombach, pastelowych błękitach, miętach i groszkach…

 

 

 

A potem przyszła kolej na wianki. Zobaczyłam je na jednym z blogów i nie mogłam nie pokusić się o stworzenie takowych. Kasia pokazała swoją pasję i mnie nią zaraziła, a naszym poddaszem zawładnęły wianuszki. Wprawdzie pojawiały się już wcześniej zimowe, robione z szyszek, ale tym razem hitem okazały się tkaniny. Na drzwiach do Michasiowego pokoju zawisł piękny wielkanocny wianuszek – złożony z tyyyylu elementów, a mimo to bez wrażenia „nadziubdziania”

Posypało się też kilka zamówień na kotki cioci, więc kilka dodatkowych zawitało w naszym domu.

Na łóżeczku Matusia powiesiłam kwiatuszka, którego zrobiłam jednego wieczoru „na próbę”, a zaraz potem mama małej Jagódki poprosiła mnie o takowego na łóżeczko swojej córeczki. Powstał zatem różowo-turkusowy i razem z różowym kotkiem znalazł nowy dom w Jagodowym królestwie :)

 

 

 

 

 

 

 

 A u Michasia kolejny wianek – po Wielkanocy przyszedł czas na coś odrobinę mniej „jajecznego” :)

A chwilę potem kolejne zamówienie. Spod mojej ręki wyszedł wianuszek dla małej Zosi. Z cudnym drewnianym motylkiem ozdobionym koronką  i z materiałowymi kwiatuszkami.

No i gwiazdy… od roku ten motyw jest na topie. Zresztą, jak już mówiłam, do gwiazd z poddasza jest naprawdę blisko ;) Podobne poduchy są w sklepach internetowych w cenach dla mnie zaporowych, tak więc pokusiłam się o własnoręczne ich zrobienie i tak miętowe i szare gwiazdy zamieszkały z nami, a raz nawet poszły z nami na piknik!

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli podobają się Wam któreś z moich szyjątek, napiszcie na mamawszpilkach@wp.pl Znajdziecie też nowości na moim profilu facebookowym i tam też możecie do mnie napisać. Zapraszam do podglądania :)

Pokoik mojego trzylatka część I czyli jak to jest zimą na poddaszu :)

Troszkę mnie nie było tutaj ostatnio. Tych, którzy zaglądają regularnie, przepraszam za milczenie, ale spowodowane to było naszymi chorobami. Najpierw Michał, potem ja poległam w walce z anginą i ostrym zapaleniem zatok, a na końcu Mateuszek załapał jakiegoś okropnego wirusa i o mały włos nie znaleźliśmy się w szpitalu. Mam nadzieję, że taki początek stycznia nie zapowiada źle całego roku 2015 i czeka nas trochę miłych niespodzianek :)

Dzisiejszy wpis traktuje o pokoju mojego trzyletniego synka, Michałka. Wiele osób pytało mnie o jego pokój, o zdjęcia z jego „królestwa”. Ja jednak z tego pokoju nigdy zadowolona nie byłam, nie miałam na niego pomysłu, nie wiedziałam tak naprawdę co być w nim powinno, żeby było tak jak chcę. Hmmm, tak naprawdę ten pokój spełniłby moje oczekiwania gdyby był „normalny” czytaj: gdyby miał choć centymetr prostego sufitu. Ale nie ma. Jako że mieszkamy na poddaszu, Michałkowy pokój jest zupełnie „pod skosem”, i to pod bardzo ostrym skosem. Po podłodze jego powierzchnia wynosi ok. 16 m2, więc mały raczej nie jest. Jednak powierzchni użytkowej, czyli takiej gdzie ściany mają co najmniej 2,20 m, jest pomiędzy 2 a 3 m2, więc naprawdę malutko.  W najniższym punkcie pokoju ściana osiąga wysokość 30 cm. Niełatwo jest urządzić taką przestrzeń, ale  jak się nie ma co się lubi, to… Tak więc zawzięłam się i powolutku ten pokój rzeźbiłam. Rzeźbię nadal, bo jest jeszcze kilka rzeczy, które chciałabym zmienić, ale stan pokoju na chwilę obecną bardzo mnie zadowala i spełnia moje oczekiwania, i oczekiwania mojego synka. Oczekiwania niewygórowane – w końcu to niskie poddasze ;) Gdy sfotografowałam pokoik Michasia i pokazałam mężowi zdjęcia, zaczął się śmiać, że wygląda na to, że Michał niczym Harry Potter śpi w jakiejś komórce pod schodami. Zaręczam jednak, że nie zamykam go na klucz, jest mu troszkę widniej, i sam właściciel pomieszczenia czuje się w nim lepiej niż Harry w komórce Dursleyów :)

Wpis o pokoju podzieliłam na dwie części. Dziś pokażę Wam część I – tą „wyższą”część pokoju, czyli przestrzeń, w której się poruszamy (tu istnieje małe prawdopodobieństwo, że uderzymy się w głowę), i w której Michał śpi. To taki „aneks sypialniany”. Chciałam, by w tej części pokoju kolory były stonowane, żeby można było w niej wypocząć. Jako że mamy zimę, niedawno były Święta, pokój mojego synka jest utrzymany odrobinkę w zimowym klimacie.  Zapraszam do środka :)

Skoro część sypialniana, to koniecznie z łóżeczkiem. Łóżko Michałek ostatniej jesieni wybrał sam w Ikea – to model MYGGA, kolor szarobrązowy. Liczyłam, że gdy sam je wybierze, sam skręci (z niewielką pomocą ukochanego taty), będzie za wszelką cenę chciał w nim spać. Cóż, pomyliłam się połowicznie. Uwielbia w nim zasypiać, cieszy się, że jest jego, pokazuje gościom, ale nad ranem budzi się w nim pragnienie większej przestrzeni, która osiągalna jest tylko w łóżku rodziców. No cóż, może kiedyś pokocha je na tyle, by spędzić w nim caluteńką noc :) Póki co, nocna wędrówka jest zawsze z bagażami – zanim Michaś do nas przyjdzie, bierze pod pachę z łóżka wszystko to, co najcenniejsze czyli poduszkę-chmurkę i kotka przytulankę.

Beżowa chmurka mieszka u nas najdłużej –  Michałek dostał ją od cioci Oli w prezencie gdy miał pół roczku, szarą moja mama uszyła dla Mateuszka przed jego urodzeniem. Przytulankowe kotki chłopców to tegoroczny prezent Mikołajkowy od cioci Jasi. Poduszki w gwiazdki zostały uszyte na zamówienie, a miętowo-szarą pościel pokazywałam już jakieś pół roku temu. Wyszła spod ręki mojej przyjaciółki i była prezentem dla Mateuszka. Póki co, korzysta z niej Michałek, ale to się pewnie niedługo znów zmieni :)

Akcentem świątecznym w pokoju Michałka są łupy z tegorocznych wyprzedaży: Mikołajowa skarpeta – kupiłam ją za kilka złotych i drewniany konik na biegunach, który również wpasowuje się w zimowy klimat.

W pokoju mojego synka dość sporo jest gwiazdek. Pojawiają się na pościeli, poduchach, na ścianie i w kilku innych miejscach. Na białej półce widać gwiazdkowe pudełko DIY. Wielka puszka została obklejona materiałem w gwiazdeczki i jest wyjątkowym miejscem, w którym trzymam co ciekawsze skarby związane z moimi chłopcami.

Półki tej długo nie było w pokoju Michałka. Wisiała wcześniej w salonie nad tv i mieściła różne sprzęty związane z odtwarzaniem filmów i płyt audio. Jednak kiedy zrezygnowaliśmy z mężem z posiadania telewizora w pokoju dziennym, postanowiliśmy przenieść ją do pokoju Michasia. Wisi dość wysoko i rzeczy na niej są niedostępne dla mojego synka. Książeczki, które Michaś wyciąga, przegląda, wybiera sobie do poczytania znajdują się w drugiej części pokoju i tam są w zasięgu jego ręki. Na tej półce trzymam raczej pamiątki i książki, które czekają na swojego nowego właściciela, aż jego gust czytelniczy nieco się jeszcze rozwinie :) O umiejętności czytania nie wspomnę ;)

Po przeciwnej stronie łóżka znajduje się biała komoda z ubraniami Michasia, a na niej drewniane pojemniki w gwiazdki. W białym trzymam małe książeczki, a szary to łóżeczko Misia. Michał wpakował do środka „kocyk” i tam Misiu „śpi”.

Na komodzie ciąg dalszy zimowego klimatu. Koło białej lampki stoi figurka dziewczynki ubranej w zimowy kubraczek i zimową czapę, a tuż obok kula, w której zamknięte są dwa niedźwiedzie polarne. Uwielbiam tą kulę. Gdy patrzę na wirujący w środku śnieg, mam przed oczami magiczny czas Bożego Narodzenia. Poza tym, niedźwiedzie z tej kuli kojarzą mi się z Iorkiem Byrnison, a dziewczynka to taka jakby Lyra Belacqua, lub może Łucja z Narnii… Mam po cichu nadzieję, że nasi synowie, tak jak i my, pokochają fantastykę, zarówno jeśli chodzi o książki, jak i o filmy :)

 

Oświetlenie w pokoju Michałka to głównie lampy sufitowe, światełka LED na baterie i Cotton Ball Lights. Starałam się urządzić pokój Michałka w taki sposób, by nie wydać na niego za dużo pieniędzy i wiele ozdób i gadżetów to rzeczy z przecen, robione ręcznie bądź z tzw. drugiej ręki. Wyjątkiem są ball lights. Nie są tanie, ale od bardzo dawna o nich marzyłam i widziałam je oczami wyobraźni w pokoju mojego malca. Wybrałam kolory white, shell i stone, czyli inspiracja by Green Canoe. Wahałam się mocno między tym zestawem, a stworzonym by Pretty Pleasure. Zostałam jednak tylko przy trzech kolorach. Nie wybrałam bardziej kolorowych kul, ponieważ zdarza mi się podkradać je i przemycać na jakiś czas do innych pomieszczeń, np. do salonu. Może kiedyś zakupię kolejny zestaw ;) Na chwilę obecną kule są u mojego synka, dają ciepłe i piękne światło tworząc wyjątkowo magiczny i niepowtarzalny klimat. Przy takim nastrojowym świetle każda czytana na dobranoc bajka jest przygodą, na którą czeka się cały dzień.

Myślę, że pokój mojego synka na pewno się jeszcze zmieni nie raz. Zresztą, będzie czekała nas prawdziwa rewolucja, gdy chłopcy zamieszkają razem. Już obmyślam jak to zrobić, by było i ładnie i funkcjonalnie, i żeby każdy z nich miał swoją przestrzeń. A póki co, pozdrawiam z zimowej sypialenki Michasia :) Mam nadzieję, że czuliście się tu dobrze :)

Kasia

My boy lives here! czyli INSPIRACJE pokoiku dla chłopca :)

Dziś trochę odtwórczo: postanowiłam nieco pozmieniać/pomeblować/poczarować w pokoju Michasia, więc szukam inspiracji, a internet aż kipi od świetnych pomysłów i niecodziennych rozwiązań. Uwielbiam podpatrywać różne ciekawostki, które potem może wykorzystam przy urządzaniu tego i owego. A czy jest coś cudowniejszego od urządzania pokoiku lub choćby kącika swojemu maleństwu? Już będąc w ciąży cały czas myślałam o zmianie koloru w pokoju, kolorze łóżeczka, mebelkach, maskotkach, ozdobach, temacie przewodnim, ach, ach ile tego jest!  A ponieważ wiedziałam, że urodzę syna, szukałam ( i co tu ukrywać: dalej szukam) męskiego typu w romantycznym wydaniu :) No to zaczynamy: odsłona pierwsza fajnych pomyślunków, którymi się zauroczyłam:

Gdybym urządzała pokój dziewczynce, to pewnie rozważałabym księżniczki, zaczarowane ogrody, wróżki itp., a co wziąć pod uwagę urządzając pokój chłopca? Pomysł nr 1: Styl marynarski czyli połączenie bieli, niebieskiego, motywów żeglarskich. Kojarzy się z podróżami, wakacjami, przygodami, odkrywaniem świata… aż chce się być nad morzem i słyszeć mewy, prawda?

A poniżej przykłady sypialni takich marynarzy ze strony www.podobasie.blox.pl (nawiasem mówiąc super stronka) :)

 

No i jeszcze trochę granatowego z bielą:

Swoją drogą – cudny ten fotel, prawda? Ja uwielbiam siadać w swoim bujaku z Michałkiem przytulającym się do mnie. Za każdym razem dochodzę wtedy do wniosku, że wygodny,  głęboki fotel jest niezastąpiony, by w nim wypocząć i się zrelaksować. Przeglądając różne zdjęcia zauroczyłam się jeszcze kilkoma takimi siedziskami, na przykład tym w kropeczki:

Albo tym:

Rewelacyjne te kropki, przynajmniej dla mnie :) Ale kratką też nie gardzę :) Szczególnie gdy pojawia się znów w fajnej kolorystyce – takiej chłopięcej: biało-granatowej:

O, a tu zobaczcie, jakie fajne rozwiązanie lampy sufitowej: róża wiatrów! Tu na pewno mieszka mały podróżnik, a sądzą po czerwonej poduszce z motywami morskimi, pewnie jakiś żeglarz :)

 A jeśli nie żeglarz, to może pirat? Bo to może być kolejny pomysł: styl piracki! Cóż, Jack Sparrow chyba nie wyjdzie szybko z mody :)

To już jest wprawdzie pokój starszego dziecka, ale trzeba przyznać, że w takim otoczeniu przygody są na wyciągnięcie ręki :) Motyw piracki także poniżej – subtelny, ale jednak jest wyraźny akcent męskiego charakteru :)

A na koniec styl motoryzacyjny :) – w baaardzo łagodnym i romantycznym wydaniu:

Tu akurat zupełnie inna kolorystyka: biel w połączeniu z przybrudzonym żółtym. Ja nie przepadam za tego rodzaju zielenią/żółcią, ale samo auto na ścianie wygląda sympatycznie. Widzicie ten sam motyw na dywanie i na poduszce? Ładne, choć trochę monotonne. Pokój dziecka powinien być chyba bardziej wyrazisty. Przynajmniej dla mnie.

Jak Wam się podobają chłopięce inspiracje?

Postaram się wrzucić niedługo coś z inspiracji dla dziewczynek i może sypialnie naszych chłopaków, albo jakąś garść kolejnych pomysłów :)