Gdybym teraz urodziła dziecko, to na pewno…

Z góry uprzedzam, że to, co piszemy poniżej, jest bardzo subiektywne, ale myślimy, że naprawdę warte wzięcia pod uwagę. Jeśli szykujesz się do narodzin malucha, do pobytu w szpitalu, rozważ to i owo tak, aby nie popełniać tych samych błędów, co my i inne mamy. Gdy ktoś mnie pyta co bym teraz zrobiła inaczej, to bez wahania mogę kilka rzeczy wymienić. Oto i one:

1. Nie pozwoliłabym podczas pobytu w szpitalu na kąpiel noworodka. W niektórych szpitalach np. we Wrocławiu na ul. Borowskiej niemowlęta nie są myte, a w każdym pokoju znajduje się wanna – mama, która czuje potrzebę umycia maluszka, może go sama umyć. W szpitalu na Kamieńskiego dzieci są myte przez personel. Panie przychodzą do każdego pokoju, każą rozebrać dziecko myją w czymś na kształt zlewu i oddają mamie do osuszenia i ubrania. Panie myją dzieci w bardzo sprawny sposób, ale również zupełnie inaczej niż ja zrobiłabym to w domu. Pomieszczenie nie jest nagrzewane, niemowlę jest opłukiwane pod prysznicem, przerażone, roztrzęsione i jest mu zimno. Kąpiel w domu jest zupełnie inna i myślę, że jeśli nie ma wyraźnej potrzeby, można zrezygnować z mycia w szpitalu. Michał po przybyciu do domu miał zapalenie ucha – nie wykluczam, że właśnie przez takie szpitalne kąpiele.

2. Nie słuchałabym bezkrytycznie każdego. Byłam w dwóch różnych szpitalach, słuchałam różnych rad i mimo, że wszystkie położne studiowały ten sam kierunek, każda będzie miała inne zdanie. Jedne krzyczą na biustonosze z fiszbinami, inne same przyznają, że same nosiły tylko usztywniane staniki. Niektóre doradzają nakarmić butlą, jeśli nie radzimy sobie z karmieniem piersią, a jeszcze inne szerzą terror laktacyjny.  Jeśli nie radzisz sobie z karmieniem piersią, a maluch płacze, ty jesteś w rozsypce: nakarm butlą i zaśnij z nim. Jak się obudzicie, próbuj go przystawić ponownie. Nie panikuj, jeśli nie ma nikogo, kto mógłby ci pomóc. Personel oddziałów położniczych jest zawsze mało skory do pomocy (choć zdarzają się wyjątki), a Ty słuchaj zawsze siebie i swojej intuicji. Pamiętaj, że to Ty jesteś mamą i zawsze Ty będziesz wiedziała, co dla dziecka będzie najlepsze.

3. Wiedziałabym jakim mlekiem nakarmić noworodka. Jeśli nie radziłabym sobie z karmieniem piersią, ściągnęłabym pokarm i podała z butli, no i nieustannie próbowałabym przystawiać dziecko. Są jednak takie sytuacje, gdy podajemy mleko sztuczne. Podejdź do dyżurki położnych i poproś o butelkę mleka: jeśli Ty, albo ojciec dziecka cierpicie na alergię, wybierz mleko HA. Jeśli masz okazję wybrać, nie wybieraj Bebilonu pepti – to mleko czasem jest podawane każdemu dziecku, a jego podawanie powinno być uzgodnione wcześniej z alergologiem.

4. Wiedziałabym, że mleko przed podaniem trzeba podgrzać. Gdy po raz pierwszy podawałam sztuczne mleko dziecku i zapytałam położną o podgrzewanie, usłyszałam „może mieć temperaturę pokojową!” Dziś mogłabym jej odpowiedzieć „guzik prawda!” Kto z nas je zimną zupę? Noworodek karmiony piersią otrzymuje pokarm o temperaturze ok. 37 stopni, więc i pokarm butelkowy powinien być równie ciepły. Jednak w szpitalach nie ma podgrzewaczy, i nikomu nie chce się młodej mamie tłumaczyć, że nie ma gdzie podgrzewać. Tak więc, weź ze sobą do szpitala dwa kubki – jeden na swoje napoje i drugi, w który nalejesz wrzątku i podgrzejesz butelkę.

5. Nie zapomniałabym , że trzeba dziecku zakładać czapkę. Wydawało mi się, że w pokoju, w którym spałam było ciepło i Michał  spał otulony w rożek i w kocyk, ale czapki-smerfetki nie miał. Jedynie po kąpieli, ale w ciągu dnia był dzieckiem bezczapkowym.  Może stąd to zapalenie ucha? Cóż, drugie dziecko miało by czapkę obowiązkowo.

6. Wiedziałabym co zrobić gdy dziecko się zapowietrza. Czasem zdarza się, że noworodki płaczą tak mocno, że się zapowietrzają: maluch nabiera powietrza, aby krzyczeć i płakać, ale zatrzymuje je w sobie, usta robią się sine i szkrab nie oddycha. Takie zapowietrzanie się jest niebezpieczne, ale zdarza się bardzo często. Pamiętam, że byłam przerażona pierwszym zapowietrzeniem i zupełnie nie wiedziałam co zrobić. Nie panikuj wtedy, nie podrzucaj noworodka, ale delikatnie dmuchnij mu w usta. Dziecko powinno od razu odetchnąć i, oczywiście, tak jak zamierzało – rozpłakać się.

7. Gdyby żółtaczka postępowała, podkarmiłabym malucha sztucznym mlekiem. Usłyszałam kiedyś rozmowę pani doktor w szpitalu z pacjentką na temat jej dziecka „Karmi pani sztucznie? Aha, no tak, przy mleku modyfikowanym łatwiej jest dzieciom wyjść z żółtaczki.” No a Michał? Żółtaczka się pogłębiała. Zdecydowałam, że nakarmię go sztucznym pokarmem i od razu następnego dnia było lepiej. Mając do wyboru: naświetlania czy butla, wybrałam butlę. I zrobiłabym tak znowu.

8. Wypożyczyłabym laktator elektryczny. Są punkty, w których można takowy pożyczyć (jeśli nie stać nas  na jego zakup). Przydaje się, pomaga, choć zapewne nie wszystkim. Jeśli nie wiesz czy Ci się przyda, zorientuj się skąd go w razie ewentualnej potrzeby możesz wziąć.

 

To na razie tyle z rzeczy, które przyszły mi do głowy. Dopiszę, jeśli przypomni mi się coś jeszcze. A może ktoś ma sam coś cennego do dodania? Ważnych informacji nigdy nie jest a wiele.