Jak zrobić dzieciom ekspresowe przyjęcie urodzinowe?

Dni mijają mi zdecydowanie za szybko – mam wrażenie, że pędzą. Minuty umykają mi w mgnieniu oka, mnożą się rzeczy do zrobienia, dzieci rosną jak na drożdżach. Dopiero co szykowałam się na wakacje, a już zdążyłam z nich wrócić. A i dzień powrotu był wyjątkowy, bo był to dzień urodzin mojego młodszego Synka. Mati skończył 2 latka. Nie wiem kiedy, nie wiem jak, nie wiem gdzie mi ten czas umknął, ale jakoś tak się stało, że ani się nie obejrzałam i jest ze mnie matka dwulatka.

Jak urodziny to i przyjęcie urodzinowe musiało być, ale bez gości, bez wielkich przygotowań – wszak wróciliśmy z wakacji rano – z walizkami, zmęczeni, ze stertą rzeczy do prania: nie było kiedy i nie było jak zapraszać gości. Więc urodzinki były tylko dla naszej czwórki. Przygotowaliśmy je razem z moim 4,5-letnim Michałkiem gdy tata i Mateusz mieli drzemkę. Tak więc czasu było niewiele, ale się udało. Sami popatrzcie :)

Podpowiem Wam jak zrobić takie przyjęcie, bo nic tu skomplikowanego nie ma, a dla oczu cudny widok i urodzinki jak z bajki. Poza tym dzisiejsza propozycja nakrycia urodzinowego jest skierowana głównie do dzieci – ładnie się prezentuje taki udekorowany stoliczek dla Maluchów.

A więc:

1. ZASTAWA: Szybko wyciągnęłam z szafki papierowe talerzyki i papierowe kubeczki. Zestaw w groszki pochodzi z Pepco i kupiłam go już jakiś czas temu. Kosztował grosze, a jakości nie ustępuje innym papierowym talerzykom ze sklepów internetowych. Do tego kolorowe papierowe słomki w paseczki. Moje pochodzą z Empiku (stara kolekcja), ale można takie dostać też na Allegro.

2. SERWETKI I SZTUĆCE  – kolorowe serwetki (wzór w miętowy chevron) kupiłam w Kiku na początku lata, a plastikowe łyżeczki na początku wiosny (również Kik). Przy dzieciach warto mieć w domu zawsze kolorowe serwetki czy kolorowe elementy zastawy. Można je wykorzystać do dziecięcych nakryć. Do pokrojenia „torta” wykorzystałam dwa plastikowe nożyki, które akurat miałam w szufladzie.

3. TORT -heheh tu się nie popisałam :) Nie miałam ani minuty czasu na pieczenie – kupiłam w Carrefour babkę kakaową, białą polewę i kolorową posypkę. Przy okazji udało mi się przygnieść w torbie ciasto innymi rzeczami, stąd też jego bardzo nieforemny, płaski wygląd :) Polewę nałożył Michał, on też posypał „torta” kolorowymi kuleczkami. Ja z kolorowego papieru wycięłam malutką girlandę i za pomocą dwóch wykałaczek umieściłam ją na babce. Na zdjęciach nie ma świeczek, ale pojawiły się później. Bo jak to tort bez świeczek :)

W sklepie kupiłam też herbatę Nestea w wielkiej butli i przelałam ją do mniejszej retro butelki z kapslem. Kupiłam ją za kilka złotych w Kik. Jest plastikowa i naprawdę ładnie się prezentuje, a kapsel jest tak naprawdę nakrętką.

Oprócz „torta” na stole zanalazły się białe pianki marshmallow. Rozłożyłam je w papilotkach do babeczek (Pepco) – niebieskich i turkusowych. Ustawiłam je na metalowej nietłukącej się miętowej paterze (Netto). Podobny pomysł papilotek z cukierkami na paterze znalazłam TU.

Kolejną ozdobą jest lampeczka w kształcie loda od Cottonove Love. To właściwie lampka Michałka, ale pożyczyłam ją do dekoracji stołu Mateuszka na chwilkę. Uwielbiam ją, jest jedną z moich ulubionych ozdób w pokoju Maluchów. Jeśli szukacie takich cukiereczków – podobne znajdziecie TU

Obok lodowej lampeczki na stole postawiłam podstawę świecznika w kolorze miętowym. Świecznik jest dość lekki, zrobiony z metalu, nie ma więc szans, by się potłukł – może więc stać w zasięgu małych rączek. Na samej górze zamiast świecy, umieściłam zwiniętą gałązkę kwiatków, w której ustawiłam karteczkę z cyfrą 2. Karteczkę wycięłam z papieru kolorowego – chciałam na niej napisać życzenia, ale Michałek wymyślił, że będzie tam 2, więc jest 2. Kwiaty, jak zapewne zauważyliście, są sztuczne, bo nie miałam akurat w domu żywych i nie miałam czasu biec po jakieś do sklepu, a te akurat miałam w szufladzie pod ręką.

Kolejną ozdobą, którą uwielbiam przeokrutnie są pompony od Pomponove. Są prześlicznie wykonane i są niezastąpionymi dekoracjami – nie tylko pokoju dziecięcego, ale też przestrzeni, w której akurat świętujemy. Na urodziny jak znalazł. Ukradłam je z pokoju chłopaków i szybko przywiązałam do stoliczka, na którym położyłam prezenty i balony. Prezenty miałam zapakowane wcześniej, więc tylko je ułożyłam na stoliczku. Balony nadmuchaliśmy z Michałem w liczbie czterech. Po jednym dla każdego :)

Przy okrągłym stoliczku znalazła też miejsce piękna pufa od RomAnntica – pracownia rękodzieła. Uwielbiam ją i często kradnę ją do salonu :)

 Tak oto uwinęłam się w drzemkę Jubilata. Udało mi się rozłożyć wszystko, przygotować coś miłego i cyknąć kilka fotek. Gdy odłożyłam już aparat, pobiegłam po świeczki, zapaliliśmy, zaśpiewaliśmy sto lat i przystąpiliśmy do konsumpcji we czworo.

Wkrótce powtórka z urodzin dla szerszego grona. Wtedy już nie zgniotę ciasta i poświęcę na to więcej czasu niż półtorej godziny :) To już wkrótce :)

Bajkowe przyjęcie urodzinowe!

Jakiś czas temu pokazywałam Wam jak obchodziliśmy ROCZEK naszego młodszego Synka. Było naprawdę bajecznie – kolorowo, pastelowo, dzidziusiowo :) Przyłożyłam się do tych urodzin porządnie i było cudnie. Michaś przez okrąglutki miesiąc pytał mnie kiedy będą jego urodziny, no kiedy, kiedy, kiedy… No i odbyły się tuż po Nowym Roku.

Przyjęcie musiało być podobne troszkę do przyjęcia brata sprzed kilku miesięcy, bo – kto ma więcej dzieci niż jedno, ten wie – jak ma jedno, to i drugie mieć musi. Chciałam jednak, żeby było w pewien sposób wyjątkowe, żeby kojarzyło się z czymś magicznym, bajkowym. Niedługo się zastanawiałam, bo z pomocą przyszła mi jedna z ulubionych książeczek Michałka, którą podarowałam mu na Mikołajki – Dziadek do Orzechów.

Znacie tą historię? O dzielnym Dziadku do orzechów, złych myszach, kochanej Klarze i krainie słodkości? Może widzieliście kiedyś film? Ja dawno temu go oglądałam i zauroczył mnie bardzo. Uwielbiam takie nierealne, bajkowe klimaty. Lubię przenosić się w cudowne krainy na niby, gdzie czas płynie inaczej, a wszystko dookoła jest rajem dla zmysłów. Taką opowieścią, która sprawia, że od razu uruchamiam wyobraźnię, jest właśnie Dziadek do Orzechów. Akcja rozgrywa się w pięknie przystrojonym świątecznie domu, przy cudnej choince, a potem w kraju słodkości. Któż z Was nie chciałby się przenieść do takiej bajki? Tam, gdzie są torty i ciasta, ciasteczka i piernikowe choinki, cukrowe Mikołajkowe laski, cake popsy, czekolada i owoce… Gdzie płyną marcepanowe rzeki, a puszysta bita śmietana tworzy kopuły zamkowe… No i w tle Magia Świąt Bożego Narodzenia z całym swoim nieprzeciętnym urokiem. W tym roku postanowiłam, że choć w małym stopniu zabiorę Michałka do tej Krainy. Właśnie w jego urodziny.

Nie zdążyłam niestety zrobić porządnych zdjęć, gdy stół był dopięty na ostatni guzik. Poniżej w przelocie cyknęłam kilka zdjęć, gdy brakowało jeszcze sztućców i serwetek, ale mam nadzieję, że mimo tego, poniższe zdjęcia dadzą Wam ogólne wrażenie tej urodzinowej bajki. A ja spróbuję Wam podpowiedzieć jak taką bajkę stworzyć :)

Jak widzicie, znów postawiłam na pastelowe bieżniki – miało być dziecięco i radośnie, i tak właśnie było. Do tego w centralnej części stołu zmarszczyłam cukierkowo różowy obrus w makaroniki. Do złudzenia przypomina ilustrację z książeczki Michałka –  różowa rzeka i makaronikowe wyspy.

 Pozostałam też w świątecznym klimacie -piękna choinka zdobiła salon, a proporczyki w gwiazdeczki dyndały nam nad głowami. Fakt – nie były kolorowe, ale stół nadrabiał braki kolorów, a chorągiewki pięknie się komponowały z naszym salonem i zimową aurą :)

 Do tego wianuszek z szyszeczk, tuż obok urodzinowych cake pops. Takie zimowe urodziny :)

Piernikowe choinki od A do Z ozdabiane przez Jubilata i babka marmurkowa z tego przepisu. O pieczeniu ciasteczek możesz przeczytać TU

Ponadto jak to na urodzinach – buteleczki z soczkami i kolorowymi słomkami, świąteczne ciasto marchewkowe i kolorowa ceramika.

Dzień później z urodzinową wizytą wpadli do nas sąsiedzi. Stół już złożony, mniejszy, ale wciąż w klimacie :) Tkanina w makaroniki, cudowne cake pops (stąd), ciasteczka i pastele…

Synku, spełniaj marzenia, żegluj na falach wyobraźni, i uwierz w to, że niemożliwe nie istnieje. Wszystkiego najlepszego z okazji czwartych urodzin :*

Roczek! Czyli mój przepis na pierwsze urodzinowe przyjęcie Maluszka!

I minął. Rok odkąd po raz drugi zostałam mamą. Rok odkąd nasz drugi Synek pojawił się na świecie. Rok, odkąd moje marzenie o drugim dziecku się spełniło w każdym calu. Przyszło na świat to nasze marzenie zdrowe i piękne i daje nam każdego dnia niewyobrażalną dawkę szczęścia. Chodzi, trupta – zawsze gdy wracam do domu z zakupów czy z zajęć przybiega wspina się na ręce koślawo, a gdy już go mam blisko siebie, przytula się. Uwielbiam to wtulanie się we mnie, te śmiechy, gdy łaskoczę go po brzuszku, te stópki, które tak śmiesznie się zawijają, gdy je pogilgoczę. Uwielbiam go całego, od czubka głowy po paluszki u nóżek. Kocham tak mocno, jakbym w jakiś dziwny i irracjonalny sposób odkrywała macierzyństwo na nowo. A gdy minął rok tego błogiego niewytłumaczalnego stanu miłości absolutnej, trzeba było to uczcić :) Chciałam, żeby pierwsze urodziny mojego Synka były naprawdę wyjątkowe – pastelowe, słodkie i cudne jak na niemowlaczka (jeszcze!) przystało. Chciałam, by to przyjęcie zapadło nam w pamięci jako uroczy kinderbal dla najsłodszego Krasnoludka na świecie. Zresztą każda mama, która już obchodziła Roczek swojej pociechy, wie jak ważne jest to święto dla Malucha i jego rodziców, jak bardzo chcemy, by tego dnia było wyjątkowo i cudnie. Zatem podzielę się z Wami moim pomysłem na Roczek – gotowi?

Postawiłam w tym roku na typowo chłopięce barwy – poczynając od zieleni, przez miętę, błękit aż po turkus. Salon ozdobiłam girlandami – proporczyki wycięłam sama z papieru do pakowania prezentów i przyczepiłam szpilkami do satynowej blado miętowej  wstążki. Z sześcioramiennego żyrandola zwisały dwa papierowe lampiony w kolorach nawiązujących do proporczyków. Na oknie powiesiłam też dwa ogromne kotyliony  zrobione z bibuły.

Wyjątkową ozdobą była girlanda ukazująca jak szybko minął ten czas od narodzin naszego Maluszka – Mateuszkowy Roczek został zobrazowany za pomocą zdjęć zawieszonych kolorowymi spinaczami na tasiemce zaczepionej o zegar. To była naprawdę cudowna dekoracja, która mnie niezwykle chwytała za serce. Zresztą nie tylko mnie :)

Stół został utrzymany w pastelowej błękitno-miętowo-białej tonacji. Na moim ponad 3,5 metrowym stole rozłożyłam cztery miętowe bieżniki, które sprawiły, że stół wyglądał bardzo lekko. Zastawa – oczywiście biała. Talerze deserowe, głębokie i obiadowe poszły w ruch :) A na samym środku tort od Bajkowe torty.

Ktoś może mi zarzucić, że to tort pokryty megasłodką mdlącą masą cukrową, ale ja jestem bardzo zadowolona ze swojego wyboru :) Nie piekłam go sama, bo miałam jakąś czarną wizję, że nie wyjdzie mi supersmaczne cudo na 20 osób. Eliza, która tworzy torty robi to z taką pasją i jest taką czarodziejką, że bez wahania poprosiłam ją o Mateuszkowy tort. Błękitny cud był na białym biszkopcie przekładany bitą śmietaną z owocami. W środku niezwykle lekki i pyszny. Naprawdę niezwykły, jeden z lepszych jakie kiedykolwiek jadłam.

Oprócz torta, przygotowałam dla gości kilka innych słodkości, które tym razem wyszły spod mojej ręki, a nawet spod Michasiowej, bo ciasteczka robiliśmy wspólnie. Nie jestem boginią kulinarną – lubię przygotowywać desery, eksperymentować, ale bardzo cenię i korzystam z przepisów kobiet, które boginiami kulinarnymi są. Na przyjęcie urodzinowe proponuję Wam kilka ciast, które naprawdę lubię, i które znalazły się na naszym stole zeszłej soboty:

Kruche ciasto z kremem z mascarpone i frużeliny wiśniowej, pokryte wiśniami i pokruszonymi bezami.

Babeczki motylki

Ciasteczka maślane z pastelowymi lukrami (u mnie w kształtach różnych zwierzątek, gwiazdek oraz kwiatków)

oraz Sernik Oreo i Tort śmietnakowo-jeżynowy, których niestety nie zdążyłam sfotografować.

Do popicia oczywiście soki – kto widział kinderbal bez soczków? Podane w uroczych szklanych  buteleczkach ozdobionych kolorową taśmą z nadrukiem owoców. Buteleczek trochę mi się nabierało przez ten Mateuszkowy rok ;) Wystarczyło je ładnie ozdobić, wyeksponować na tacy, dodać papierowe słomki i cieszyć się smakiem soków :) Cudnie wygląda taka buteleczkowa armia, prawda? :)

Każde dziecko, które zjawiło się u nas na przyjęciu dostało również mały upominek. Z papieru do prezentów i z tej samej taśmy, którą widać na buteleczkach, zrobiłam zamykane torebki prezentowe, a w nich drobiazg, który wywołał uśmiech na buzi Malucha.

No i oczywiście, na sam koniec – otwieranie prezentów :) Dziękuję za wszystkie życzenia, dobre myśli i słowa. To był wyjątkowy dzień i ogromnie się cieszę, że o nas pamiętaliście :)

To jeszcze nie koniec – wkrótce pokażę Wam co podarowałam mojemu Synkowi z okazji jego pierwszych urodzin, ale to innym razem :)

Ściskam!

Kasia.

Roczek Michasia

Jejku kiedy on będzie trzymał główkę? Kiedy się w końcu obróci na brzuch? A kiedy będzie pełzał? A kiedy pojawią się pierwsze ząbki? A kiedy zacznie raczkować? Ani się nie obejrzałam, a on już to wszystko robi, a rok minął tak szybko, że aż sama jestem zdziwiona tym upływem czasu. Na dzień przed roczkiem Michaś zaczął chodzić, a w dzień swoich urodzin pokazał gościom jak maszeruje wte i wewte.

A skoro i roczek, to i obowiązkowo pierwsze urodzinowe przyjęcie! Postanowiliśmy je zorganizować w domu, gdzie Michał zna wszystkie kąty, może się na chwilę zdrzemnąć we własnym łóżeczku, a my możemy ugościć rodzinę w swoich czterech kątach (co rzadko się zdarza, bo niektórzy mieszkają dość daleko). Poza tym, muszę przyznać, że uwielbiam przyjęcia w domu: rozkładamy nasz stół do 360 cm, przygotowujemy ulubione potrawy, a ja bawię się dekoracjami. A potem już tylko biesiadujemy! :)

Na Michałowe urodziny postawiliśmy na tradycyjny obiad (świeżutkie schabowe i mielone, ziemniaki i zestawy surówek poznikały w mgnieniu oka), ciasta, zakąski zimne i ciepłe i, oczywiście, tort urodzinowy, który był główną atrakcją przyjęcia.  Zamówiłam go u Elizy, o której już wkrótce napiszemy z Martą parę słów , i która, jest prawdziwą mistrzynią tortów.  Zresztą… popatrzcie sami:

Michaś urodził się w połowie stycznia 2012. Dzień po jego narodzinach, gdy wyglądałam przez okno leżąc w łóżku w szpitalu zobaczyłam pierwsze płatki śniegu. I dla mnie Michał będzie zawsze „zimowym dzieckiem”, a jego przyjście na świat zawsze będzie mi się kojarzyło z zimą i cudowną już poświąteczną atmosferą. Dlatego też prosiłam Elizę o tort, który nie będzie bezpośrednio nawiązywał do Bożego Narodzenia, ale będzie się kojarzył z radością otwieranych prezentów, prawie taką samą jak ta, gdy otrzymujemy podarunki od Mikołajowych elfów :) A Eliza doskonale zrozumiała co miałam na myśli ;)

Aby zostać w klimacie torta, dobrałam na stół  bukiety złożone z hyperionu i jagodziny pomalowanej na biało z delikatnym brokatem. Dało to mroźny efekt. Uzupełniłam je gałązkami jodły kaukaskiej (świetne drzewko na święta – igły w ogóle nie opadają!).

Na stole bardzo lubię stonowane kolory, jednak przyjęcie malutkiego dziecka powinno być bardziej kolorowe. Dlatego dodałam kilka innych barw oprócz dominującej czerwieni, bieli i ciemnego zielonego. Papilotki w kropki i żółte wstążki na świecznikach rozweseliły stół.  A oprócz tego gadżety z allegro: przeurocze wózeczki z papieru na każdym nakryciu z bilecikiem dla każdego gościa. U nas tematycznie – wypełnione Michałkami :)

Oprócz Bajkowego torta Elizy na stole zagościł słodki deser z bananami, czekoladowa szarlotka oraz parę innych słodkości i owoców.

Nie obeszło się też bez balonów…

No i prezentów…

No i tak właśnie minął ten wyjątkowy dzień. Jeszcze raz w imieniu Michaśkowym i własnym dziękuję za wszystkie życzenia, całusy i uściski, a wszystkim, którzy przymierzają się do organizowania pierwszych urodzin, użyczam pomysłów, polecam imprezę w domu i szczerze rekomenduję  http://bajkowetortyartystyczne.blogspot.com/

A teraz: zaczynamy odliczać do drugich urodzin :)